"To nie jest żart". Młodzież Wszechpolska chciała zarobić na spaleniu flagi UE. Policja: Tu nie ma nic śmiesznego

Stołeczna policja sprawdza informacje Młodzieży Wszechpolskiej, która przyznała się do spalenia flagi Unii Europejskiej na Marszu Niepodległości.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>> 

Do spalenie flagi Unii Europejskiej doszło podczas warszawskiego Marszu Niepodległości. Działacze MW chwalili się tym na Twitterze.

W poniedziałek policja ogłosiła, że oferuje nagrodę w wysokości 5 tysięcy złotych, za pomoc we wskazaniu sprawców tego czynu. Na wezwanie funkcjonariuszy odpowiedziała... Młodzież Wszechpolska.

"Skarbnik Młodzieży Wszechpolskiej na moją prośbę zgłosił mnie na podany numer, celem uzyskania obiecanej nagrody za wskazanie sprawcy spalenia flagi UE! Ja nie mam zamiaru ukrywać tego faktu, a dodatkowo jeszcze Młodzież Wszechpolska może zarobić! :)" - napisał na Twitterze szef wszechpolaków, Ziemowit Przebitkowski.

"Z oczekiwaniem nagrody za wskazanie sprawcy spalenia flagi to nie jest żart" - zapewnił były prezes MW Krzysztof Bosak, podkreślając, że "te pieniądze należą się i pójdą na narodową działalność!".

"Mogli doprowadzić do tragedii"

Do śmiechu nie jest policjantom. - Mamy wrażenie, że doszło do próby obrócenia całej sytuacji w żart - mówi w rozmowie z TOK FM rzecznik stołecznej policji komisarz Sylwester Marczak.

Jak dodaje, zachowanie uczestników marszu było skrajnie nieodpowiedzialne.
- Nie ma dla nas znaczenia, że została podpalona akurat ta flaga, ponieważ nie jest to flaga państwowa. Istotą zdarzenia jest sam fakt podpalenia. W tak ogromnym tłumie to mogło doprowadzić do tragedii – podkreśla komisarz Marczak.

Ze względu na możliwe skutki tego działania całą sprawę będzie wyjaśniać prokuratura.

Kpiny z władzy

Zachowanie szefa Młodzieży Wszechpolskiej odbiło się szerokim echem w internecie. "Mam nadzieję, że z kary się zwróci wyznaczona nagroda" - napisała blogerka kataryna.

"Eh. Zero refleksji"- skomentował Bartłomiej Graczak, dziennikarz "Wiadomości" TVP.

Ćwierć miliona uczestników

250 tys. osób miało - według policji - wziąć udział w Biało-Czerwonym Marszu w Warszawie z okazji Święta Niepodległości.

Na jeden marsz złożyły się formalnie dwa zgromadzenia - jedno organizowane przez rząd, a drugie przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.

Uczestnicy zgromadzenia organizowanego przez stowarzyszenie nieśli transparenty, na których można było przeczytać m.in. "Patriotyzm największą siłą narodu polskiego"; "1918-2018 wolnym być!"; "Bóg, Honor, Ojczyzna"; "Forza Nuova". Widoczne były portrety m.in. Henryka Sienkiewicza i Romana Dmowskiego. Odpalono race.

Na czele marszu niesiono transparent z hasłem "Dla Ciebie Polsko". Oprócz prezydenta maszerowali także m.in.: premier Mateusz Morawiecki, wicepremier, szef resortu kultury Piotr Gliński, szef MON Mariusz Błaszczak, minister SWiA Joachim Brudziński, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński. W marszu brali udział ludzie młodzi, rodziny z dziećmi, seniorzy. Nad uczestnikami powiewało tysiące biało-czerwonych flag.

DOSTĘP PREMIUM