Młodzi z lubelskiego Marszu Równości: Nie należymy do żadnej partii. Jesteśmy za równością. I tyle

Ci, którzy zaangażowali się w organizację pierwszego w Lublinie Marszu Równości i którzy bardzo mocno trzymali kciuki, by wszystko się udało, to ludzie bardzo młodzi.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy!  Sprawdź szczegóły >>>

Głównym organizatorem, "twarzą" Marszu Równości był Bartosz Staszewski. 28-letni reżyser, który w Lublinie spędził dzieciństwo, a dziś mieszka w Warszawie. Z internetu dowiedział się o pomyśle organizacji marszu i postanowił się włączyć. To on zgłaszał zgromadzenie, on pozwał wojewodę i jednego z radnych za skandaliczne słowa odnoszące się do homoseksualizmu, on nadzorował całą stronę formalną związaną z organizacją marszu,

Zachęcamy do posłuchania rozmów z nimi w reportażu "Młodzież i tęczowe emocje" autorstwa Anny Gmiterek-Zabłockiej:

Bart, bo tak go nazywają, nie działał jednak w próżni. Razem z nim, w organizację pierwszego w Lublinie Marszu Równości, zaangażowała się rzesza bardzo młodych ludzi, uczniów. Nie dlatego, że mają inną orientację, ale dlatego, że liczy się dla nich Polska tolerancyjna, otwarta, kolorowa. Polska bez mowy nienawiści i bez upokarzania grup, które stanowią mniejszości - seksualne, ale też religijne, narodowościowe, etniczne.

- Jestem z Lublina i chciałabym się tu czuć bezpiecznie i nie bać się o to, czy na rogu ulicy ktoś mnie nie pobije za to, że niosę tęczową flagę - mówi Wiktoria, 16-latka z III LO im. Unii Lubelskiej. Marsz pokazał, że wśród organizatorów i wolontariuszy, to właśnie uczniowie tej szkoły stanowili największą grupę. - Gdy poszłam do dyrektora poprosić o zgodę na powieszenie w szkole jednego plakatu z informacją o imprezie, nie było z tym problemu - opowiada jedna z uczennic.

Marsz to także 16-letni Jakub Karpiński, też uczeń LO im. Unii Lubelskiej. Zaangażowany, kreatywny, niezwykle elokwentny, w przyszłości chce być prawnikiem. Ma ogromną charyzmę. To on w trakcie marszu wykrzykiwał hasła "Chodźcie z nami" czy "Homofobia - to się leczy", które powtarzał za nim kilkutysięczny tłum.

Kuba - podobnie, jak kilka innych osób - był w stałym kontakcie z policją, miał w uchu słuchawkę, a w ręku krótkofalówkę. Na bieżąco wiedział o wszystkim, co się działo.

W szkole też, w jakimś sensie, grał pierwsze skrzypce.  - Jestem w trzeciej klasie, Kuba w pierwszej. Wcześniej się nie znaliśmy. A gdy już powstała nasza grupa wolontariuszy, przychodził do mnie na przerwach, przypominał, że mamy spotkanie, że muszę być - opowiada Paulina.

"Jesteśmy za równością. I tyle"

Wszyscy młodzi ludzie, z którymi rozmawialiśmy, a była to grupa kilkunastu osób z różnych lubelskich szkół, to wesołe, aktywne osoby. Część z nich spotyka się w szkole z homofobią, inne - wprost przeciwnie.

Adam z I LO, jeden z wolontariuszy, opowiada, że gdy przyszedł do szkoły w poniedziałek, koledzy dyskutowali o marszu. Jeden z uczniów zapytał Adama, co o tym myśli, czy poszedłby na taką imprezę. - Powiedziałem, że nie tylko bym poszedł, ale byłem - mówi z dumą nasz rozmówca.

Wszyscy przyznają, że przed pierwszym lubelskim Marszem Równości mieli momenty zwątpienia, zwłaszcza wtedy, gdy prezydent wydał zakaz organizacji marszu. Sprawa  znalazła się w sądzie i ostatecznie Sąd Apelacyjny decyzję prezydenta uchylił. - Zostałam wtedy w domu, źle się czułam i spałam. Obudziłam się jakoś po południu i zobaczyłam na Facebooku tysiące wiadomości: Marsz będzie! Wygraliśmy! Udało się! Nie mogłam uwierzyć, strasznie się ucieszyłam - wspomina Paulina.

Niektórzy z naszych rozmówców przyznają, że w imprezie brali też udział ich rodzice. Jedna z dziewczyn była z mamą w kontakcie telefonicznym. Ale są i tacy, jak Wiktoria, którzy w ogóle rodzicom nie powiedzieli. - Pewnie by mnie nie puścili. Poza tym, nie miałabym w domu łatwo, gdyby się dowiedzieli, że wspieram środowisko LGBT - mówi nasza rozmówczyni.

Wszyscy podkreślają, że choć były momenty trudne - gdy narodowcy rzucali w nich petardami, pomidorami - to czują się szczęśliwi i absolutnie nie żałują udziału w Marszu Równości.

- Będziemy go organizować także za rok. Bez dwóch zdań - zapowiadają bez cienia wątpliwości. A na zarzuty, że marsz był polityczny, wymierzony pośrednio w kandydującego na kolejną kadencję prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka, odpowiadają, że to bzdura.

- My nie należymy do żadnej partii; niektórzy w ogóle nie interesują się polityką. Jesteśmy za równością. I tyle - mówią. A że na marszu pojawiły się flagi partii Razem? - Co z tego? Pomagali nam w organizacji, Razem pożyczyło nam samochód. Co w tym złego? Każdy mógł przyjść ze swoją flagą - dodają nasi rozmówcy.

Czyta też: "Ratujmy Madinę". Uczniowie w obronie koleżanki, której grozi deportacja z Polski>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM