Łotwa i Estonia dostaną ogromne przelewy z Moskwy? "Chodzi o demonstrację polityczną"

Łotwa i Estonia wydały oświadczenie, w którym poinformowały, że mogą wystawić Rosji rachunek za okupację radziecką. Zdaniem eksperta to symboliczny gest, który nie przełoży się na konkretne działania.

Jak mówił w TOK FM Dominik Wilczyński z "Przeglądu Bałtyckiego" sprawa ciągnie się już tak naprawdę od dłuższego czasu. 

Już w 2015 roku kraje bałtyckie potępiły zbrodnie reżimu komunistycznego i zapowiedziały, że będą poszukiwać form rekompensaty finansowej. 

Łotysze oszacowali, że ZSRR naraził ich państwo na stratę w wysokości co najmniej 300 mld euro. W Estonii jeszcze nie dokonano obliczeń. 

"Data wydania oświadczenia nie jest przypadkowa"

Gość Karoliny Głowackiej tłumaczył, że sprawa odszkodowań to raczej gest symboliczny niż taki, który miałby przełożenie na konkretne działanie. 

- Data, kiedy oświadczenie zostało wydane (22 sierpnia - red.), nie jest przypadkowa. To było dzień przed rocznicą zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow. Druga sprawa to do pewnego stopnia napięte stosunki pomiędzy Rosją a krajami bałtyckimi - mówił specjalista oraz zaznaczył, że szczególnie dało się to zauważyć po aneksji Krymu w 2014 roku.

- Podkreślano wtedy w krajach bałtyckich paralele z działaniami ZSRR sprzed lat, czyli włączeniem krajów bałtyckich do Związku. Teraz chodzi o przypomnienie historycznej narracji. Zaznaczano, że wejście Armii Czerwonej na te tereny odbyło się wbrew woli mieszkających tam ludzi i wiązało się z masowymi wywózkami. 

- Czyli to raczej demonstracja polityczna niż realne oczekiwanie przelewu z Moskwy? - dopytywała prowadząca. 

- Tak. Przedstawiciele Moskwy zarzuty wykpili. Stwierdzili, że nie ma mowy o żadnej rekompensacie. Mówią, że w czasach komunistycznych dokonano ogromnego postępu, dokonano inwestycji w przemysł, że kraje bałtyckie rozwijały się, a żądanie rekompensaty jest bzdurą - podsumował Dominik Wilczyński.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

"Trump myśli o stosunkach międzynarodowych tak samo, jak Putin: łajdacko" - uważa prof. Roman Kuźniar

DOSTĘP PREMIUM