Niskie zarobki w oświacie. "Kocham swoją pracę. Ale nie mogę zagwarantować, że za rok-dwa będę nauczycielką"

- Nie jest to pensja, która skazuje na bezdomność. Ale nie można sobie pozwolić na zbyt wiele - tak o swoich zarobkach mówiła w TOK FM nauczycielka Anna Sosna. Po blisko 20 latach pracy, zarabia niespełna 3000 zł netto.

Anna Sosna postanowiła w TOK FM wyjawić, ile zarabia. - Ale nie mogę powiedzieć, że się nie wstydzę tego ujawnić - dodała od razu. Bo choć nauczyciele nigdy nie należeli do liderów na listach zarobków, to obecna sytuacja na rynku pracy spowodowała, że ich pensje są jeszcze mniej atrakcyjne. Więcej niż nauczyciele potrafią zarabiać np. osoby pracujące w handlu.

- Ostatnio uczniowie zapytali, ile zarabiam. Powiedziałam, choć troszeczkę sobie podniosłam, żeby trochę wstydu odjąć. Nie byli zachwyceni. To zarobki oscylujące wokół 2800-2900 zł, więc u uczniów zachwytu nie wywołałam. Na pewno nie jest to pensja, która skazuje na bezdomność i kłopoty finansowe. Ale nie można sobie pozwolić na zbyt wiele - przyznała Anna Sosna, która w 2011 roku uznana została za Nauczyciela Roku.

"Kocham swoją pracę"

Nie można zapominać, że pensja nauczyciela to także dodatki. W przypadku Anny Sosny m.in. za wysługę lat (pracuje blisko 20 lat) i za trudne warunki pracy, bo ma zajęcia z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie.

- Dlaczego pani, z takimi kompetencjami, dalej jest nauczycielką? Pewnie mogłaby pani znaleźć lepiej płatną pracę - pytała Agata Kowalska, gospodyni Analiz TOK FM.

- Bo kocham to, co robię, co mogę dzieciom przekazać. Ale nie mogę zagwarantować, że za rok-dwa będę jeszcze nauczycielką - odpowiedziała Sosna. I dodała: Ktoś to musi robić, więc chyba lepiej, żeby nauczycielem był ktoś zakochany w swojej pracy, a nie ktoś, kto przychodzi do pracy za karę.

Trzeba dopłacać

W opowieści o Annie Sośnie, i innych nauczycielach, nie można zapominać, że z niskich pensji wspierają oni system edukacji. Nauczycielka Roku 2011 kupuje z własnych pieniędzy m.in. nagrody dla uczniów: książki i gry. Z własnych pieniędzy inwestuje też w siebie. Co, jak podkreśliła w TOK FM, jest w tym zawodzie bardzo istotne.

- Cały czas powinnam się rozwijać, dokształcać. A to kosztuje. Dziś dzwoniono do mnie z propozycją udziału w konferencji. To koszt 400-500 złotych, które musiałabym wyłożyć z własnej kieszeni - mówiła.

O niskich zarobkach nauczycieli dyskutuje się do lat. Od lat też sami nauczyciele domagają się podwyżek i protestują. Ale niewiele się zmienia. Bo choć obecna szefowa MEN min. Anna Zalewska powtarza, że rząd na podwyżkach nie oszczędza, to nauczyciele nie są zadowoleni. W minioną sobotę protestowali pod siedzibą ministerstwa, domagając się dymisji Zalewskiej.

Zdaniem Justyny Sucheckiej z "Wyborczej" kwestia zarobków m.in. właśnie nauczycieli to problem priorytetów państwa. - Bo jeśli państwo chciałaby być solidarne z obywatelami, dbać o wyrównywanie szans, to powinno stawiać na edukacje i ochronę zdrowia. Te dziedziny są kluczowe dlatego, że nauczyciel i lekarz jest potrzebny każdemu z nas - mówiła w TOK FM dziennikarka "GW".

W najbliższą sobotę - 22 września - w Warszawie planowana jest wielka manifestacja pracowników budżetówki, którzy domagają się podwyżek.

Czytaj też: "Rząd wypycha nas na ulicę". Wiceszef OPZZ o wielkim proteście budżetówki>>>

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM