Resort zdrowia chce skrócić kolejki do specjalistów. "Będą nagrody dla placówek, którym się to uda"

Koniec z miesiącami czekania na wizytę u lekarza? Ministerstwo Zdrowia chce przeznaczyć dodatkowe środki na skrócenie kolejek. Zdaniem specjalisty nie poprawi to sytuacji, bo problemem pozostanie szpitalna biurokracja.

Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia jeszcze w tym roku chcą skrócić kolejki do najbardziej obleganych specjalistów, takich jak endokrynolodzy, kardiolodzy czy okuliści i neurochirurdzy.  NFZ zwiększy na ten cel pulę dostępnych środków o 1 mld 300 tysięcy złotych. 

Obecnie na wizytę do większości specjalistów pacjenci czekają od kilku do kilkunastu miesięcy, a zdarza się, że i dłużej. Minister zdrowia, Łukasz Szumowski - jak każdy z jego poprzedników - chce się z tym problemem zmierzyć.

Stawia więc na uruchomienie środków z rezerwy, która w tym roku będzie wynosić właśnie 1,3 mld złotych. Nie tylko w ten sposób chce motywować  placówki medyczne. Według założeń resortu premiowane mają być też placówki, które przyjmą więcej pacjentów. 

- Będą nagrody dla tych, którzy zwiększą ilość przyjętych pacjentów i skrócą kolejki. Będą to dosyć istotne nagrody finansowe, w postaci zwiększenia ryczałtu lub odpłatności za jednego pacjenta, nawet w wysokości 120 proc. - tłumaczył minister.

Dosypanie pieniędzy rozwiąże problem?

Zdaniem Wojciecha Wiśniewskiego z Fundacji Onkologicznej Alivia, pomysł ministra na zwiększenie ilości dostępnych środków, nie rozwiąże wszystkich problemów. Przypomniał, że "jednym z zapomnianych punktów porozumienia ministra z rezydentami było odbiurokratyzowanie systemu ochrony zdrowia".

- Biorąc pod uwagę, jak niewielu mamy specjalistów, powinniśmy być w zupełnej awangardzie rozwiązań, które pozwalają zaoszczędzić czas - stwierdził specjalista. 

Czytaj też: Minister zdrowia o proteście pielęgniarek z Przemyśla: To jednostkowy przypadek

Przypomnimy, że Sejm przyjął już rozwiązanie, które od połowy października pozwoli na to, aby asystenci medyczni wystawiali za lekarzy np. zwolnienia lekarskie. Chodzi m.in. o pielęgniarki, ratowników medycznych i sekretarki medyczne. Jednak odpowiedzialność związana z powierzeniem tego zadania osobie upoważnionej i tak nadal będzie spoczywać na lekarzu.

Marcin Sobotka o rozmowach z rządem o zmianach w służbie zdrowia

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM