Agenci CBA wkroczyli do KNF. Kilka godzin po Chrzanowskim... [Dryjańska czyta Twittera]

Są momenty, gdy wszystkie cięte riposty bledną w obliczu suchych faktów. Tak było dzisiaj na Twitterze, na którym tematem numer jeden jest afera KNF. "CBA wkroczyło do KNF. Kilka godzin po Chrzanowskim" - napisała "Rzeczpospolita".

Jeśli jakimś cudem nie słyszeliście o aferze Komisji Nadzoru Finansowego, to tłumaczymy o co chodzi tutaj. Mówiąc w skrócie: szef KNF, która dba o bezpieczeństwo naszych pieniędzy (Marek Chrzanowski), złożył niemoralną, a może nawet korupcyjną ofertę właścicielowi nadzorowanego banku (Leszkowi Czarneckiemu), a następnie, gdy "Gazeta Wyborcza" opisała to spotkanie, złożył dymisję.

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego niezwykle taktowni - weszli do KNF dopiero kilkadziesiąt godzin po ukazaniu się tweeta naczelnego "Gazety Wyborczej" Jarosława Kurskiego. W tym czasie były już szef KNF zdążył wrócić z konferencji w Singapurze i w - bagatela - 3,5 godziny pożegnać się z pracownikami.

Dopiero wtedy agenci CBA weszli do KNF i zaczęli zbierać dowody ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa. Nie ma się jednak o co martwić - rzecznik KNF uspokaja, że jego były szef podczas pobytu w budynku był "pod nadzorem".

A jeśli już o nadzorze mowa, to partia rządząca ma teraz drobny problem. Jak przypomina Dominika Wielowieyska, jeszcze kilka dni temu podczas posiedzenia komisji ds. Amber Gold posłanka PiS Małgorzata Wassermann jak niepodległości broniła tezy, że to premier (Tusk) kontrolował każdy ruch KNF. Dziś, po wybuchu afery KNF, kolega partyjny, minister Jacek Sasin, lansuje już tezę, że nadzór premiera (Morawieckiego) jest fikcją.

Nie ma więc o czym mówić, a tak w ogóle proszę się rozejść.

Oczywiście są złośliwcy, którzy nie wierzą w dobrą wolę, empatię i uczuciowość agentów CBA, która kazała im poczekać aż podejrzany o korupcję spokojnie pożegna się z byłymi podwładnymi. Swoje trzy hipotezy przedstawił Paweł Kubicki.

Tymczasem na Twitterze trwa giełda nazwisk ws.nowego szefa KNF. Oddajmy głos suwerenowi. Taki Pan Żółty podpowiada na przykład, że nowym przewodniczącym tej najważniejszej instytucji nadzoru finansowego mógłby zostać senator PiS Grzegorz Bierecki, założyciel SKOK-ów. Kto wie, może jego entuzjazm wobec Kas - tych, które nie upadły - dorównywałby temu prezentowanemu przez Marka Chrzanowskiego.

Jednak są i tacy, którzy proponują bardziej innowacyjne rozwiązania. "Jak PiS rządzi, to po co KNF, będzie przynajmniej taniej" - radzi pan Andrzej.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM