Krzysztof Łapiński: Premier był pozbawiony osłony. Dopiero Kaczyński powiedział coś w jego obronie

PiS mogło zastosować obronę przez atak i w sytuacji ujawnienia nagrań z Mateuszem Morawieckim przypominać stare taśmy - stwierdził w Poranku Radia TOK FM były rzecznik prezydenta, dziś PR-owiec Krzysztof Łapiński.

Krzysztof Łapiński przyznał, że sprawę ujawnionych przez Onet nagrań z restauracji "Sowa i Przyjaciele", na których słychać Mateusza Morawieckiego, obserwuje z dystansu, już bez codziennego dogłębnego analizowania zawartości doniesień medialnych. Zastanawiał się, na ile są one istotne dla wyborców. Jego zdaniem ich wpływ na kampanię wyborczą będzie ograniczony.

- Ja patrzę po sobie. Jeszcze kilka tygodni temu dzień zaczynałem od przeglądu prasy, internetu, tego co jest w radiu, w telewizji, cały dzień na bieżąco byłem w internecie, widząc, co się dzieje. A dziś wiem, że nie mam na to za bardzo czasu. Jako osoba, która śledzi życie polityczne chyba bardziej niż statystyczny Polak, odbieram jakieś urywki. Polacy na co dzień zajęci są swoimi zajęciami - przekonywał. Zwracał uwagę, że do odbiorców cała sprawa to są skrawki - a to, że premier został nagrany, a to że przeklął. Poza tym jest to już kolejna taśma - nie ma efektu nowości, który towarzyszył ujawnieniu afery podsłuchowej przez "Wprost".

- Pamiętajmy, że ludzie mogą to sobie tłumaczyć tak: on był szefem jednego z największych banków, nie był politykiem, poszedł tam ze swoimi znajomymi czy współpracownikami, płacił z własnych pieniędzy - podkreślał Krzysztof Łapiński.

Morawiecki słabo broniony

Łapiński zwrócił uwagę, że premier, który jest bardzo aktywny w kampanii samorządowej, był w tej sprawie pozbawiony osłony - dopiero Jarosław Kaczyński wyszedł i powiedział coś w obronie premiera. - Nie było frontu kilkudziesięciu czy kilkunastu posłów PiS, którzy bronili premiera - wyliczał, obstawiając, że w partii doszło do popełnienia błędów komunikacyjnych.

Zdaniem byłego rzecznika Andrzeja Dudy, PiS mogło zareagować na dwa sposoby: defensywnie lub przez atak. - Było wiele możliwości, by obóz PiS przypominał wszystkie poprzednie rozmowy. Dzisiaj trochę bohaterem mediów jest były minister pan (Bartłomiej) Sienkiewicz, a przecież wystarczyło przypomnieć, że w ogóle został nagrany, różne jego wypowiedzi - przekonywał Łapiński.

Kto pociąga za sznurki w aferze podsłuchowej?

Krzysztof Łapiński przyznał, że on sam również zastanawiał się, jak to się stało, że jedna z redakcji pozyskała dostęp do nagrań. Założył jednak, że wyjaśnienie dziennikarzy Onetu - że dostali od sądu zgodę na obejrzenie akt - jest prawdą.

Nie zgodził się z sugestiami, że inspiracja wyszła z wnętrza obozu PiS. - Ktokolwiek by to robił z obozu wewnętrznego, dążyłby do osłabienia całego ugrupowania - podkreślił.

- Polityka jest sferą pewnej rywalizacji, nawet w ramach jednego obozu. Mnie wypada wierzyć w relację dziennikarzy, którzy opowiedzieli, że wystąpili do sądu i (zgodę) dostali - dodał.

Pytany o zarzuty formułowane wobec dziennikarzy Onetu, że jako niemieckie medium chodzi na pasku Angeli Merkel, stwierdził, że taka strategia nie jest skuteczna. - Można było używać całego arsenału słów, jakie wypowiadali ówcześni członkowie rządu. A jak policzyć, to z pół rządu zostało nagrane - odparł.

Posłuchaj całej rozmowy - m.in. o tym, co Krzysztof Łapiński sądzi o sugestiach, że za ujawnieniem taśm stać może Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński:

DOSTĘP PREMIUM