"Dobra zmiana" w leczeniu chorych na raka piersi. Zamiast szybkiego zastrzyku wiele godzin pod kroplówką

NFZ chce zastąpić sprawdzony preparat tańszym odpowiednikiem. Niestety, nie oznacza to, że będzie lepiej, a wręcz odwrotnie. Nowy lek ma być podawany dożylnie, co zmusi pacjentki do wielogodzinnych pobytów w szpitalu.

Chodzi o nowe rozporządzenie prezesa NFZ, w którym usuwa się z leczenia długo wyczekiwany w Polsce preparat o nazwie Herceptyna. Dzięki niemu znacznie poprawiła się skuteczność zwalczania m.in. raka piersi, a ryzyko nawrotu choroby zmniejszyło się o 50 procent. Oprócz tego stosowanie leku jest na tyle szybkie i wygodne, dzięki metodzie podskórnej, że pozwala pacjentkom na normalne funkcjonowanie. Także na chodzenie do pracy.

Tymczasem NFZ postanowił zastąpić Herceptynę innym biopodobnym lekiem. Jest on co prawda równie skuteczny, lecz metoda jego podawania jest bardzo czasochłonna i wycieńczająca dla pacjentek. Podaje się go wlewowo (dożylnie), a cały proces trwa 5-6 godzin.

Sprawa dotyczy dużej grupy pacjentek. Jak mówił w TOK FM Wojciech Wiśniewski, to od trzech do pięciu tysięcy kobiet.

- W nowym rozporządzeniu NFZ pojawiły się rozwiązania, które promują leki zamienne dla Herceptyny, bo prezes funduszu spodziewa się, że będą one coraz tańsze - tłumaczył dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych w Alivii - Fundacji Onkologicznej Osób Młodych. Organizacja w ramach kampanii "Choroba? Pracuję z nią!" stara się zwrócić uwagę na problem łączenia chemioterapii z życiem zawodowym.

Jak podkreślił Wiśniewski, zmiana sposobu podawania leku "w szerszej perspektywie" nie przyniesie oszczędności.

- Staramy się zwrócić uwagę, że wobec tego tsunami onkologicznego, które nawiedza nasz kraj, dobrze byłoby wprowadzić rozwiązania umożliwiające łączenie pracy zawodowej z leczeniem. Wielogodzinne podawanie leku metodą dożylną uniemożliwia pracę, wymaga ciągłych zwolnień lub brania urlopów, bo preparat trzeba podawać kilka razy w miesiącu przez wiele lat. Zakładam, że nie będzie to budziło szczególnego entuzjazmu u pracodawcy - ocenił.

W przypadku podawania podskórnego Hercetyny kwestia zwalniania się z pracy, urlopów nie wchodzi w grę.

- Wystarczy "urwać się" z pracy na pół godziny. Nie wymaga to hospitalizacji. W efekcie proponowanych zmian mogą wystąpić opóźnienia w leczeniu, gorsze rokowania, obciążenie psychiczne pacjentki i jej ogólne umęczenie - tłumaczył Wiśniewski w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

W Polsce nie ma przyjaznych pacjentowi metod leczenia

Jak mówił gość TOK FM, Polska jest jednym z niewielu krajów "cywilizowanego" świata, w którym chemioterapia wciąż odbywa się tylko w warunkach szpitalnych.

- Te niepotrzebne hospitalizacje są zmorą. W innych krajach chemię coraz częściej podaje się w domach. Dzięki temu unika się zakażeń szpitalnych, nie wspominając o komforcie psychicznym pacjenta - powiedział.

Z zapisami rozporządzenia prezesa NFZ nie zgadzają się też kobiety chorujące na raka. "Zmiana tej terapii to wielka krzywda dla wszystkich pacjentów" - mówiła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Monika Śmietanka, która kilka tygodni temu przyjęła ostatni zastrzyk Herceptyny.

Czytaj też:  NFZ blokuje darowizny dla chorych na raka. "Powoli przestajemy cokolwiek z tego rozumieć"

DOSTĘP PREMIUM