Rosyjski ślad w aferze taśmowej. Czy Falenta sprzedał nagrania za węgiel warty 20 mln dolarów?

Kreml może stać za aferą taśmową? "Polityka" informuje o powiązaniach Marka Falenty z Rosjanami. Wg ustaleń tygodnika, w czasie, gdy nagrywano polskich polityków, biznesmen prowadził interesy za wschodnią granicą.

W "Polityce" ukazał się artykuł dotyczący afery taśmowej, która zatrzęsła polską scena polityczną w 2014 roku. Według ustaleń dziennikarza tygodnika - Grzegorza Rzeczkowskiego, Marek Falenta (skazany w aferze podsłuchowej na 2,5 roku) kontaktował się z Rosjanami w tym samym czasie, kiedy nagrywał polityków Platformy Obywatelskiej. Biznesmen miał dostać od jednej z rosyjskich kompanii paliwowych węgiel wart 20 mln dolarów. Bez płacenia.

Jak mówił w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski, Rzeczkowski wytropił rosyjski ślad na taśmach słynnych kelnerów z restauracji "Sowa i Przyjaciele", którzy nagrywali rozmowy polityków. Przez kilka ostatnich miesięcy dziennikarz prowadził śledztwo, z którego - wbrew twierdzeniom służb zajmujących się sprawą - wynika, że sprawa podsłuchów nie była kwestią czysto kryminalną.

Rosyjskim tropem w aferze taśmowej ma być pułkownik Jacek Gawryszewski, wiceszef ABW z czasów rządów Platformy Obywatelskiej. Został on w służbie po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, a niedawno został ambasadorem w Chile. 

Gawryszewski, gdy zajmował się aferą podsłuchową, nie wykrył powiązań sprawy z Rosją. 

Jak podkreślił Żakowski, ustalenia dziennikarza "Polityki" stoją w sprzeczności z powtarzaną przez służby tezą, sprawa jest jedynie kryminalno-biznesowa.

Czytaj też: Czy Falenta to agent służb? "Obawiam się, że to nie zostanie wyjaśnione">>>

Tusk i jego rząd "odpuścili"

- Dlaczego rządząca wtedy Platforma Obywatelska niczego nie wykryła? - pyta Jacek Żakowski.

- Moim zdaniem PO odpuściła sobie tę sprawę. Mam wrażenie, że po aferze taśmowej nie zrobiła nic, żeby ją wyjaśnić. Wszyscy szefowie służb zostali na swoich stanowiskach aż do 2015 roku, gdy PiS doszedł do władzy. To jest wina Donalda Tuska, który zupełnie się tym nie zainteresował, bo był już "zorientowany" w kierunku brukselskim. Po kilku latach to dziennikarze doszli do tego, do czego powinny były dojść służby  - powiedziała Karolina Lewicka Radio TOK FM.  

- W tamtym czasie istniało przekonanie, że nie należy iść z rozliczeniami PiS-u zbyt daleko. Tusk postępował bardzo pragmatycznie, a czasem nawet cynicznie. Kamińskiego dość długo zostawił na stanowisku, mimo że było wiadomo, iż ten chętnie podciąłby Tuskowi gardło. Zostawił też telewizję w rękach PiS-u i SLD - dodał Sławomir Sierakowski z "Krytyki Politycznej". 

Nie wszystkich efekty dziennikarskiego śledztwa Grzegorza Rzeczkowskiego przekonały. - Nie potrafię odnieść się do tych tekstów tak jednoznacznie, jak wy. Sugerowanie, że jakiś trop prowadzi do Rosji, zawsze powoduje we mnie dystans. Rosja jest mocno wykorzystywana w bieżącej grze politycznej. Można by powiedzieć, że gdyby Putin nie istniał, to trzeba byłoby go wymyślić - mówił w TOK FM Rafał Woś z tygodnika "Polityka".

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji. Dowiesz się również:

  • Czy lewica ma szansę zaistnieć na scenie politycznej?
  • Jaką rolę w budowaniu nowej lewicy może odegrać Robert Biedroń?
  • O jaki elektorat powinna się starać polska lewica?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM