"O 3 w nocy dzwonili z komisji na Żoliborzu, że dopiero skończyli oddzielać głosy ważne od nieważnych"

Kolejki, problemy z tajnością, brak urzędników gminnych w komisjach wyborczych, a także kłopoty z dopisaniem się do listy wyborców przez platformę ePUAP - takie niedostatki proceduralne wyliczali w TOK FM eksperci obserwujący przebieg wyborów.

Teraz cyfrową prenumeratę Radia TOK FM możesz wykupić we wspólnym pakiecie z Wyborcza.pl. Wszystko na jednym loginie i aż o 50% taniej! Sprawdź szczegóły >>>

Dr Marcin Skubiszewski, przewodniczący zarządu Obserwatorium Wyborczego, relacjonował rozmowę telefoniczną, jaką odbył w nocy z jedną z warszawskich komisji wyborczych.

- Dostałem o 3 rano telefon z jednej z komisji na Żoliborzu. Powiedzieli mi, że oni właśnie skończyli rozdzielanie kart ważnych od nieważnych. To jest czynność, która poprzedza liczenie głosów. To liczenie powinno zaczynać się o godzinie 21, oni byli gotowi o 3 rano. Sześć godzin zajęły czynności wstępne. Dostałem też informację, że oni nie policzyli podpisów w spisach wyborców - a to jest nowa rzecz. Nie zorientowali się, że trzeba. Byli zagubieni - opowiadał gość Pierwszego Śniadania w TOK-u. 

Zdaniem dr. Skubiszewskiego, właśnie zagubienie było problemem wielu komisji wyborczych. - Takie zagubienie mamy wszędzie, to nie są próby oszustw. Mamy urny nieplombowane, karty wyborcze przechowywane poza lokalem - w lokalu nie ma miejsca, więc kładzie się je gdzie indziej. Oczywiście można tego używać, żeby oszukiwać, ale zwykle to nie jest oszustwo - przekonywał. 

Kolejki, procedury, tajność 

Dr Skubiszewski zwrócił uwagę, że wiele problemów wynika ze zmian wprowadzonych nowelizacją kodeksu wyborczego ze stycznia 2018 roku. Jedna z nich kasowała obowiązek, by w obwodowej komisji wyborczej - czyli tej, która liczy głosy - zasiadał przedstawiciel urzędu gminy. - Urzędnik, czyli ktoś, kto rozumie procedury, jest w stanie je wykonać. To zlikwidowano. W komisjach mogą być ludzie kompetentni, ale nie muszą - podkreślał.

CZYTAJ TAKŻE: Kłopoty w szczecińskiej Miejskiej Komisji Wyborczej. W kolejce przedstawiciele ponad stu komisji [WIDEO]

A tymczasem członkowie komisji wyborczej muszą zmagać się z wieloma problemami, m.in. oceną, czy dany głos jest ważny, czy nie.

Ale badacz wskazał również inną kwestię, a mianowicie dotrzymanie tajności głosowania. - Wiele osób w Polsce - i wyborcy, i ludzie pracujący w komisjach - uważają, że tajność to jest tylko prawo. Tymczasem tajność głosowania to jest prawo i obowiązek, gdyż jest to podstawowa ochrona demokracji - przekonywał.

Odnosząc się do tego, co dzieje się w komisjach wyborczych w dniu głosowania, wskazał, że tajność się naruszana na dwa sposoby. W łagodniejszej wersji wyborcy głosują, wypełniając karty wyborcze nie w kabinach, a na stołach - a komisja wyborcza nawet nie próbuje im zwrócić uwagi. W wersji ostrzejszej wyborcy niejako muszą głosować poza kabinkami - ponieważ jest ich za mało. Tak było wczoraj w wielu lokalach wyborczych, przed którymi ustawiały się długie kolejki chcących oddać głos. 

O kolejkach mówił również Karol Bijoś z Fundacji Odpowiedzialna Polityka. - W Warszawie rozdano wyborcom stojącym w kolejkach karteczki zaświadczające, że będą mogli wejść do lokalu wyborczego, żeby zagłosować, jeśli stawili się do godziny 21 - to tylko jedna z naszych obserwacji - przyznał.

On również potwierdził problemy z jawnością, które dało się zaobserwować we wszystkich powiatach na Mazowszu. 

ePUAP - czyja to wina?

Poza tym niektórzy spośród wyborców, którzy postanowili dopisać się do listy w danej gminie za pośrednictwem platformy ePUAP, dopiero próbując odebrać karty wyborcze, dowiedzieli się, że na owej liście się nie znaleźli. Zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji winę ponoszą gminy, które wydają decyzje o dopisaniu do listy wyborców.

Ale Państwowa Komisja Wyborcza zwraca uwagę, że ustawa daje samorządom zbyt mało czasu na rozpatrzenie tych wniosków. Jak przypomina Krzysztof Strzelczyk z PKW, są to zaledwie 3 dni.

Minister cyfryzacji Marek Zagórski podkreślał, że z powodu takich terminów, wnioski złożone po 16 października mogły nie zostać rozpatrzone. Takich wniosków
było w całej Polsce dokładnie 3157.

"Nagle się może okazać, że PiS ugrał bardzo niewiele"

DOSTĘP PREMIUM