Komentarze po "Baby Shoes Remember": Kościół boi się procesów o odszkodowanie

W niedzielę na płotach kościołów zawisły dziecięce buciki. Upamiętniono w ten sposób ofiary molestowania przez księży. - Skala protestu przerosła nasze oczekiwania - mówiła w TOK FM Nina Sankari, jedna z organizatorek.

Nina Sankari z ateistycznej Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, która współorganizowała akcję "Baby shoes remember", oceniła ją jako bardzo udaną.

- Obyło się bez przemocy, starć. Nawoływaliśmy, żeby zachowano taki charakter, jak w Irlandii (Tam 8 lat temu zainicjowano akcję - przyp. red) . Cichy, godny, bez przemówień, bez możliwości wykorzystania tego politycznie. Chodziło o to, żeby poprzez mocną  i jednoznaczną symbolikę trafić do wyobraźni ludzi. I to się bardzo udało. Skala protestu przerosła nasze oczekiwania. Ponad 50 miast wzięło w niej udział - mówiła w TOK FM.

Czytaj też: Upamiętnili dzieci molestowane przez księży. Baby Shoes Remeber w polskich miastach [ZDJĘCIA]

Zdaniem dr Sebastiana Dudy z wydawnictwa “Więź”, ta akcja to krok w stronę poprawy sytuacji ofiar księży.

- Im więcej uwagi będziemy zwracali na ten problem w Polsce, tym więcej będziemy mogli pomóc ofiarom - ocenił.

Sojusz tronu i ołtarza

Organizatorzy “Baby Shoes Remember” podkreślają, że obecnie Kościół chroni sprawców, zamiast poszkodowanych, a pomaga mu w tym państwo.

- W przypadku wykorzystania dziecka przez np. nauczyciela, wystarczy donos do prokuratury. W przypadku wykorzystania przez księdza, zawiadomienie organów ścigania nie wystarczy. Obywatel nie jest traktowany tak samo, jeżeli mam problem z Kościołem, niż byłby traktowany w sporze z jakąkolwiek inną instytucją. Państwo chroni Kościół. Władza Kościoła nie jest władzą moralną, jest oparta na sojuszu z państwem - argumentowała Sankari.  

Prowadząca audycję Agata Kowalska pytała, co grozi polskiemu Kościołowi, jeżeli zacznie otwarcie mówić o gwałtach na dzieciach popełnianych przez księży.

- Bo się nie tyle utraty autorytetu moralnego, bo i tak go traci, ale boi się tego, co się stało w Bostonie. Czyli ogromnych procesów o odszkodowanie, które mogą oznaczać bankructwo diecezji - mówiła Sankari.  

DOSTĘP PREMIUM