Niepełnosprawne dzieci znikną ze szkół? Protest w pierwszym dniu nowego roku szkolnego

"O godne życie i prawa osób niepełnosprawnych" to hasło protestu rodziców osób niepełnosprawnych. Alarmują, że zmiany wprowadzone przez MEN odbierają niepełnosprawnym uczniom szansę na chodzenie do szkoły.

Ministerstwo Edukacji Narodowej w ubiegłym roku zmieniło zasady kształcenia specjalnego. Zapewniło jednocześnie, że niepełnosprawni uczniowie nadal będą mogli na część zajęć chodzić do szkoły. Jednak w szkołach rodzice słyszą coś zupełnie innego. Boją się, że nowe zasady są gorsze i wprowadzają niepotrzebny chaos. 

Rodzice od kilku miesięcy manifestują swój sprzeciw razem z dziećmi. W ubiegłym tygodniu zorganizowano demonstrację pod siedzibą MEN. Planowano wręczyć minister Annie Zalewskiej petycję podpisaną przez ponad 50 tysięcy osób. Ale szefowa resortu edukacji nie spotkała się z protestującymi.

Czytaj też: Mało optymizmu na początek roku szkolnego. Raport Rzecznika Praw Dziecka o edukacji niepełnosprawnych>>>

Dziś kolejne protesty w całej Polsce

Dziś kolejna odsłona protestu. W wielu miastach odbyły się manifestacje pod hasłem „O godne życie i prawa osób niepełnosprawnych”. Rodzice będą protestować m.in. w Rybniku, Lublinie, Toruniu, Krakowie, Olsztynie i Gdańsku.

W Warszawie protest zaczął się o godz. 18:00 pod Ministerstwem Edukacji Narodowej w al. Szucha. Stołeczny protest organizuje Warszawski Strajk Kobiet, który przez 40 dni protestów w Sejmie wspierał działania RON.

- Nasi terapeuci mówią, że szkoła jest rodzajem terapii, można tam się nauczyć zachowań społecznych. Zostając w domu będę siedział w swoim autystycznym świecie - mówił jeden z protestujących.

Rodzice dzieci z niepełnosprawnościami, jak i sami niepełnosprawni, ostrzegają, że jeśli minister Zalewska nie wycofa swojego rozrządzenia, to być może odwieszą protest, który zawiesili po ponad 40todniowej okupacji Sejmu.  

Nowe przepisy są niejasne

Najważniejszą zmianą, dotycząca niepełnosprawnych uczniów, jest zlikwidowanie nauczania indywidualnego na terenie szkoły. Zamiast tego zaproponowało Indywidualny Program Edukacyjno-Terapeutyczny. 

To dyrektor, rodzic i nauczyciel będą teraz wspólnie ustalali, które zajęcia dziecko odbędzie indywidualnie, które w klasie z innymi uczniami i ile takich lekcji będzie.

- Niektóre niepełnosprawne dzieci czeka wykluczenie - oceniła Aneta Rzepka, mama niepełnosprawnego licealisty. Zwróciła uwagę, że skoro wszystko zależeć ma od władz szkół, to zajęć może być znacznie mniej. - Boimy się, że w porównaniu z poprzednimi latami będą one okrojone - uważa Aneta Rzepka

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji! Dowiesz się:

  • Jaki główny postulat rodziców nie został spełniony?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM