"Okazało się, że przepisy są martwe". Ekspertka ds. prawa wyborczego komentuje chaos podczas wyborów samorządowych

- Kolejki i tłok do głosowania wzięły się z nowego prawa - mówi Anna Godzwon, ekspertka ds. prawa wyborczego, w rozmowie z tokfm.pl.

Anna Dryjańska: Skąd te kolejki do głosowania w lokalach wyborczych?

Anna Godzwon: Z powodu nowego prawa wyborczego, które podzieliło komisję wyborczą na dwie części - jedną do obsługi głosujących, drugą do liczenia głosów. Ludzie nigdy nie garnęli się do pracy w komisjach wyborczych. Sprawa rozbija się o finanse - przewodniczący komisji dostaje tylko 380 zł, jego zastępca 330 zł, a zwykły członek 300 zł. Te kwoty od lat nie były waloryzowane.

O ile w mniejszych miejscowościach zasiadanie w komisji może być sposobem na to, by dorobić, o tyle w dużych już nie bardzo. A ustawodawca wymyślił, że członków komisji powinno być więcej niż dotychczas. W mniejszych miejscowościach nie było problemu z obsadzeniem komisji, jednak w dużych miastach było po prostu za mało ludzi do wydawania kart do głosowania. Stąd wzięły się kolejki i tłok w lokalach wyborczych.

Czyli ci, którzy cieszą się z pospolitego ruszenia na głosowanie, są nadmiernymi optymistami?

Frekwencja wyniosła 51,3 proc. To najwięcej w historii wyborów samorządowych, ale to jednak oznacza, że niemal połowa osób nie pofatygowała się do urn, bo nie jest dla niej istotne, kto będzie rządził. Więc jest lepiej, ale to nie znaczy, że jest dobrze. Nadal jest nad czym pracować.

Wróćmy do liczebności komisji wyborczych. Ile osób powinno w nich zasiadać?

Nowe przepisy wyborcze określają, że powinno być to 9 osób. W wyjątkowych sytuacjach, gdy nie ma chętnych, w komisji powinno zasiadać przynajmniej 5 osób. Tymczasem w mojej komisji były 4 osoby.

I co teraz? Czy będą jakieś konsekwencje tych braków kadrowych?

Konsekwencją był bałagan i kolejki do głosowania. Ustawodawca nie przewidział żadnych sankcji prawnych za niedopełnienie tego obowiązku.

Nie wiem jak u pani, ale w mojej komisji tajność głosowania była fikcją. Ludzie głosowali na ścianach i parapetach. To, gdzie stawiali krzyżyk, było równie przezroczyste jak urna.

W mojej komisji ludzie oddawali głosy również na podłodze. Powinno być zdecydowanie więcej miejsc do tajnego oddania głosu. Niepokoją mnie liczne doniesienia o tym, że z powodu braku miejsca do głosowania ludzie wynosili karty poza lokal wyborczy. Nie wiemy, czy i ile czystych kart do głosowania mogło zostać kupionych przez sztaby polityków.

Tymczasem zgodnie z Kodeksem wyborczym członkowie komisji wyborczej mają obowiązek pilnować, by nikt nie wynosił kart. Jeden z członków komisji powinien cały czas pilnować urny wyborczej. Okazało się, że te przepisy są martwe, bo w dużych miastach członkowie komisji nie nadążali z wydawaniem kart wyborczych.

Było też dużo sygnałów od wyborców, którzy dopisali się do rejestru wyborców przez ePUAP, a potem zostali odprawieni z kwitkiem, bo okazało się, że nie ma ich na liście.

Nawet wiceminister cyfryzacji Wanda Buk niemal pocałowała klamkę. Ministerstwo zrzuca winę na samorządy, samorządy obwiniają ministerstwo. Mamy słowo przeciwko słowu. Coś tu bardzo nie zadziałało.

Ale efekt jest taki, że grupa wyborców została pozbawiona prawa głosu. Co teraz mogą zrobić?

Ludzi, którzy nie mogli zagłosować w związku z ePUAP, podzieliłabym na dwie grupy: tych, którzy wypełnili wniosek do 16 października i tych, którzy zrobili to po tym terminie. Ta druga grupa nie mogła już mieć pewności, że urząd rozważy dopisanie ich do rejestru wyborców. Ci, którzy zgłosili się przed 16 i nie dostali odpowiedzi, czy zostali dopisani do rejestru wyborców, mogą się zgłosić do urzędu gminy. Sprawy powinny być wyjaśniane jednostkowo. Chodzi o to, by mogli wziąć udział drugiej turze wyborów, jeśli taka się odbędzie w ich okręgu.

A co z głosami, które chcieli oddać w pierwszej turze, a nie mogli?

Nie ma ich. Przepadły.

Mówi pani, że nowe przepisy spowodowały chaos w dniu głosowania. To może chociaż ułatwią liczenie głosów?

Nie wiemy tego. Obawiam się, że nowa definicja x w kratce wyborczej, czyli podstawa do uznania głosu za ważny, może nastręczyć poważnych trudności przy zliczaniu głosów. Niektórzy wyborcy mogli sobie pozwolić na kreatywność, która potem przedłuży prace komisji, bo jej członkowie będą debatować, czy dany bazgroł czyni głos ważnym, czy nie.

Co jeszcze nie zadziałało w wyborach samorządowych?

Pożyteczna skądinąd instytucja mężów zaufania i obserwatorów społecznych przy komisjach. Wbrew temu, co mówi nowa szefowa KBW, komitety wykazały się tu aktywnością i chciały ich wystawić, okazało się jednak, że braki kadrowe w komisjach są tak ogromne, że chętni zostali "zassani" do komisji wyborczych. To był efekt domina.

Które następne wybory będą wyzwaniem organizacyjnym dla komisji?

Parlamentarne. Europejskie są proste, jest jedna lista, czyli - mówiąc wprost - jedna kartka. To ułatwia i wydawanie kart, i zliczanie. Zobaczymy więc, jak będzie przebiegało głosowanie za rok, przede wszystkim: czy nauczymy się na błędach.

Czy zagłosujesz w wyborach do Parlemantu Europejskiego?

DOSTĘP PREMIUM