Kto zyskał na warszawskim marszu? "PiS brutalnie ograł i osłabił skrajne organizacje"

Zdaniem Bartłomieja Radziejewskiego z Nowej Konfederacji, krytyka władz za wspólną organizację marszu z okazji Święta Niepodległości jest niesłuszna, bo rządzącym udało się "odebrać" to wydarzenie radykałom.

Teraz cyfrową prenumeratę Radia TOK FM możesz wykupić we wspólnym pakiecie z Wyborcza.pl. Wszystko na jednym loginie i aż o 50% taniej! Sprawdź szczegóły >>>

Nie milkną komentarze po wczorajszym marszu z okazji rocznicy odzyskania niepodległości, który rząd zorganizował wspólnie ze skrajnie prawicowymi ugrupowaniami. Zdaniem komentatorów, władze legitymizowały w ten sposób ich radykalny przekaz. Były szef MSWiA Ryszard Kalisz mówił w TOK FM, że po tej decyzji PiS nie będzie już mógł powiedzieć, że nie wspiera środowisk radykalnych.

Innego zdania jest Bartłomiej Radziejewski z "Nowej Konfederacji". W Godzinie Komentatorów w TOK FM przekonywał, że marsz jest organizacyjnym i frekwencyjnym sukcesem rządu, który w dodatku osłabi skrajne ugrupowania.

- Przed marszem był wielki bałagan i byłem dużym czarnowidzem. Spodziewałem się, że mogą być rozruchy. Ale udało się to zorganizować bardzo sprawnie. Marsz miał rekordową frekwencję, przebiegł spokojnie i bez ekscesów. Udało się też wyeliminować "skrajniackie" elementy, dzięki sprawnej akcji służb, które wyłapały ponad stu działaczy w Polsce i zablokowały wjazd radykałów zagranicznych. Bezpieczeństwo zapewniła też mobilizacja policji obecność wojsk na ulicach - chwalił.

Przyznał jednak, że problemem było podniesienie przez PiS statusu Ruchu Narodowego i ONR, poprzez uzgadnianie z nimi szczegółów organizacyjnych dotyczących marszu. Zdaniem Radziejewskiego, efekt długofalowy tej sytuacji będzie jednak dla tych ugrupowań niekorzystny.

- Myślę, że w dłuższej perspektywie PiS brutalnie ograł te organizacje, odbierając im imprezę, która była jej największym kapitałem politycznym. Bo to one wpadły na pomysł i zorganizowały wielki ogólnonarodowy Marsz. Wiadomo, że większość ludzi przychodziła tam nie dla ONR i RN, tylko żeby czcić niepodległość. Zawłaszczenie tego przez skrajne, choć moim zdaniem nie faszystowskie, organizacje, nie było dobrym zjawiskiem. Bilans będzie taki, że PiS ograł i osłabił nacjonalistyczne ruchy - analizował.

Innego zdania była Agata Szczęśniak z OKO.press. Jej zdaniem, nie można bagatelizować ekscesów, do których doszło w trakcie marszu. - To jest znaczące, że w Polsce jest tak wiele osób, które chcą publicznie świętować przywiązanie do naszego państwa. Ale to pragnienie zostało wykorzystane przez skrajne organizacje. Rząd wzmocnił te organizacje, bo dopuścił je do centrum życia politycznego.

Ćwierć miliona uczestników

250 tys. osób miało - według policji - wziąć udział w Biało-Czerwonym Marszu w Warszawie z okazji Święta Niepodległości.

Na jeden marsz złożyły się formalnie dwa zgromadzenia - jedno organizowane przez rząd, a drugie przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.

Uczestnicy zgromadzenia organizowanego przez stowarzyszenie nieśli transparenty, na których można było przeczytać m.in. "Patriotyzm największą siłą narodu polskiego"; "1918-2018 wolnym być!"; "Bóg, Honor, Ojczyzna"; "Forza Nuova". Widoczne były portrety m.in. Henryka Sienkiewicza i Romana Dmowskiego. Odpalono race.

Na czele marszu niesiono transparent z hasłem "Dla Ciebie Polsko". Oprócz prezydenta maszerowali także m.in.: premier Mateusz Morawiecki, wicepremier, szef resortu kultury Piotr Gliński, szef MON Mariusz Błaszczak, minister SWiA Joachim Brudziński, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński. W marszu brali udział ludzie młodzi, rodziny z dziećmi, seniorzy. Nad uczestnikami powiewało tysiące biało-czerwonych flag.

DOSTĘP PREMIUM