Weterynarze krytykują warunki w szpitalach. Przekonują, że pacjenci miewają gorzej niż zwierzęta w oborze

W skontrolowanych przez NIK szpitalach odnotowano wzrost liczby zakażonych pacjentów o 8,5 proc. mimo, że liczba wszystkich pacjentów w tym samym okresie spadła.

Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej z Głównego Inspektoratu Weterynarii uważają, że w oborach dla zwierząt warunki sanitarne bywają lepsze niż w przepełnionych salach chorych w polskich szpitalach - podaje na swojej stronie wydawnictwo medyczne Termedia, wydawca czasopisma "Menedżer Zdrowia"

Osoba kontrolująca stan obory mierzy m.in. specjalnym wiatrakiem właściwy przepływ powietrza. Jak mówią pracownicy Instytutu Weterynaryjnego, gdyby ktoś pojawił się z podobnym sprzętem w polskim szpitalu musiałby placówkę zamknąć.

Pracownicy Instytutu odwołują się do higienicznego sukcesu polskiego sektora rolnego. Według nich wymusił go europejski rynek, bo trzeba było szybko wdrożyć stosowanie najwyższych norm jakościowych. Co prawda rolnicy początkowo uznali nowe rozporządzenia za zbyt kosztowne i nierealne, jednak kary za łamanie norm były na tyle wysokie, że rolnicy szybko zrozumieli, dlaczego czystość im się opłaca.

Brudne ręce personelu medycznego i niewyjałowiony sprzęt

Greta Kanownik, ekspertka ochrony zdrowia i kierowniczka działu administracji medycznej SP ZOZ w Brzesku, w rozmowie z Termedia przedstawiła wyniki badań polskich placówek zdrowia, w których skontrolowano 1015 obiektów. W 168 przypadkach stwierdzono niezadowalający stan higieniczno-sanitarny i techniczny, a w 144 przypadkach niezadowalający stan techniczny.

Z kolei najnowsze wyniki badań Naczelnej Izby Kontroli pokazują, że poważnym problemem wszystkich placówek zdrowia są zakażenia szpitalne. Dotyczą od 5 do 10 proc. osób leczonych w tych placówkach.

Wydaje się, że to niewiele, jednak liczby mówią same za siebie: 5 proc. zakażonych pacjentów to w Polsce ok. 400 tys. osób - czyli niemało. Źródłem przenoszenia bakterii są m.in. brudne ręce personelu medycznego, niewystarczająco wysterylizowany sprzęt, skażone otoczenie chorego, przyjmowanie pacjentów wymagających szczególnych warunków bez ich zapewnienia w placówce, jak również zatrudnianie osób niekompetentnych.

NIK podaje jako przykład sytuację w jednym ze szpitali na Mazowszu. Od stycznia 2015 do czerwca 2017 roku współczynnik zachorowalności wzrósł tam niemal dwukrotnie. Najwyższy wzrost odnotowano na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Zastępca dyrektora ds. lecznictwa tego szpitala powiedział NIK-owi, że wyższa liczba zarejestrowanych zakażeń jest spowodowana jedynie poprawą sposoby gromadzenia danych. 

Czytaj też: Epidemia New Delhi w polskich szpitalach. Lekarze biją na alarm, ale rząd nie widzi problemu

DOSTĘP PREMIUM