Czy można wygrać wybory na Twitterze? Stanisław M. Stanuch: Niektórzy politycy zachowują się jak boty

- Jest taka zasada: piłeś - nie pisz. Na Twitterze można powiedzieć: nie pomyślałeś - nie pisz. Niektóre wpisy polityków robią wrażenie nieprzemyślanych - mówi Stanisław M. Stanuch, dziennikarz i analityk Twittera.

Anna Dryjańska: Kto politycznie rządził na Twitterze przed wyborami samorządowymi? PiS czy PO? Zjednoczona Prawica czy Koalicja Obywatelska?

Stanisław M. Stanuch: Nie można wskazać zdecydowanego zwycięzcy. Siły obydwu grup są obecnie bardzo wyrównane. Lekką przewagę ma PiS. Wynika to zapewne z doświadczenia, bo członkowie tego obozu robią to dłużej, ale to nie jest taka przewaga, jak w 2014 i 2015 roku. Wtedy gołym okiem było widać, że PiS rządzi Twitterem.

Co się zmieniło?

Ewidentnie Koalicja Obywatelska zaczęła poważnie traktować Twittera. Politycy Platformy i Nowoczesnej mieli tam wcześniej konta, ale nie przykładali się do ich prowadzenia. Wydawało im się, że to nie przyniesie im korzyści. Pamiętamy te czasy: sondaże były dobre, więc po co sobie zawracać gitarę jakimś Twitterem, gdzie cały czas byli atakowani - i to nie tylko przez PiS, ale i przez środowiska wcześniej im przychylne.

Czy Twitter jest ważny dla kandydatów w wyborach samorządowych?

Zależy gdzie. W dużych miastach tak, w małych miasteczkach i na wsiach Twitter nie ma żadnego znaczenia. W kilku miastach w Polsce to, co się dzieje na Twitterze, może być języczkiem u wagi. Przykładem może być Gdańsk, gdzie o prezydenturę walczą Adamowicz, Płażyński i Wałęsa.

Mówi się, że zasięgi Twittera w porównaniu z Facebookiem są znikome, więc nie warto w niego inwestować czasu i energii.

Na takim myśleniu część polityków może się przejechać. Takie opinie są charakterystyczne dla ludzi, którzy pracują w marketingu produktów, gdzie liczba osób, do których się dociera z przekazem, jest kluczowa. Agencje, które prowadziły kampanię wyborczą Platformy i PSL nie miały doświadczenia z polityką i dokładnie przełożyły mechanizmy z Facebooka na Twittera. Chciały sprzedawać partię jak herbatę lub chipsy. Były przekonane, że to zadziała. Ale nie zadziałało.

Facebook i Twitter to bardzo różne sieci społeczne, które funkcjonują zupełnie inaczej. Facebook służy do kontaktów z ludźmi, których osobiście znamy: ze szkoły, z uczelni, z pracy. Teraz to się zmienia, ale powoli. Twitter jest natomiast siecią, która łączy ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Dlaczego to ważna różnica?

Bo w konsekwencji Twitter jest znacznie szybszy w rozprzestrzenianiu informacji. Dlatego korzystają z niego dziennikarze. Facebook jest wolniejszy, bo ma algorytmy, które same układają nam treści na stronie głównej. Na samej górze często są wiadomości sprzed kilku, a nawet kilkudziesięciu godzin.

Dodatkowo na Twitterze są licznie reprezentowane dwie kluczowe grupy społeczne: dziennikarze i politycy. To znaczy, że choć tweet polityka dociera do mniejszej liczby osób niż wpis na Facebooku, to są to osoby niezwykle dla niego ważne - zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej. Poza tym na Twitterze udzielają się także osoby aktywne w swoich społecznościach, których opinia się liczy, czyli tzw. liderzy opinii. Nie jest ich dużo, ale warto do nich dotrzeć za pośrednictwem Twittera.

O jakich liczbach mówimy?

Od maja 100 tys. osób napisało 4 mln tweetów, w których wzmiankowało posłów.

Są jeszcze jakieś powody, dla których Twitter jest ważny politycznie?

Znacznie łatwiej i szybciej można zorientować się, co się dzieje. Widać to np. na pierwszy rzut oka na liście popularnych hasztagów, a także na samej stronie głównej, która układa się w kolejności odwrotnie chronologicznej. Polityk przy porannej kawie może szybko się dowiedzieć, co się wydarzyło, o czym się mówi. Jeśli obserwuje innych polityków i dziennikarzy, wystarczy mu kilka minut, by być na bieżąco. Wie, co kto napisał, co komentują dziennikarze.

Poza tym politycy mogą używać Twittera do przekazywania ważnych komunikatów. Robi to Donald Trump, robi to również Donald Tusk. Jednak wielu polskich polityków nadal nie wykorzystuje w pełni możliwości Twittera, który pozwala im na komunikację bez udziału mediów.

Politycy omijają w ten sposób media, ale jednocześnie wystawiają się na brutalny atak. Mam na myśli nie tyle krytykę, bo ta jest normalną sprawą, ale hejt. Steki obelg, groźby, wulgarne grafiki.

Owszem, ale korzyści z umiejętnego używania Twittera nadal przeważają. Co, zresztą, można na to poradzić? Polityk, który idzie ulicą, też musi liczyć się z tym, że ktoś do niego podejdzie i powie mu coś nieprzyjemnego. To jest wpisane w funkcję polityka. Tym, co sprzyja brutalizacji języka na Twitterze, jest anonimowość. Tu, w przeciwieństwie do Facebooka, nie trzeba się rejestrować pod własnym nazwiskiem. Z drugiej strony jednak, niektórzy nawet pod nazwiskiem w ogóle się nie hamują.

Czy jakiś tweet polityka szczególnie zapadł panu w pamięć?

Kultowy już debiutancki wpis Mariusza Błaszczaka sprzed kilku lat. Napisał tylko "Witam serdecznie".

 

Pamiętam. To było niedługo po katastrofie smoleńskiej.

Warto zauważyć, że na koncie ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie pojawił się od tego czasu żaden tweet dotyczący wypadku czy ceremonii pogrzebowej. Albo nikt nie miał hasła do konta prezydenta, albo te osoby, które je miały, również zginęły w katastrofie smoleńskiej.

A może po prostu nikt o tym nie pomyślał?

Nie sądzę. Mnie to zaskoczyło. Podobnie jest zresztą z twitterowymi kontami innych polityków, którzy wtedy zginęli. To może znaczyć, że osobiście prowadzili swoje konta. A pamiętajmy, że były to osoby bardzo wpływowe.

 

Wielu polityków twierdzi, że samodzielnie tweetuje. Na przykład obecny prezydent obsługuje konto @AndrzejDuda.

To konto prywatne, bo oficjalne to @prezydentpl. Mimo to jednak niedobrze jest, gdy Andrzej Duda ze swojego osobistego konta obserwuje użytkownika Ruchadło Leśne. To pokazuje brak namysłu i procedur. Polityk raczej nie powinien obserwować kogoś, kogo nie zna, czyjej tożsamości nie jest pewien.

"Ruchadło Leśne" to numer, który można komuś wyciąć w bardzo prosty sposób. To mogło być tak, że Andrzeja Dudę obserwował użytkownik - dajmy na to - Jan Nowak. Napisał prezydentowi kilka ciepłych słów, prezydent zaczął go obserwować. I wkrótce Jan Nowak zmienił nazwę użytkownika na Ruchadło Leśne. Na Twitterze to możliwe. I potem jest pozamiatane.

To nauczka dla polityków, żeby nie obserwować wszystkich. Administracja USA ma to wszystko dokładnie uregulowane. Na przykład Departament Stanu obserwuje na Twitterze oficjalne konto prezydenta USA, czyli @POTUS (president of the United States - red.), ale już nie prywatne konto @realDonaldTrump. Nie chodzi o to, że go nienawidzą, ale o to, że mają zasady, których się trzymają. Departament Stanu nie obserwuje nieoficjalnych kont i nie robi wyjątku nawet dla Donalda Trumpa. Obserwuje tylko oficjalne konta administracji państwowej.

A jak to wygląda u nas?

W Polsce jest od Sasa do Lasa. Ministerstwa i inne urzędy państwowe obserwują bardzo różne konta, niekoniecznie związane z administracją.

Ale polityk, który obserwuje "zwykłe" konto, wydaje się być blisko ludzi.

Nie wątpię, że Andrzej Duda chciał pokazać, jaki jest równy, ale taka forma bycia blisko ludzi to błąd.

Jakie inne błędy robią politycy na Twitterze?

Jest taka zasada: piłeś - nie pisz. Na Twitterze można powiedzieć: nie myślisz - nie pisz. Niektóre wpisy robią wrażenie nieprzemyślanych, impulsywnych, niepotrzebnych. Zresztą sam mam takie na swoim koncie. Po namyśle dochodzę do wniosku, że mogłem sformułować coś w inny sposób. Teraz robię tak, że gdy piszę kontrowersyjnego tweeta, to puszczam go wtedy, gdy jestem całkowicie pewny. To samo radziłbym politykom. Jednak największym błędem polityków na Twitterze jest według mnie to, że piszą językiem, który nie jest dla ludzi.

To znaczy?

Jeżeli na przykład posłanka Małgorzata Wassermann, kandydatka PiS na prezydenta Krakowa, zwraca się do obserwujących per "Szanowni Państwo!", to używa języka oderwanego od internetowej rzeczywistości.

Może wyborcy o tradycyjnych poglądach czują się tym dowartościowani?

Może, ale na Twitterze ludzie zwracają się do siebie w sposób nieformalny, często po imieniu. Dla niektórych "tykanie" jest trudnym doświadczeniem, więc używają formy "pan/pani", ale "Szanowni Państwo!" to pójście jeszcze krok dalej. Tymczasem tweety mają być lekkie.

Kto dobrze sobie radzi na Twitterze?

Janusz Piechociński (PSL). Znalazł fajny patent na swoją obecność w serwisie. Prezentuje proste, przemawiające do wyobraźni dane gospodarcze, np. o konsumpcji podczas świąt czy sprzedaży wódki. Kolejną osobą, która nieźle sobie radzi, jest Leszek Miller. Można się z nim zgadzać albo nie, ale ciekawie pisze i potrafi posłać ciętą ripostę. Konto @nowePSL miało kilka głośnych akcji z memami. Dobrze radzi sobie Piotr Misiło - jest bardzo wyluzowany, pokazuje emocje. Na plus zaskakuje też Bogusław Sonik, który tweetuje o kulturze. Jego przeciwieństwem jest Bożena Kamińska, która bardzo aktywnie podaje czyjeś tweety, ale sama nie pisze nic od siebie. Kiedyś pozytywnie wyróżniała się Agnieszka Pomaska. Robiła relacje live z telefonu, gdy to nie było modne. Nie bała się. Rozumiała i w fajny sposób istniała w mediach społecznościowych, co było rzadkością wśród posłów.

Coś się zmieniło?

Ostatnio Agnieszka Pomaska praktycznie już nie tweetuje. Skupia się na podawaniu dalej wpisów innych użytkowników. Trochę się zamieniła w twitterowego bota. Mam nadzieję, że nie poczuje się urażona. Mówię to z przykrością, ale muszę być szczery. Podsumowując: najważniejszy jest pomysł i to, by nie skupiać się na powielaniu partyjnej sieczki.

Czym są trolle, a czym boty? Czy rzeczywiście są tak powszechne, jak twierdzą politycy?

Bot to program komputerowy, który wykonuje coś w sposób automatyczny, np. lakuje dane wpisy. Natomiast trolling polega na wzniecaniu konfliktów w jakiejś społeczności.

Czy któreś z plemion politycznych, które pan bada, ma szczególne osiągnięcia w dziedzinie trollingu?

Obydwa główne obozy tak jadą po bandzie, że trudno powiedzieć, kto trolluje bardziej. Hamulce puściły. Inwektywami obrzucają się nie tylko "zwykli" ludzie, ale i dziennikarze oraz politycy. Trudno powiedzieć, co jest trollingiem, a co przekazem partyjnym. Sprawy zaszły już za daleko.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy! Sprawdź szczegóły >>>

Czy masz konto na Twitterze?

DOSTĘP PREMIUM