Rafał Woś o reakcjach na swój tekst: Całe życie słyszałem, że rozmowa z inaczej myślącymi ma wartość

Na publicystę "Polityki" spadła w ostatnim czasie fala krytyki, po jego tekście, w którym namawia lewicę do współpracowania z PiS. W audycji Grzegorza Sroczyńskiego w TOK FM bronił swoich tez.

- Jestem skołowany. Całe życie słyszałem, że rozmowa z inaczej myślącymi ma wartość. Teraz, kiedy napisałem właśnie coś takiego, jest burza. Wcale nie napisałem, że trzeba się do PiS łasić, zapisywać, grać tak, jaką muzykę nam zagrają. Chodzi tylko o najprostszą na świecie rozmowy polityczną - bronił swojego tekstu Rafał Woś.

Czytaj też: Puto odpowiada Wellman: Uczono nas, że polityka się skończyła i nie ma sensu podnosić żadnych postulatów

Obok publicysty '"Polityki", gościem audycji Grzegorza Sroczyńskiego był też działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL i Prezes Towarzystwa Dziennikarskiego Seweryn Blumsztajn. Mówił w TOK FM, że nie jest przeciwny temu, że tekst Wosia się ukazał. Nie zgadza się jednak z tezami, które publicysta w nim przedstawił.

- Żeby rozmawiać, muszą być stworzone warunki dialogu. A opozycja dostaje 30 sekund (podczas prac w Sejmie nad zmianą prawa o sądownictwie - przyp. red.) Bardzo trudno mi też rozmawiać z kimś, kto np. na łamach Tygodnika Sieci nazywa mnie zdrajcą - mówił.

Rozmowy z władzą - kiedyś i teraz

W audycji nawiązywano też do obrad Okrągłego Stołu - Rafał Woś przypominał, że ówczesny dialog opozycji z władzą nie jest przez liberalne media krytykowany.

Blumsztajn tłumaczył jednak, że wtedy rozmowy odbywały się w atmosferze nadziei, że Polska będzie demokratyczna.

- Dziś PiS odebrał tę wolność, demokrację. Dał nam poczucie, że wysiłek naszego  życia został zmarnowany - argumentował dziennikarz.

Przypomniał, że do rozmów przy Okrągłym Stole strona rządząca zasiadała poważnie osłabiona. - Dopóki PiS nie będzie słabszy, nie będzie dialogu - przekonywał.

Ćwiczenie myślowe

Rafał Woś tłumaczył, że jego tekst był formą “ćwiczenia myślowego” - chodziło mu o to, żeby pokazać, że lewica wpływając na PiS, mogłaby zapobiec realizacji pomysłów, przeciwko którym dziś protestuje.

- W ramach rządu byłby ktoś, kto mógłby rzucić wyzwanie np. Ziobrze i blokować najbardziej niebezpieczne pomysły. Ustawy, które najbardziej przerażały lewicę, wcale nie znalazłyby się na agendzie, bo byłoby wiadomo, że PiS nie ma szansy przekonać do nich koalicjanta. Nie trzeba by było wychodzić na ulicę, żeby tego bronić - wyjaśniał.

- Dziś nie ma lewicy w parlamencie, ale może będzie po następnych wyborach. I liberałowie będą wtedy mówili “nie idźcie z tymi pogromcami polskiej demokracji, chodźcie z nami, twórzmy alternatywny parlament”. I to będzie wielki dylemat dla lewicy: czy iść w stronę ukrainizacji, wojny domowej, czy w sposób pragmatyczny pilnować PiS, żeby nie zabrał nam Polski w całości - kontynuował.

Zdaniem publicysty, rezygnując z dialogu z PiS, jego przeciwnicy odcinają sobie możliwość wpływania na rozwój wydarzeń i stawiają się w roli ofiar.

Seweryn Blumsztajn uznał jednak propozycję Rafała Wosia za nierealną.

- Jarosław Kaczyński nie toleruje zróżnicowania. Partia Razem w rządzie PiS to science-fiction - ocenił.

DOSTĘP PREMIUM