Gdzie kupić używany samochód? "Czasami lepiej jest przepłacić, niż polować na okazję w niskiej cenie"

Gdzie kupić używany samochód? Na co zwrócić uwagę? Komu można zaufać, a co powinno nas zaniepokoić? Oto wskazówki Michała "Michu" Jesionowskiego, popularnego YouTubera samochodowego, który właśnie wydał książkę "Miłośnicy czterech kółek". Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Teraz cyfrową prenumeratę Radia TOK FM możesz wykupić we wspólnym pakiecie z Wyborcza.pl. Wszystko na jednym loginie i aż o 50% taniej! Sprawdź szczegóły >>>

Autohandel, ogłoszenie prywatne, a może używany z salonu?

Gdzie najlepiej kupić używany samochód? Ja osobiście póki co unikam autohandli, chyba że wchodzą one w skład europejskiej sieci, bo takie placówki na terenie Polski się zdarzają. Sprzedawane przez nie samochody są nieco droższe, ale otrzymuje się na nie gwarancję. Polityka takich komisów opiera się na tym, że w danym kraju oferują one auta pochodzące tylko z krajowych salonów sprzedaży i maksymalnie od drugiego właściciela, aby wszystko dało się sprawdzić.

Jeżeli szukacie samochodu, często słyszycie radę, aby skupić się na „krajówkach”. Ja też się pod tym podpisuję, ponieważ łatwiej jest wtedy zweryfikować historię auta. Są jednak osoby twierdzące, że takie pojazdy są bardziej „wytłuczone” ze względu na marną jakość polskich dróg. Nie zawsze jest to prawda, bo nasze drogi są coraz lepsze.

Ktoś mi niedawno wytknął, że polecam komisy przy salonach ASO oferujące samochody odkupione od klientów. Argument był taki, że oni przecież odkupują też auta flotowe. To prawda, ale to i tak dużo mniejsze zło, ponieważ ASO daje na to jakiś papier i się na nim podpisuje.

Wady ukryte

Natomiast autohandel czy prywatny sprzedawca pod niczym nie złoży podpisu. Jeżeli samochód będzie miał wady ukryte, to będziecie się ciągać po sądach, o ile będzie wam się chciało. Z reguły kończy się to tak, że wydajecie masę pieniędzy na naprawy i jeździcie dalej, o ile nie okaże się, że auto było złożone z trzech innych. W przypadku rzetelnych i profesjonalnych komisów czy też ASO, które udzielają gwarancji, macie problem z głowy, ponieważ jeżeli okaże się, że auto jest wadliwe, to możecie je oddać, a pieniądze zostaną wam zwrócone.

Czasami lepiej jest przepłacić za dany model, niż polować na okazję w niskiej cenie, jednak polską mentalność trudno jest zmienić. Dowód? Od miesiąca na sprzedaż jest wystawiony mój firmowy peugeot 807 z 2005 roku. Auto odkupione od mojego mechanika, służyło nam bardzo dobrze do jeżdżenia po całej Polsce. Później przejęła je moja żona, aby po zdaniu prawa jazdy mieć czym jeździć.

Samochód przebył mechanicznie długą drogę, aby być w takim stanie, w jakim jest teraz. Ma nowy silnik, nową skrzynię biegów, nową turbinę, nowy rozrząd, nowe koło dwumasowe, nowe tarcze i klocki hamulcowe oraz opony z najwyższej półki. Zderzaki zostały odmalowane ze względu na ryski. Nic nie stuka, nie puka i nie wymaga żadnego wkładu finansowego. Kiedyś było to auto budowlańców, którzy zajeździli silnik. W międzyczasie ktoś wymienił wnętrze i jest fajnie.

Samochód wystawiłem na Allegro za 15 tysięcy złotych, czyli o tysiąc złotych drożej niż wszystkie inne tego typu modele. Ogłoszenie pojawiło się również w social mediach i zostało rozpropagowane wśród moich widzów. I co? Przez miesiąc dostałem jeden (!) telefon. Gdybym sprzedawał skodę albo jeszcze lepiej bmw, to ustawiałyby się kolejki. Ale peugeot? No cóż, ciągle więc u mnie jeździ. Wczoraj został nawet odebrany z chiptuningu. Teraz ma 160 KM i 400 Nm, co w siedmioosobowym „tatowozie” naprawdę robi robotę. Zamykasz licznik przy 210 km/h, a obroty nadal idą w górę.

Jakieś 10–12 lat temu handlowałem samochodami, a konkretnie mercedesami 190. Skupowałem w okolicach Trójmiasta egzemplarze w fajnym stanie wizualnym, bez korozji itd. Naprawiałem w nich rzetelnie wszystkie usterki mechaniczne i sprzedawałem, na każdym aucie mając przebitkę do półtora tysiąca złotych. Klienci znajdowali się niemal natychmiast.

Pewnego razu przyszedł do mnie pan i mówi: "Wezmę ten samochód, ale mam pewien problem. Na liczniku jest 410 tysięcy kilometrów. Jak żona to zobaczy, to się bardzo zdenerwuje. Możemy zrobić z tego 180 tysięcy?". Odpowiedziałem, że obniżę mu cenę o 100 złotych i niech jedzie gdzie indziej "skręcić" sobie licznik, bo ja tego nie zrobię. Inny przykład: każdy z widzów mnie zrugał: "jak ja śmiem zostawić na zegarach oryginalny przebieg w moim 25-?letnim bmw E34 tds, które zostało odbudowane od zera za około 80 tysięcy złotych". Wszyscy twierdzili, że powinienem wyzerować licznik, jednak ja sądzę inaczej, dlatego zostawiłem przebieg taki, jaki był.

Stan techniczny

Jeżeli kupujcie używany samochód mający powyżej dwóch lat, to zawsze zwracajcie baczną uwagę na jego stan techniczny. Dwuletnia dacia logan użytkowana przez handlowca może być w znacznie gorszej kondycji niż 20-?letnie bmw od prawdziwego konesera marki, który o nie dbał i chuchał na nie. W efekcie bmw będzie w naprawdę fajnym stanie, a pół dacii trzeba wymienić. Inna sprawa to to, że współczesne samochody nie mają już takiej jakości, jak te sprzed lat. Ostatnio walczę z dwuletnim citroënem c-?elysée, a konkretnie muszę wymienić w nim amortyzatory. To wcale nie takie proste, ponieważ wszystko jest już pognite i zapieczone, a podkreślam raz jeszcze, że chodzi o dwuletni samochód.

Jeżeli macie zamiar kupić używany samochód, to skupcie się na poszukiwaniach egzemplarza pochodzącego z polskiego salonu i od pierwszego właściciela. A jeśli takie auto sprzedaje ktoś z waszej rodziny lub wasz znajomy, to sytuacja staje się wręcz wymarzona. Wtedy prawdopodobieństwo, że traficie na „minę”, jest najmniejsze z możliwych. No, chyba że jesteście skłóceni z rodziną albo znajomy was nie lubi.

Generalnie jednak to najlepsza możliwa opcja zakupu używanej maszyny. Nieważne, że dany model wam się nie podoba i nie jest tym wymarzonym. Nawet jeżeli chcieliście bmw, a trafił się naprawdę pewny, krajowy fiat grande punto od pierwszego, dobrze znanego właściciela, to zdecydowanie wolałbym na początek takiego fiata niż bmw, z którym wiecznie będę stał na serwisie, mimo że początkowo może nic na to nie wskazywać.

Michał Michu Jesionowski - okładka książki 'Miłośnicy czterech kółek'Michał Michu Jesionowski - okładka książki 'Miłośnicy czterech kółek' mat. wyd.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Czy rozważasz lub rozważałaś/-eś kiedyś zakup używanego samochodu?

DOSTĘP PREMIUM