Ekspert o ekshumacjach ofiar katastrofy smoleńskiej: Chodziło o przedłużenie śledztwa

- Chciano jak najbardziej odłożyć w czasie decyzję co dalej ze śledztwem i z wnioskami - ocenił w TOK FM TOK FM Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka, przeprowadzając ekshumację ofiar katastrofy smoleńskiej wbrew woli rodzin.

Czytaj też: "Sprawiedliwości stało się zadość". Małgorzata Rybicka o wyroku ws. ekshumacji smoleńskich

Polskie państwo musi wypłacić po 16 tysięcy euro Małgorzacie Rybickiej, wdowie po pośle Arkadiuszu "Aramie" Rybickim oraz Ewie Solskiej, żonie działacza Rodzin Katyńskich Leszka Solskiego.

 - Ciągnięcie tych ekshumacji mogło być efektem tego, że chciano jak najbardziej odłożyć w czasie decyzję co dalej ze śledztwem i z wnioskami - mówił w TOK FM Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

- Wszystkie materiały, którymi dysponowała prokuratura, zarówna ta przed 2015 rokiem, jak i obecna, wskazują na to, że w Smoleńsku doszło do katastrofy komunikacyjnej. Nie było tam żadnych śladów wskazujących na wybuch na pokładzie, ani na udział osób trzecich - tłumaczył.

Kiedy koniec śledztwa?

Prowadząca audycję Karolina Lewicka przypomniała, że śledztwo przedłużono niedawno po raz kolejny . - Będą markować robotę aż do wyborów parlamentarnych w 2019? - pytała dziennikarka.

- Dużo dłużej - odparł Lasek. Podkreślał też, że część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zgodziła się na ekshumację ciał bliskich. Zdaniem Marcina Laska, należało na nich poprzestać ponieważ nie było żadnych przesłanek wskazujących na to, że ekshumacje pozostałych ciał mogą wnieść coś nowego do śledztwa.

Przypomnijmy, przeprowadzonej w maju ekshumacji ciała Arkadiusza "Arama" Rybickiego towarzyszył protest. Jak relacjonował wtedy reporter TOK FM, zgromadzony tłum był oddzielony od grobu podwójnym kordonem policji i żandarmerii wojskowej oraz ustawionymi obok siebie autokarami.

DOSTĘP PREMIUM