Prawie niewidomy ośmiolatek z Czeczenii - czy będzie musiał razem z mamą opuścić Polskę?

Mama z synem uciekła z Czeczenii ze względu na panującą tam sytuację i zagrożenie życia. - W Polsce żyje nam się bardzo dobrze. Pozwólcie nam zostać - mówi pani Marina (imię zmienione). W obronie chłopca jest petycja, bo rodzinie grozi deportacja.

Czaborz prawie nie widzi, ale jak sam mówi, w niczym mu to nie przeszkadza. Jest w Polsce od siedmiu lat. 

8-letni Czaborz to wesoły, otwarty, a do tego niezwykle komunikatywny chłopiec. Coraz lepiej mówi po polsku, praktycznie wszystko rozumie. Jest uczniem szkoły dla dzieci niewidomych i słabowidzących. Chodzi do trzeciej klasy. Od nauczycielki słyszymy, że to bardzo pogodne dziecko, które uwielbia robić żarty i rozśmieszać kolegów i koleżanki z klasy.

Chłopcu grozi śmierć z zemsty


Gdy Czaborz trafił do Polski, był jeszcze malutki. Lekarze w Czeczenii nie dawali nadziei, że będzie chodził, mówił, czy cokolwiek widział. Chłopiec zaczął poważnie chorować wkrótce po porodzie - jak wynika z relacji mamy, lekarze nie potrafili zidentyfikować przyczyny. Mama była załamana, bo to jej jedyne dziecko. 

Marina musiała uciekać z Czeczenii, bo tam jej synowi groziła śmierć. Wszystko przez rodzinne powiązania. Ich krewny podwiózł swoim samochodem dwie przypadkowe osoby, które niedługo potem w tajemniczych okolicznościach zginęły (prawdopodobnie zostały przez kogoś zamordowane). Mężczyznę oskarżono, że to on przyczynił się do ich śmierci. Na nic zdały się tłumaczenia, że nie miał z tym nic wspólnego - musiał uciekać i się ukrywać. Jako, że w Czeczenii obowiązuje tzw. prawo krwawej zemsty - bliscy zamordowanych postanowili zemścić się właśnie na rodzinie Czaborza. Chłopczyk miał być ich ofiarą, ale również Marina była nachodzona przez rodzinę rzekomych ofiar krewnego. Bili ją i poniżali. Stąd decyzja matki o ucieczce z kraju.

Przyjechała do Polski z dzieckiem, które nie siadało, nie mówiło, nie reagowało na świat zewnętrzny. To polscy lekarze polecili specjalistów w Niemczech, którzy w ciągu 10-miesięcznego pobytu zrobili maluchowi trzy operacje. Dzięki nim chłopiec zaczął mówić, chodzić i częściowo odzyskał wzrok.

Chłopiec chce zostać w Polsce


Dziś Czaborz chodzi do szkoły w Warszawie, ma kolegów, lubi czytać i bawić się na szkolnych korytarzach. Przekonuje, że to, że bardzo słabo widzi, w niczym mu nie przeszkadza. Na przykład do czytania używa powiększalnika, składa litery w słowa i wychodzi mu to coraz lepiej. - Jest dzieckiem bardzo ciekawym świata, zadaje dużo pytań, wiele rzeczy go interesuje - mówi wolontariuszka Marysia, która współpracuje z Czaborzem, pomaga mu m.in. w nauce.
- Trudno mi sobie wyobrazić, by chłopiec miał wrócić do Czeczenii. Tak naprawdę, całe swoje dzieciństwo spędził w Polsce. Bardzo dobrze się tutaj rozwija, ma możliwość wykorzystywania swojego potencjału. Wiem, że w jego ojczyźnie nie ma takich możliwości opieki czy edukacji - mówi Joanna Gołębiowska, wychowawczyni Czaborza. Sam chłopiec też tego nie chce. - Mam kolegów, lekarzy tutaj w Polsce. Nie chcę wyjeżdżać. Chcę tutaj zostać - mówi.

Deportacja możliwa w każdej chwili


Sytuacja jest jednak skomplikowana, bo mimo, że rodzina jest w Polsce od 7 lat, procedura uchodźcza zakończyła się negatywnie, a to oznacza, że rodzinie w każdej chwili grozi deportacja. Nie dostali żadnej formy ochrony międzynarodowej. Dziś pozostała tylko jedna możliwość - wystąpienie o tzw. pobyt ze względów humanitarnych. Inicjatywa "Chlebem i Solą", wspólnie ze Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej przygotowały PETYCJĘ w tej sprawie - może się pod nią podpisać każdy.

Czytaj też: "Ratujmy Madinę". Uczniowie w obronie koleżanki, której grozi deportacja z Polski

"Mimo realnego zagrożenia dla życia dziecka w przypadku powrotu do Rosji, rodzinie nie udzielono ochrony międzynarodowej. Niedawno Straż Graniczna wydała decyzję o zobowiązaniu Mariny i Czaborza do powrotu do Rosji, choć spełniają oni wszelkie przesłanki, by uzyskać pobyt ze względów humanitarnych w związku z narażeniem na nieludzkie traktowanie w kraju pochodzenia, a także ze względu na stan zdrowia, wysoki poziom zintegrowania i możliwość uzyskania dostępu do właściwej edukacji Czaborza wyłącznie w Polsce. Bardzo prosimy o rozważenie wszystkich powyższych okoliczności i pozwolenie pani Marinie i Czaborzowi na dalsze życie w Polsce" " - czytamy na stronie petycji. Apel z podpisami ma trafić do szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy! Sprawdź szczegóły >>>

DOSTĘP PREMIUM