Duda został spytany o likwidowany zakład pracy. Odpowiedź? "Proszę się nie martwić. Otworzą następny"

Podczas wizyty Andrzeja Dudy w Zgorzelcu jeden z mieszkańców zwrócił mu uwagę na zamykany zakład pracy w Pieńsku. - 230 osób straci pracę - krzyknął. Co na to prezydent? - Otworzą następny.

Podczas spotkania w Zgorzelcu doszło do zaskakującej wymiany zdań między prezydentem Andrzejem Dudą a jednym z mieszkańców, byłym lokalnym dziennikarzem Januszem Pawulem. 

Mężczyzna chciał zainteresować prezydenta sprawą zakładu pracy w Pieńsku, który, jak wynika ze słów dziennikarza, wkrótce zostanie zamknięty. - Panie prezydencie, w Pieńsku 230 osób straci pracę. Był pan tam 10 lat temu. Zamykają tam największy zakład pracy! - krzyczał w stronę prezydenta.

Co na to Andrzej Duda? Zajęty witaniem mieszkańców miasta, odpowiedział krótko: - Proszę pana, proszę się nie martwić, otworzą następny - powiedział, po czym wrócił do ściskania dłoni.

Niedługo potem prezydent zreflektował się i jeszcze tego samego dnia, podczas przemówienia w znajdującym się niedaleko Zgorzelca Lubaniu mówił o "smutnej wiadomości", którą otrzymał.

- Otóż dowiedziałem się, że w pobliskim Pieńsku fabryka, która dzisiaj zatrudnia ponad 250 ludzi, właściciele właściwie robią wszystko, żeby upadła. I prawdopodobnie upadnie, ludzie stracą pracę. Rozmawiałem z burmistrzem, pytałem o sytuację. Mówi, że wcale nie będzie to takie proste, choć wielkiego bezrobocia na tym terenie nie ma. Ale to jest 250 osób - mówił Andrzej Duda

Powiedział też, że poprosił wojewodę o wsparcie. - Będę też rozmawiał z ministrami w tej sprawie. Naprawa Polski polega na tym, że do takich ludzi ręka wyciągnięta jest zaraz. I musimy to zrobić. Na tym polega właśnie sprawiedliwe państwo, które myśli o zwykłym człowieku - przekonywał Duda. 

Kosiniak-Kamysz: Trzeba przekonać prezydenta, aby nie dołączał do grupy rozbójników, która chce ukraść wybory

DOSTĘP PREMIUM