Samorządy szukają pieniędzy na rachunki za prąd. UMCS musi wysupłać dodatkowe 1,5 mln zł

Nawet 70 proc. więcej pieniędzy muszą wykładać na rachunki za prąd samorządy. Wszystko przez podwyższone ceny, jakie oferują im dostawcy energii elektrycznej.

W wielu gminach zakończyły się kub trwają przetargi na dostawy energii elektrycznej do instytucji, zarządzanych przez samorządy. Niektóre z takich postępowań trzeba było unieważnić - ze względu na zbyt wysokie kwoty, jakie pojawiły się w ofertach. Nie można jednam wykluczyć, że część samorządów może nie mieć wyjścia i zgodzi się na znacznie wyższe ceny. To z kolei może przełożyć się na koszty usług, z których korzystają mieszkańcy tych gmin.

Prezydent Lublina, Krzysztof Żuk, przyznał, że w jego mieście samorządowcom problemów jeszcze udało się uniknąć, ale nie ma wątpliwości, że sprawa wróci za rok. Umowa, która już jest podpisana i tak wymagała od miasta wyłożenia na prąd 1,4 mln zł więcej, niż zakładano.

Już dziś za to kłopoty ma np. UMCS. - Wiemy o tym, że Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej ma podwyższone koszty energii o 50 proc. To oznacza wydatki większe o 1,5 mln zł. To jest bardzo duże obciążenie dla takiej instytucji - dodał.

- Miasta muszą znaleźć te środki. Zapewne będą chciały przenosić to na ceny usług publicznych, bo nie da się w nieskończoność dokładać. Jeśli przyrost cen energii następuje na poziomie 70 proc., trudno będzie tym miastom utrzymać ceny usług publicznych - dodał Żuk, który zasiada w zarządzie Związku Miast Polskich. 

A co z prądem, który płynie do domów?

Według ekspertów, podwyżki cen energii dla odbiorców indywidualnych to tylko kwestia czasu. Na wolnym rynku ceny energii w cyklu rocznym poszybowały w górę o ponad 100 procent.

- Można się spodziewać, że Urząd Regulacji Energetyki, który w grudniu ogłasza taryfy na następny rok, teraz będzie musiał zmiany na rynku energii uwzględnić w taryfach dla odbiorców indywidualnych - uważa Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Energii.

Dlaczego prąd drożeje?

Wszystko przez rosnące ceny węgla i uprawnień do emisji CO2.To, dlaczego ceny energii powinny pójść w górę, wyjaśniał na antenie TOK FM prezes URE, Maciej Bando.

Tłumaczył wówczas, że kwoty, które mamy na rachunkach za prąd, składają się z dwóch części: energii i dystrybucji. Oba te składniki drożeją lub powinny drożeć. Dlaczego? Wyjaśnienia zaczął od cen energii. - Pewne elementy ceny energii są niezależne od nas. Przykładem są ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla, które od pewnego czasu w sposób gwałtowny i ewidentnie stały rosną. Trudno, żeby koncerny energetyczne tego nie uwzględniały - tłumaczył.

A potem mówił o kosztach dystrybucji: Wzrasta tzw. element składowy stały. Ponosimy koszty utrzymania majątku, żeby państwo pomagało w rozwoju źródeł odnawialnych, promowaniu kogeneracji (jednoczesne wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła - przyp. red.).

W ubiegłym tygodniu Bando, który wkrótce ma zatwierdzić taryfy na 2019 roku sygnalizował, że w sytuacji rosnących cen energii może być zmuszony zadbać o interesy przedsiębiorstw energetycznych przy ustalaniu wysokości taryfy G (dotyczącej odbiorców indywidualnych) na 2019 rok.

- Chodzi nie tylko o dbałość o grupę G. Dzisiaj też trzeba zadbać o przedsiębiorstwa, które mogą być zmuszane, by nie przynosić wniosków o podwyżki taryf, co jest absurdalne, ale są takie sygnały. Regulator równoważy interesy. Może zajść taka sytuacja, że trzeba będzie szalę przechylić w stronę przedsiębiorstwa - mówił w kuluarach Kongresu Energetycznego DISE we Wrocławiu.

Mimo to minister energii Krzysztof Tchórzewski zapewnia, że podwyżki nie zobaczymy na naszych prywatnych, domowych rachunkach. Ale czy rzeczywiście tak będzie, przekonamy się dopiero w grudniu, kiedy ogłaszane są taryfy na nowy rok.

DOSTĘP PREMIUM