Min. Zalewska przekonuje, że nauczyciele nie mają powodów do protestu. I wylicza, o ile wzrosły płace

Szefowa MEN nie widzi powodów do tego, by nauczyciele protestowali. W rozmowie z TOK FM wylicza, że choć jej resort mówi o 5 proc. podwyżki, to de facto nauczyciele dostaną jeszcze więcej.

W sobotę kilka tysięcy nauczycieli zrzeszonych w Solidarności protestowało przed siedzibą MEN. Jak tłumaczyli, "czara goryczy się przelała". Związkowcy domagali się przede wszystkim wyższych podwyżek dla nauczycieli. Według "S" w przyszłym roku pensje powinny wzrosnąć o 15 proc., a nie jak chce ministerstwo - 5 proc. Związkowcy chcą dymisji szefowej resortu edukacji.

Ale adresatka postulatów, min. Anna Zalewska, problemu nie widzi. - Około 200 razy spotkaliśmy się ze związkowcami w różnych miejscach i rozmawialiśmy na różne tematy. W 90 procentach,  jeśli nie w większości, postulaty związkowców zostały zrealizowane - zadeklarowała szefowa MEN w rozmowie z reporterem TOK FM. I jak tłumaczyła dalej, nauczyciele nie dostaną wcale 5 proc. podwyżki zaproponowanej "przez ministerstwo, a przede wszystkim przez polski rząd".

- To 15,8 proc. w ciągu roku i 9 miesięcy - przekonywała Zalewska. I wyliczała, co jeszcze rząd PiS zrobił dla nauczycieli: "dodatkowe 5 mld złotych do subwencji oświatowej, obniżone pensum, średnio 1 tys. zł dla nauczyciela". - Czyli w styczniu nauczyciele będą mieć 10-35 proc. dodatkowych podwyżek - stwierdziła szefowa MEN.

Czytaj też: Min. Zalewska napisała specjalny list do rodziców ósmoklasistów. "Znowu te same manipulacje">>>

Min. Zalewska się nie boi

Nie tylko związki zawodowe krytykują minister edukacji. W Sejmie na rozpatrzenie czeka kolejny już wniosek opozycji o odwołanie Anny Zalewskiej. Platforma i Nowoczesna chcą, by pani minister odpowiedziała za skutki swoich decyzji, choćby za likwidację gimnazjów i związany z tym chaos. 

Ale szefowa MEN opozycji się nie boi. - To będzie doskonała okazja, żeby pokazać, jakie działania zostały podjęte na rzecz dobrej edukacji - podsumowała pytanie o wniosek o jej odwołanie.
Opozycja od 2016 roku już cztery razy próbowała odwołać minister edukacji.

Czytaj też: Rodzice nie mogą się doprosić spotkania z minister Zalewską. Członkini rządu PiS ma czas dla Ordo Iuris>>>

Według medialnych spekulacji Zalewska zniknie z ministerstwa, bo ma startować w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Przypomnijmy, minister jest nie tylko krytykowana przez nauczycielskie związki zawodowe oraz rodziców, sprzeciwiających się wprowadzonej przez nią reformie. Według ustaleń mediów nie można wykluczyć, że jej kampania była finansowana z pieniędzy pochodzących z PCK. Sprawa dotyczy 1,2 mln zł, które miały zostać wyprowadzone z dolnośląskiego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża, gdy kierowali nim działacze Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj też: Zalewska straszy Schetynę sądem. Za sugestie, że jej kampania była finansowana z pieniędzy PCK>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM