W poznańskim pogotowiu brakuje dyspozytorów. W co trzeciej karetce nie ma lekarza

W poznańskim pogotowiu ratunkowym brakuje dyspozytorów, którzy odbierają telefony, w karetkach specjalistycznych często nie ma lekarza. Ze względu na niskie pensje, do pracy w pogotowiu chętnych nie ma.

Dwumiesięczna kontrola przeprowadzona przez urzędników wojewody wielkopolskiego wykazała, że w poznańskim pogotowiu brakuje dyspozytorów i lekarzy. W stacji nie są spełniane podstawowe wymogi wynikające z przepisów.

W co trzeciej karetce brakowało lekarza 

W wakacje zamiast siedmiu dyspozytorów, zgłoszenia odbierało pięciu. W co trzeciej skontrolowanej specjalistycznej karetce brakowało lekarza.

Według rzecznika poznańskiego pogotowia Jakuba Czarskiego, lekarze i ratownicy odchodzą z pracy ze względu na warunki finansowe.

- Wojewoda wiedział o problemach od dawna, ale nie zrobił nic, by pomóc w ich rozwiązaniu. Pieniądze, jakie otrzymujemy z NFZ, są na niezmiennym poziomie od 2011 roku - powiedział rzecznik stacji.

A dodatkowe pieniądze pomogłyby, bo znaleźć ludzi do pracy.

- Teraz ze względu na niskie pensje, do pracy w pogotowiu chętnych nie ma - dodaje Jakub Czarski.

Zaznaczył, że w żadnym momencie zdrowie pacjentów dzwoniących na dyspozytornię nie było zagrożone.

Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu to największa dyspozytornia karetek w Wielkopolsce. Ma najwięcej wyjazdów w całym regionie. Pogotowie podlega samorządowi Wielkopolski czyli marszałkowi, ale za system ratownictwa w tym jego finansowanie odpowiada rząd.

Książki Pawła Reszki dostępne są w formie ebooków w Publio.pl >>

Czytaj też:  "Na alkohol nie ma czasu, trzeba biec do drugiej pracy" - Reszka o Polsce widzianej z okien karetki

"Na alkohol nie ma czasu, trzeba biec do drugiej pracy" - Reszka o Polsce widzianej z okien karetki

DOSTĘP PREMIUM