Pielęgniarki z Przemyśla: Protest to nie akcja polityczna. Głodowałyśmy za PO i SLD

13 pielęgniarek i pielęgniarzy prowadzi protest głodowy w szpitalu w Przemyślu. Szefowa związku zawodowego podkreśla, że to nie jest protest polityczny. - W naszym szpitalu nikt nigdy nie dostał podwyżki bez strajkowania.

Akcja protestacyjna trwa od poniedziałku. Protest głodowy zaczęło osiem pielęgniarek. Obecnie protestuje 13 osób (12 pielęgniarek i 1 pielęgniarz). Wszyscy protestujący normalnie pracują.

- Nie prowadzimy strajku, by nie uderzyć do pacjentów. Ale jeśli osoby protestujące poczują się źle na dyżurze, wiedzą, że trzeba przerwać pracę - mówi w TOK FM Ewa Rygiel, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Wojewódzkim Szpitalu w Przemyślu.

Najważniejszy postulat - podwyżka pensji. Protestujący chcą, by pensja zasadnicza wynosiła 6000 zł brutto. Obecnie pielęgniarka czy pielęgniarz, w zależności od stażu pracy, zarabiają 2500-3300 zł brutto.

Jak podkreśla Ewa Rygiel, akcja protestacyjna nie ma politycznego podłoża. - To nie jest protest polityczny. Głodowałyśmy za PO, za SLD. Teraz też protestujemy. W naszym szpitalu nigdy pracownik nie dostał podwyżki bez protestu. Ani premii, ani 13. pensji w tym szpitalu nie ma od lat. To znikło - mówi Ewa Rygiel.

Dodaje, że podwyżki są ważne nie tylko dla osób obecnie pracujących w placówce. Bo bez wyższych pensji nie ma szans na zatrudnianie nowych pielęgniarek. A nowi pracownicy są niezbędni.

- Dzisiaj ten zawód umiera. Nie ma młodych pielęgniarek. W naszym województwie szkołę ukończyło 150 pielęgniarek. Ale do zawodu weszło tylko 20. Za siedem lat 70 proc. zatrudnianych w naszym szpitalu pielęgniarek odejdzie z zawodu, pójdzie na emeryturę - podkreśla szefowa pielęgniarskiego związku zawodowego.

Kto będzie się opiekował chorymi?

Postulaty protestujących dotyczą nie tylko podwyżki pensji. Pielęgniarki domagają się też zakupu sprzętu potrzebnego do im do pracy. Chodzi np. o urządzenia, które pomagają w dźwiganiu pacjentów.

- W naszym szpitalu na 30-łóżkowym oddziale są dwie pielęgniarki. Proszę pomyśleć, jaką one muszą mieć siłę fizyczną, by przez 12-godzinny dyżur spełnić wszystkie zadania, które są im powierzone - mówi Rygiel.

O 14 mają się odbyć kolejne rozmowy z dyrekcją szpitala.

Czytaj też: "Rząd wypycha nas na ulicę". 22 września wielki protest budżetówki>>>

DOSTĘP PREMIUM