Strajk w LOT. Ekspert: Kilkanaście milionów złotych mogą wynieść straty w związku z trwającym protestem

Maciej Samcik nie ma wątpliwości, że konflikt w PLL LOT to nie tylko wymierne straty finansowe. Jak mówił w TOK FM, gra toczy się także o wizerunek firmy. Protest części pracowników trwa od dziewięciu dni.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy! Sprawdź szczegóły >>>

- Pieniądze, które traci LOT, są gigantyczne. Kilkanaście milionów złotych, tyle mogą wynieść straty LOT-u w związku z trwającym protestem - mówił w TOK FM Maciej Samcik z Subiektywnie o finansach.pl. Ale pieniądze to nie wszystko. - Straty wizerunkowe, jeśli protest nie zostanie bardzo szybko zakończony, będą jeszcze większe - ocenił.

Jak dodał, sam dostaje "mnóstwo sygnałów od czytelników, że nie chcą latać LOT-em". - Wczoraj pisał do mnie człowiek, który wybrał drogę z dwoma przesiadkami. Będzie to trwało o cztery godziny dłużej, ale stwierdził, że nie może sobie pozwolić na to, żeby nie dolecieć - relacjonował w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Czytaj też: Strajk w LOT. "Prezes zaprasza nas do środka tylko wtedy, kiedy są kamery">>>

To nie jest dobry przykład

Samcik wziął w obronę prezesa firmy Rafała Milczarskiego.

- Znam kilka firm, w których rządzą związki zawodowe. I nie dzieje się w nich najlepiej. Rzadko jest tak, że racja jest tylko po jednej stronie. Natomiast dzisiaj nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli zarząd nie jest w stanie strukturalnie porozumieć się ze sporą częścią pracowników, to nie ma wyjścia, jak zmienić sposób mówienia. Żeby zmienić sposób komunikacji, trzeba zmienić ludzi - stwierdził.

Zobacz także: Strajk LOT. Monika Żelazik: Prezesa bardzo łatwo można zastąpić, kapitana samolotu trudniej

Pracownicy LOT-u, w tym piloci, stewardessy i stewardzi domagają się podwyżek i powrotu do zasad wynagradzania z 2010 roku. Ich postulaty dotyczą także zmiany formy zatrudnienia. Obecnie ponad połowa personelu nie jest zatrudniona na umowach o pracę, tylko prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą.

Maciej Samcik przyznał, że zatrudnianie ludzi nie na umowie o pracę, w spółce należącej do państwa, nie jest dobrym rozwiązaniem.

- Spółki skarbu państwa powinny wyznaczać standardy, a w PLL LOT to się nie dzieje. Część osób, które ze mną rozmawiają, nawet i pilotów mówi, że ta sytuacja im się podoba, bo dzięki temu więcej zarabiają. Ale po pierwsze: to niedozwolony sposób zatrudniania pracowników w linii lotniczej, po drugie: nie każdemu to się musi podobać, a oni nie mają wyboru. Po trzecie dużo trudniej jest w tym biznesie kontrolować jakość pracy pracowników, którzy działają na zasadzie wolnych elektronów - podkreślił ekspert.

Wiec poparcia 

Strajk w liniach lotniczych LOT trwa od ponad tygodnia. Po tym jak prezes Rafał Milczarski zwolnił dyscyplinarnie 67 osób, protestujący żądają jego dymisji. Domagają się także przywrócenia zwolnionej działaczki związkowej Moniki Żelazik.

Dzisiaj związkowcy mają się spotkać z zarządem spółki. 

W obronie zwolnionych pracowników LOT pikietowali, przed wejściem na poznańskie lotnisko Ławica, związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej. W wiecu poparcia uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą transparenty z hasłami: "Prawo do strajku, Poznań trzyma za was kciuki, przywrócić wszystkich zwolnionych oraz odwołać prezesa." 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Posłuchaj podcastu!

Fundamentalny błąd kierowany chciwością? Prezes LOT-u o żądaniach pracowników

Czy popierasz strajk LOT w obronie praw pracowniczych?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM