"Czuję się drugi raz opluta". Kobiety blokujące Marsz Niepodległości o kuriozalnej decyzji prokuratury

- Swoim uzasadnieniem pani prokurator otworzyła na oścież drzwi do zachowań przemocowych - mówiła w TOK FM jedna z pokrzywdzonych kobiet. Umorzeniem sprawy przez śledczych zajmie się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Na ubiegłorocznym Marszu Niepodległości grupa kobiet z transparentem "Faszyzm. Stop" zajęła część Mostu Poniatowskiego, którym poruszali się uczestnicy imprezy. Maszerujący zareagowali agresją. Kobiety były kopane w plecy, brzuch, popychane, opluwane, wyzywane, szarpane, wynoszone z tłumu przez osoby zamaskowane. 

- Jedna z koleżanek została upuszczona przez dwóch panów, którzy próbowali ją wynieść, uderzyła głową o asfalt i straciła na chwilę przytomność. Innej uczestnik marszu przygniótł butem rękę do ziemi, zrywając jej skórę z dłoni. Większość z nas miała jakiegoś rodzaju uszkodzenia ciała: zdarty naskórek, siniki, stłuczenia, jedna z koleżanek miała zwichnięcie kostki - tak wspominała w TOK FM to, co wydarzyło się przed rokiem, jedna z uczestniczek wydarzeń Zofia Marcinek. 

Prokuratura: Atakujący chcieli okazać niezadowolenie

Zupełnie inaczej wydarzenia oceniła prokuratura. Śledztwo w sprawie pobicia zostało umorzone. Prokurator Magdalena Kołodziej z Prokuratury Okręgowej w Warszawie uznała, że działania maszerujących "oceniane obiektywnie wskazują na to, że nie były one objęte umyślnością. Zamiarem atakujących nie było pobicie pokrzywdzonych, lecz okazanie niezadowolenia, że znalazły się one na trasie przemarszu". 

- Brak premedytacji wyglądał tak, że delikwent butem na dłoni kilkakrotnie obrócił, tak jakby chciał wdeptać  [rękę pokrzywdzonej w ziemię - red.]. Byłyśmy też, bez premedytacji zapewne, opluwane, również pewnie bez premedytacji wynoszono nas i nie wynosiła nas straż marszu, tylko niezidentyfikowani, zamaskowani osobnicy, którzy nie mieli prawa nas dotknąć - zaznaczyła w rozmowie z Piotrem Maślakiem Ewa Podleśna, jedna z kobiet, które próbowały zatrzymać Marsz Niepodległości.

Czytaj też: Marsz Niepodległości niczym nazistowska propaganda. Szokujący wpis "w ochronie polskiej racji stanu"

Uwagę dziennikarza TOK FM przykuł ciąg dalszy uzasadnienia, które przygotowała prokurator Kołodziej.  - "Umiejscowienie obrażeń wskazuje, że przemoc nakierowana była na mniej newralgiczne części ciała, więc nie można mówić, aby zamiarem atakujących było narażenie poszkodowanych na niebezpieczeństwo" - cytował Maślak.

- Ktokolwiek widział nagrania z tego wydarzenia, ma świadomość, że mówienie o braku nastawienia na zrobienie krzywdy, jest kompletną bzdurą. Dwukrotnie widziałam nagranie z zajścia. Widać na nim totalną agresję i chęć pozbycia się nas stamtąd - podkreśliła Zofia Marcinek.

- Nigdy w życiu nie widziałam takiej agresji i nienawiści. Co prawda wynosili nas zamaskowani uczestnicy, ale tę agresję okazywali nam zwykli ludzie - mówiła Ewa Podleśna.  - Nie zapomnę mężczyzny z dzieckiem na rękach, który pokazywał na nas i przy tym nas lżył. Któraś z nas została opluta przez starszą panią. Oplute zostałyśmy wszystkie - dodała.

"Prokurator dokonała na nas kolejnego aktu przemocy"

Aktywistka przyznała, że dowiedziawszy się, iż ściganie działań, których dopuścili się atakujący, stanowi znikomy interes społeczny, "czuje się drugi raz opluta". 

- Tym uzasadnieniem pani Magdalena Kołodziej dokonała na mnie i na nas wszystkich kolejnego aktu przemocy - oceniła Podleśna.

Co chciałaby powiedzieć zajmującej się tą sprawą prokurator? 

- Pani prokurator Kołodziej: do tej pory były uchylone drzwi do agresji, do ksenofobii, do zachowań rasistowskich, agresywnych, przemocowych. Pani te drzwi otworzyła na oścież - podsumowała. 

Rzecznik Praw Obywatelskich zapowiedział, że zajmie się sprawą. To nie pierwszy raz kiedy będzie interweniować w związku z wydarzeniami dotyczącymi Marszu Niepodległości. W zeszłym roku występował do prokuratury w sprawie rasistowskich symboli i napisów na transparentach niesionych przez uczestników imprezy. Zastrzeżenia Adama Bodnara budziło też zachowanie policji. Zwrócił się o wyjaśnienie zatrzymania i przetrzymywania kilkudziesięciu osób, które prowadziły antyfaszystowską pikietę. Zwrócił się również o informację, ilu agresywnie zachowujących się uczestników marszu lub tych używających środków pirotechnicznych zostało wylegitymowanych, obciążonych grzywną lub zatrzymanych. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • co Zofia Marcinek usłyszała od przesłuchującej je funkcjonariuszki;
  • jak wyglądały wydarzenia z 11 listopada 2017 roku;
  • jakie mogą być szersze konsekwencje przyzwolenia na przemoc.

- ONR to organizacja, która wspierała przed wojną Hitlera - mówiła w TOK FM Agata Diduszko-Zyglewska

DOSTĘP PREMIUM