"Polityka cyfrowa państwa jest katastrofalna", czyli nie powinniśmy mieć zaufania do sytemu ePUAP

- Każdy z nas powinien mieć element nieufności do państwa. Nie twierdzę, że z natury mamy nie ufać państwu polskiemu, ale pamiętajmy, że w jego imieniu działają ludzie, którzy też popełniają błędy - o ePUAP w TOK FM wypowiedział się analityk prawny FOR.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło elektroniczny formularz pozwalający na dopisanie się do listy wyborców. Chodziło o to, by dopisać się przez internet, nie idąc do urzędu. W zamierzeniu miało to uprościć procedury. Tymczasem mnóstwo osób, którym wydawało się, że w ten sposób właśnie się do listy wyborców dopisały, z komisji wyborczych zostało odprawionych z kwitkiem. 

Instrukcja nie odnosi się do rzeczywistości

Patryk Wachowiec z Centrum Analiz dla Rozwoju, analityk prawny FOR, że nieporozumienie wynikało z niezrozumienia tego, jak działa system. W instrukcji jest bowiem napisane, że wystarczy czekać na odpowiedź z urzędu. 

- Odpowiedź z urzędu nie oznacza, że wydano jakąkolwiek decyzję o wpisaniu nas do rejestru czy nie wpisaniu. Chodzi o to, żeby urząd w jakiś sposób zareagował na nasz wniosek złożony elektronicznie - podkreślił w rozmowie z Agatą Kowalską. 

Urząd ma trzy dni, żeby wniosek rozpatrzeć i może odmówić wpisu do rejestru, jeśli stwierdzi, że ktoś nie mieszka, tam gdzie deklaruje, wtedy taka osoba powinna dostać pisemną odmowę. - Nie ma ani słowa o tym, że trzeba złożyć dodatkowe dokumenty. - Cała ta instrukcja nie odnosi się do rzeczywistości - Agata Kowalska udowadniała, że system wprowadzał obywateli w błąd. 

Urzędnik powinien sprawdzić, gdzie mieszka wyborca

- Nie chcę bronić Ministerstwa Cyfryzacji ani broszury informacyjnej, bo być może ona wprowadzała obywateli w błąd. Procedura wpisania do rejestru wyborców przez ePuap niekoniecznie znaczy konieczność wizyty w urzędzie. Mogę wyobrazić sobie, kiedy to składam taki wniosek i urząd doskonale wie, że mieszkam w miejscu, gdzie chcę wziąć udział w wyborach i nie wymaga żadnych dodatkowych dokumentów na potwierdzenie mojego miejsca zamieszkania - stwierdził Patryk Wachowiec.

Ta najprostsza opcja jednak nie dotyczyła wszystkich. Wójt czy burmistrz przed wydaniem decyzji o dopisaniu do listy wyborców jest zobowiązany sprawdzić, czy osoba spełnia warunki stałego zamieszkania na obszarze danej gminy. A sposób sprawdzenia może być dowolny, to urzędnik decyduje, jaki będzie. 

- Wśród tych sposobów może być wezwanie sąsiada na świadka, w związku z tym ta droga elektroniczna nie wyczerpuje wszystkich sposobów sprawdzenia naszego miejsca zamieszkania - podał przykład analityk prawny FOR.

- Oczywiście, że tak, ale ona też nie informuje o tym, że to wszystko nie jest takie proste - stwierdziła Agata Kowalska. Argumentowała, że ePUAP wprowadził ludzi w błąd, bo jakby wiedzieli, że muszą stać w kolejce do urzędu, to nie mieliby fałszywego poczucia komfortu, że wszystko jest załatwione.

Kampania informacyjna myląca

- Automatu nie ma. Wielu potencjalnych wyborców chyba myślało, że z chwilą złożenia wniosku przez ePUAP są wpisani na listy. I jeśli nie było żadnej reakcji, to myśleli, że są już wpisani. A zgodnie z prawem tak nie jest - wyjaśnił urzędnicze zasady jej gość. Zaznaczył jednak, że kampania informacyjna nie była wystarczająca w tym zakresie. 

Prowadząca audycję ironicznie stwierdziła, że procedury przygotowane są na sytuację, w której ludzie nie chcą z nich korzystać. 

- To założenie jest jak najbardziej prawdziwe. Mi się tak zdarzyło, że zostaliśmy wywłaszczeni, a nie dowiedzieliśmy się o tym, bo ePUAP nie przesłał nam decyzji administracyjnej. Polityka cyfrowa państwa jest katastrofalna - potwierdził Patryk Wachowiec. I dodał: - Każdy z nas powinien mieć taki element nieufności do państwa. Nie twierdzę, że z natury mamy nie ufać państwu Polskiemu ale pamiętajmy, że w jego imieniu działają ludzie, którzy też popełniają błędy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM