Gra rządu może być kosztowna. "W przypadku Puszczy to było 100 tys. euro dziennie. Teraz kary mogą być wyższe"

W TSUE zakończyło się wysłuchanie ws. zabezpieczenia tymczasowego dotyczącego SN. Do Luksemburga nie przyjechał żaden z członków polskiego rządu.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Dzisiejsza rozprawa dotyczyła decyzji, którą Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał 19 października. Nakazał wtedy zawieszenie przepisów emerytalnych dotyczących sędziów Sądu Najwyższego. Chodziło, przypomnijmy, o przepisy odsyłające w stan spoczynku sędziów, którzy ukończyli 65 lat. 

W Luksemburgu nie było ani jednego przedstawiciela rządu. Stanowisko Polski przedstawiał mecenas Bogusław Majczyna.

Przedstawiciel MSZ przekonywał, że Trybunał nie ma podstaw do zawieszenia ustawy o Sądzie Najwyższym, bo przepisy nie grożą powstaniem nieodwracalnej szkody.

Twierdził też, że procedury naboru sędziów w Sądzie Najwyższym zostały wstrzymane, więc nie ma ryzyka upolitycznienia sądów.

Z kolei przedstawiciel Komisji Europejskiej argumentował, że środki tymczasowe są konieczne, bo ustawa uderzyła w zasadę nieusuwalności sędziów, a to wystarczy, by ją zawiesić.

Trybunał w ciągu kilku tygodni powinien wydać ostateczną decyzję tej sprawie.

Słono możemy zapłacić

Przebieg i skutki wysłuchania w trybunale były głównym tematem Pierwszego Śniadania w TOK FM. - TSUE zdecyduje dziś, czy środki zabezpieczające są wystarczające, czy trzeba je skorygować, doprecyzowaną - skoro rząd podnosi, że ma wątpliwości. Przedmiotem obrad może być też to, czy Polska wdrożyła postanowienia zabezpieczające - mówił w TOK FM, przed rozpoczęciem rozprawy, mec. Michał Wawrykiewicz z Inicjatywy Wolne Sądy.

Jak dodał, rozprawa może mieć dla Polski poważne konsekwencje. Bo Komisja Europejska, która wnioskowała do TSUE ws. polskich przepisów o SN, może wnioskować o nałożenie na Polskę kar. Jeśli, jak tłumaczył prawnik, uzna, że postanowienie TSUE nie jest wykonywane.

- Pamiętajmy, te kary nie mają limitów. W przypadku Puszczy Białowieskiej to było 100 tys. euro dziennie, teraz sprawa dotyczy SN, przestrzegania praworządności. To znacznie wyższy kaliber w hierarchii spraw przed TSUE i kary mogą być znacznie wyższe - ostrzegał mec. Wawrykiewicz w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Dlatego, jak podkreślił prawnik, taktyka realizowana przez polski rząd jest bardzo niebezpieczna. - Igranie z TSUE, to chodzenie po cienkim lodzie może się skończyć nałożeniem kar. A tak naprawdę, to nie rząd będzie płacił tylko polscy podatnicy - stwierdził.

Przypomnijmy, że polski rząd nie zmienił przepisów dotyczących SN, nie wydał też jakiejkolwiek innej decyzji, którą można byłoby uznać za realizację postanowienia unijnego trybunału. To decyzją Sądu Najwyższego do racy wrócili sędziowie, którzy skończyli 65 lat i zrezygnowali z kontynuowania pracy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM