Ćwiąkalski o aferze KNF: Dlaczego prawnik Chrzanowskiego trafił do rady giełdy, choć nie miał przygotowania?

- Jak to się stało, że prawnik pana Chrzanowskiego trafił do rady giełdy, mimo że wszystko wskazuje na to, że nie miał żadnego przygotowania? - pytał prof. Zbigniew Ćwiąkalski w TOK FM.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej.  Sprawdź szczegóły >>>

Według ministra sprawiedliwości i prokratora generalnego Zbigniewa Ziobry, powołanie sejmowej komisji śledczej do zbadania afery KNF jest niepotrzebne. Innego zdania jest jednak prof. Zbigniew Ćwiąkalski.

-  Komisję śledczą powinno się powoływać, kiedy coś bezpośrednio dotyczy organów państwa. Tutaj mamy do czynienia z tego typu sytuacją, choćby poprzez pytania związane z tym, kto i dlaczego powołał pana Marka Chrzanowskiego (byłego już szefa KNF - red). Jak to się stało, że prawnik pana Chrzanowskiego trafił do rady giełdy, mimo że wszystko wskazuje na to, że nie miał żadnego przygotowania? - podkreślił gość Karoliny Lewickiej. 

Dodał, że "trudno, aby na te pytania całkowicie niezależnie odpowiedziała prokuratura, która jest poddawana naciskom politycznym i która jest zarządzana przez polityka". 

"Podobno państwo nie jest teoretyczne"

Dziennikarka zaznaczyła, że sprawa propozycji korupcyjnej, którą Marek Chrzanowski miał złożyć Leszkowi Czarneckiemu (właścicielowi m.in. Getin Noble Banku - red.), trafiła do prokuratury krajowej w Katowicach. - Prokuratorzy anonimowo mówią, że jest to ulubiona jednostka Zbigniewa Ziobry - dodała Karolina Lewicka

- Nie powinno być tak, że są wątpliwości, czy rzeczywiście prokuratura będzie niezależna i czy nie będzie poddawana naciskom politycznym. Jak wiadomo z doniesień prasowych, mecenas Giertych złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w Warszawie - tłumaczył prof. Ćwiąkalski.

Zaznaczył, że "jeśli mecenas Giertych bezpośrednio składa jakieś pismo w prokuraturze krajowej, to powinno to budzić zainteresowanie i od razu powinien być powiadomiony przełożony osoby, która to odbierała". - W tym samym dniu (7 listopada - red.) ta wiedza powinna trafić do odpowiednich osób - podkreślił gość Karoliny Lewickiej. Według niego, pracownicy prokuratury przyjmujący zawiadomienie Romana Giertycha mogli się spodziewać, że dotyczy ono poważnej sprawy. 

Zbigniew Ziobro tłumaczył opóźnienie w podjęciu działań ws. afery KNF okresem świątecznym - wolnym 11 i 12 listopada.

- Państwo, jeśli nie jest państwem teoretycznym, a podobno nie jest, to działa i w soboty i w niedziele. Ja byłem informowany o tym, co ma się zdarzyć, albo najważniejszych wydarzeniach i w soboty, i w niedziele, nawet w godzinach nocnych - zaznaczył prof. Ćwiąkalski. 

"Próba odwrócenia sytuacji"

Zbigniew Ziobro zapowiedział także zbadanie, dlaczego zawiadomienie do prokuratury wpłynęło w listopadzie, choć rozmowa pomiędzy Markiem Chrzanowskim a Leszkiem Czarneckim odbyła się pod koniec marca. 

- Na pewno w tym momencie jest próba odwrócenia sytuacji. Poddaje się w wątpliwość działania samego pana Czarneckiego - stwierdził prof. Ćwiąkalski. Dodał jednak, że sprawa wymaga zbadania.

Biznesmen tłumaczył zwłokę w zawiadomieniu prokuratury koniecznością przygotowania swoich banków na wybuch afery KNF.

- Pytanie brzmi, na czym polegało to przygotowanie. To jest zadanie dla niezależnej prokuratury. Powinna też wyjaśnić sprawę tajemniczego prawnika (Grzegorza Kowalczyka - red.), który nagle trafia do rady giełdy, a później odnajduje się go w innym banku. Powinno się wyjaśnić, jakie zadania dostawał od Marka Chrzanowskiego - podsumował Zbigniew Ćwiąkalski.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • czy urządzenia zagłuszające mogą być zakładane przez prywatne firmy?
  • czy Marek Chrzanowski mógł zniszczyć prywatne notatki, kiedy zabierał swoje rzeczy z siedziby KNF przed wejściem CBA?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM