Prof. Leszczyński: Potencjał mobilizacyjny PiS się wyczerpuje. Będzie można tylko straszyć

PiS zdobyło w wyborach samorządowych władzę w sześciu sejmikach wojewódzkich, ale tylko w pięciu miastach będzie miało swojego prezydenta. Według prof. Adama Leszczyńskiego wyniki wyborów pokazały, że PiS traci umiejętność mobilizowania elektoratu.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy>>>

Wybory samorządowe przyniosły Prawu i Sprawiedliwości powody do zadowolenia, ale też poważne problemy. Rządzący mogą się cieszyć wynikami wyborów do sejmików wojewódzkich. Bo będą mogli rządzić w sześciu (podlaskim, lubelskim, łódzkim, świętokrzyskim, małopolskim i podkarpackim), to o pięć więcej niż do tej pory. Ale słabo wypadli w wyborach na prezydentów miast.

Nie chodzi jedynie o prestiżowe porażki w największych miastach, z Warszawą, Wrocławiem, Krakowem na czele. Na 107 prezydenckich miast, PiS rządzić będzie tylko w pięciu. Rządzący musieli się pożegnać z władzą tam, gdzie ludzie PiS-u rządzili od dawna. Wymienić wystarczy Nowy Sącz, Ostrołękę, Przemyśl.

Zdaniem prof. Adama Leszczyńskiego z Instytutu Studiów Politycznych PAN i OKO.press, potencjał mobilizacyjny partii Jarosława Kaczyńskiego "się wyczerpuje".

- Uchodźcami się nie da straszyć, co było widać po fatalnej wpadce, jaką był spot wyborczy wyemitowany tuż przed wyborami samorządowymi. Wielkimi sukcesami trudno się pochwalić. Sukcesy zresztą mniej mobilizują niż strach, więc teraz będzie można tylko straszyć, że opozycja przyjdzie i zabierze 500 plus - spekulował o możliwej taktyce partii rządzącej przed przyszłorocznymi wyborami, do PE i  parlamentarnymi.

Gość Jana Wróbla zaznaczył, że "PiS bardziej mobilizuje opozycję, niż swoich własnych zwolenników". 

Opozycja będzie straszyć polexitem, a rząd zabraniem 500 plus?

Eliza Olczyk z "Wprost" podkreśliła, iż "potencjał straszenia, to jest naprawdę niedoceniana rzecz".

- Opozycja dosyć skutecznie nastraszyła ludzi polexitem i tak samo obecna władza będzie skutecznie straszyła zabraniem 500 plus. Będzie mówić: popatrzcie, przez 30 lat ci ludzie nie dali wam nic. My daliśmy, a oni przyjdą i zabiorą. Potencjał straszenia po obu stronach jest duży - oceniła publicystka.

Z kolei Kamila Baranowska odniosła się do wyboru, jaki może stać teraz przed partią rządzącą: radykalizacji lub złagodzenia kursu. Jej zdaniem jest on fikcyjny. 

- PiS nie może teraz nagle powiedzieć: Bruksela od początku miała rację, jeśli chodzi o naszą reformę sądownictwa. Cofamy wszystko, nowelizujemy ustawy, wracamy do tego, co było. Nie może tak postąpić, bo zrazi do siebie wyborców, którzy w te reformy wierzą i ich oczekują - uważa dziennikarka "Do Rzeczy".

Jej zdaniem partia rządząca będzie próbowała znaleźć "złoty środek". - Będzie chęć wyjścia jakoś z konfliktu z Brukselą, żeby zabrać opozycji narzędzie do straszenia polexitem. Ale z drugiej strony, będzie mówienie, że nie oddamy ani skrawka, że tutaj w reformie sądownictwa to my decydujemy, to narody suwerennie decydują, jak ma wyglądać ich wymiar sprawiedliwości itd. - mówiła Baranowska.

Zbyt wczesny optymizm opozycji?

Według dziennikarki "Do Rzeczy" sprawa wyniku wyborów parlamentarnych jest cały czas otwarta. 

- Nie jest tak, że po wyborach samorządowych PiS "leży", jest już przegrany; emocje się zmieniły i jest teraz fala antypisowska, która poniesie Grzegorza Schetynę do fotela premiera. Nie do końca zgodziłabym się z tym hurraoptymizmem opozycji - podkreśliła.

Baranowska dodała, że ma wrażenie, iż "to jednak PiS rozdaje karty, jeśli chodzi o polską politykę, co pokazały wybory do sejmików". - To jest niedoceniana władza, która bardzo umocni PiS w regionach, co będzie miało później przełożenie na kształt kampanii wyborczej - wyjaśniała w TOK FM.

Eliza Olczyk zaznaczyła, że wpływ wyborów do europarlamentu nie będzie tak wielki na wynik wyborów parlamentarnych, jak uważa opozycja. 

- Opozycja uważa, że wygra wybory do europarlamentu i to ją poniesie do zwycięstwa w polskim parlamencie. W wyborach do europarlamentu bierze udział 20 proc. uprawnionych i oni nie do końca pokrywają się z tymi, którzy biorą udział w wyborach do parlamentu - zaznaczyła. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM