Krzyki protestu przy zaprzysiężeniu Kavanaugh. Oskarżenia o molestowanie, w tle temat aborcji

Brett Kavanaugh, pomimo kontrowersji, został zaprzysiężony na nowego sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego. Za jego kandydaturą opowiedzieli się wszyscy Republikanie i jeden Demokrata.

Nominacji Kavanaugh sprzeciwiali się polityczni oponenci prezydenta Trumpa, bo kandydat ponad 30 lat miał się dopuścić molestowania co najmniej trzech kobiet.

Dla administracji Donalda Trumpa przegłosowanie kandydatury Kavanaugh było kluczowe, szczególnie po tygodniach zarzutów pod adresem nowego sędziego oraz po przesłuchaniu Christine Ford, jednej z poszkodowanych.

Losy kandydatury ważyły się do ostatniej chwili. Nad głosowaniem w Senacie czuwał wiceprezydent Mike Pence, a z szeregu republikanów wyłamała się jedynie jedna senatorka, która wstrzymała się od głosu.

Radości w rezultatu nie krył sam prezydent Donald Trump. - Chcę podziękować republikańskim senatorom, którzy sprzeciwili się wstydliwej kampanii politycznej destrukcji prowadzonej przez demokratów - mówił prezydent USA.  

Kavanaugh będzie 114. sędzią Sądu Najwyższego w historii i będzie pełnił tę funkcję dożywotnio. W ocenie komentatorów zaprzysiężenie Kavanugh i dyskusja wokół jego kandydatury negatywnie wpłyną na odbiór samego Sądu Najwyższego i mogą doprowadzić do jego upolitycznienia.

Obawy o sprawy światopoglądowe

Radosław Korzycki, zajmujący się tematyką zagraniczną dziennikarz z Tygodnika Powszechnego, tłumaczył w TOK FM, że w tle sporu o Kavanugh jest też temat aborcji. Jak mówił, konserwatyści mają teraz większość, dzięki której mogą unieważnić wyrok z 1973 roku, na podstawie którego aborcja jest w USA legalna.

Przypomniał też, że wcześniej, za czasów Billa Clintona, skład Sądu Najwyższego nie budził kontrowersji. Kandydaci byli wybierani spora większością głosów.

- Zaszła ewidentna zmiana. Upartyjnienie i radykalizacja obu partii sprawia, że trudno znaleźć kandydata, który zadowoli obie strony - wyjaśniał Korzycki.

DOSTĘP PREMIUM