Ekspert: Radykałowie poczuli przyzwolenie na agresję. Postawa policji w Lublinie ich zaskoczyła

16 osób zatrzymanych podczas sobotniego Marszu Równości w Lublinie usłyszało zarzuty. - Przeciwnicy wydarzenia czując, że państwo nie stoi za organizatorami Marszu Równości uznali, iż mogą sobie na więcej pozwolić - ocenił Jacek Mazurczak z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.

Zarzuty postawione przez lubelską prokuraturę 16 zatrzymanym podczas sobotnich wydarzeń, dotyczą m.in. naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza na służbie oraz pobicia z bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu. Wobec 15 zastosowano dozór policyjny.

W sumie podczas Marszu Równości zatrzymano 21 osób. Wszystkie próbowały zakłócić przebieg imprezy. Najmłodszy z zatrzymanych miał 17 lat, najstarszy 37.

Cały czas trwają poszukiwania mężczyzny, który jednego z policjantów zaatakował gazem.

Jak ocenił Jacek Mazurczak z Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego, wydarzenia z Lublina nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. Bo od dawna eksperci zajmujący się bezpieczeństwem alarmowali, że w Polsce rosną w siłę organizacje radykalne.

- Przypomnijmy, że m.in. agendy ONZ czy Rada Europy zwracały uwagę, że w Polsce rozwijają się organizacje ekstremistyczne, a członkowie tych organizacji podlegają procesowi radykalizacji - mówił w rozmowie z Agatą Kowalską.

Radykałowie poczuli przyzwolenie

Jacek Mazurczak, który  w latach 2014-2016 pracował w MSWiA, jako główny specjalista ds. monitorowania przestępstw z nienawiści, uważa, że do eskalacji agresji i nienawiści wobec uczestników Marszu Równości przyczynili się prezydent Lublina i wojewoda. Oczywiście poprzez podkreślanie, że impreza to źródło wielu zagrożeń.

Czytaj też: Prezydent Lublina zakazał Marszu Równości. Powód? Bezpieczeństwo uczestników>>>

A jak podkreślił gość TOK FM, marsze równości nigdy nie generowały zagrożenia dla mieszkańców miast, w których się odbywały. Jeśli dochodziło do sytuacji niebezpiecznych, to nie z winy uczestników tego typu imprez.

Ostatecznie marsz odbył się, przypomnijmy, dzięki decyzji sądu drugiej instancji, który uznał, że wolność zgromadzeń to jedno z podstawowych praw każdego z nas.

- Szeroko rozumiane państwo postawiło znak zapytania, co do ochrony tego marszu.  Więc przeciwnicy tej imprezy czując, że państwo nie stoi za organizatorami Marszu Równości uznali, że mogą sobie na więcej pozwolić. To moim zdaniem było kluczowe- stwierdził gość Analiz w TOK FM.

Zdaniem Jacka Mazurczaka dobrym argumentem na poparcie tej tezy jest to, że agresywni przeciwnicy Marszu Równości byli zaskoczeni sprawną i szybką reakcją policji na ich zachowanie.

- Byli kompletnie zdumieni, że policja zareagowała - podkreślił. Jak dodał, policjanci od dawna zwracali uwagę, że w wypadku zgromadzeń publicznych, które mają ochraniać, potrzebują "jasnej przesłanki, co jest legalne, a co nie". - W tym wypadku tę kwestię załatwił sąd, który pozwolił na organizację Marszu Równości w Lublinie - mówił w rozmowie z Agatą Kowalską.

Czytaj też: Wygrażał uczestnikom Marszu Równości. Zrezygnował z kandydowania po tym, jak jego zdjęcie obiegło media>>>

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

DOSTĘP PREMIUM