Wybory samorządowe podzieliły KOD. Czy działacze powinni wystartować?

Działacze KOD podzieleni w sprawie wyborów. Część chce spróbować swoich sił. Ale są też tacy, którzy uważają, że działacze startować nie powinni.

Przed wakacjami tak zmieniono statut stowarzyszenia, że obecnie start w wyborach jest możliwy. Ale to nie rozwiewa wątpliwości przeciwników walki o głosy wyborców. Słychać też pretensje, że o tym, kto kandyduje, można się dowiedzieć tylko z gazet. 

Radomir Szumełda z pomorskiego KOD-u przyznaje, że głosy w sprawie startu aktywistów w najbliższych wyborach są podzielone. Ale jak zaznacza, większość jest "za".

Spór trwa od kilku miesięcy. Jeszcze przed wakacjami słychać było głosy, że start w wyborach podważy wiarygodność stowarzyszenia, które powinno patrzeć władzy na ręce, a nie wchodzić do polityki.

- Moje zdanie jest takie, że każdy może startować, nie mam nic przeciwko temu. Za każdym razem są to jednak indywidualne, osobiste decyzje członkiń i członków Komitetu Obrony Demokracji. Natomiast instytucjonalnie nie podpisywaliśmy porozumień z żadnymi komitetami wyborczymi - tłumaczy Szumełda.

Lublin podzielony

Dość gorący spór trwa w lubelskim okręgu Komitetu Obrony Demokracji. Koderzy dyskutują głównie w internecie.

Sprzeciw części z nich budzi start m.in. Krzysztofa Kamińskiego, adwokata, lidera stowarzyszenia na Lubelszczyźnie, a w przeszłości posła i radnego, związanego z KPN i AWS.

Aktywiści, z którymi rozmawialiśmy anonimowo (pod nazwiskiem nie chcą) mówią, że o starcie Kamińskiego dowiedzieli się z mediów.

- Chyba nie tak powinno to wyglądać. Działamy razem, spotykamy się regularnie, więc można było poinformować całą naszą społeczność, że są jakieś plany. A tak się nie stało - mówi jeden z naszych rozmówców. Niektórzy uznają, że jeśli już ktoś zdecydował się kandydować, to powinien - na czas kampanii - przestać się aktywnie udzielać w organizacji, by nie było zarzutów, że angażuje KOD w politykę.

Taką opinię ma m.in. Bartosz Sierpniowski, który jednym głosem przegrał z Kamińskiem walkę o przywództwo w organizacji w województwie lubelskim.

Inny działaczy lubelskiego KOD Arkadiusz Pisarski napisał na Twitterze, że członkowie organizacji "powinni startować, bo jest tam masa świetnych ludzi, ale najpierw powinien zmienić swoje cele".

Krzysztof Kamiński podkreśla, że statut organizacji nie zabrania mu startu w wyborach. Startuje jako obywatel, a nie działacz.

- Głównym celem udziału, takiego byłego polityka jak ja, w wyborach jest przeciwstawienie się Prawu i Sprawiedliwości w próbie  politycznego, partyjnego zawłaszczenia samorządów. I taki kandydat jak Kamiński, który wie, do czego zmierza przeciwnik, jest bardzo potrzebny. Dlatego kandyduję - mówi. - A że dwie czy trzy zawistne osoby nie rozumieją, po co kandyduję, to trudno. Po prostu, nie będą na mnie głosować - dodaje.
Z naszych informacji wynika, że są przypadki, kiedy ze stowarzyszenia odchodzą osoby, które nie zgadzają się z decyzjami dotyczącymi wyborów.

- Dalej będę przychodzić na manifestacje, ale występuję ze stowarzyszenia. To trudna decyzja, ale muszę - mówi nam jedna z nich.

Jeśli nie my, to kto?

Większość działaczy nie ma jednak nic przeciwko startowi kolegów i koleżanek w wyborach do rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. - Szkoda, że najbardziej zainteresowani są tym tematem ci, którzy odeszli z KOD-u albo ich działalność ogranicza się jedynie do "klikania" w internecie. I nic więcej. Ignoruję te głosy, wiem swoje. Można powiedzieć, że to etatowi krytykanci. I powiem krótko: bujajcie się - mówi nam Maria Pudelska, która w organizacji działa od początku. 

Niektórzy pytają wprost: kto, jak nie my, ma walczyć o demokrację i przestrzeganie konstytucji?

- Całym sercem jestem za tym, by do samorządów wchodzili ludzie, których popieramy; osoby z otwartymi głowami, które akceptują nasz pogląd na świat, na Polskę i na rozwój. Ja wręcz namawiałam niektóre osoby do startu - mówi Bożena Wasilewska. - Z osobami, które kontestują te decyzje, raczej nie wdaję się w dyskusje. Nie ma sensu dzielić KOD-u. Każdy ma prawo do swoich poglądów i swoich decyzji - dodaje nasza rozmówczyni.

Waldemar Zyglewski jest w Komitecie Obrony Demokracji od początku i też wystartuje w wyborach.

- Dyskusje o starcie w wyborach trwają w całej Polsce, nie tylko w Lublinie. Wszędzie są ludzie, którzy uważają, że KOD powinien pozostać stowarzyszeniem czysto ideowym. Ale ja uważam, że jeśli ktoś się czuje na siłach i chce wziąć jeszcze poważniejsze brzemię na swoje barki, to powinien stanąć w wyborcze szranki - mówi działacz.
Przyznaje, że gdy przychodził do KOD, w ogóle nie myślał o polityce, nie był w żadnej partii. I jeszcze tydzień temu, pytany, czy rozważa start w wyborach, odpowiadał, że nie. - Zmieniłem zdanie. Padło krótkie pytanie, była męska decyzja i wystartuję - dodaje nasz rozmówca.

- Jeśli ktoś jest w KOD, a ma ambicje, by działać w polityce lokalnej, a nawet centralnej, to czemu nie? W tym nie ma niczego złego. Tym bardziej, że - jak słyszę od ludzi w całym kraju - jest ogromny problem z pozyskiwaniem ludzi na listy wyborcze, zwłaszcza kobiet. Dlatego uważam, że start kandydatów z ruchów społecznych to świetny pomysł - tłumaczy Radomir Szumełda.

DOSTĘP PREMIUM