Opozycja ostro o aferze KNF: Mechanizmy znane z Ukrainy, zagrożenie dla społeczeństwa

Afera KNF jest czymś więcej, niż kolejną odsłoną wojny polsko-polskiej, trzeba znaleźć dobry język, żeby o tym opowiedzieć - komentowali politycy w audycji Wybory w TOK-u.

Goście niedzielnej audycji Wybory w TOK-u byli zgodni, że aferę KNF, w której byłemu szefowi Komisji Nadzoru Finansowego zarzuca się złożenie propozycji korupcyjnej szefowi jednego z banków, można ocenić jako największą w historii III RP.

-To początek prawdziwych kłopotów Prawa i Sprawiedliwości - mówił w poseł niezrzeszony Marek Jakubiak. -To kamyczek z lawiny, która ruszy. Wyczuwam to każdym swoim porem. To jest afera większa, niż nam się wydaje - ocenił.

Adam Szłapka z Nowoczesnej przekonywał, że afera nie dotyczy jedynie byłego już szefa KNF, ale obozu władzy. Przypomniał przebieg spotkania Marka Chrzanowskiego z Leszkiem Czarneckim.

- Na początku tej rozmowy powiedział, że rozmowa jest poufna, że będą rozmawiać o rzeczach, które są śliskie, dlatego włącza te swoje szumidła i mówi: zapłacicie, to ochronimy. To jest człowiek, którego rekomendował prezes NBP Adam Glapiński, czyli osoba bardzo mocno powiązana z PiS, przez lata niemalże skarbnik Jarosława Kaczyńskiego - wyliczał.

Dlatego opozycja po raz kolejny przekonuje, że konieczne jest powołanie komisji śledczej w tej sprawie.

Coś więcej niż zwykły spór

Po ujawnieniu afery KNF pojawiły się głosy, że dotyczy zbyt skomplikowanych kwestii, aby była w pełni zrozumiała dla przeciętnego obywatela.

- Obóz władzy liczy na to, że to będzie jedno z wielu wydarzeń. Opozycja nie znalazła jeszcze dobrego zdania, żeby opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Reaguje poprawnie, ale standardowo - ocenił dr Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych. - Czy to się przerodzi w to, czym naprawdę jest, czyli historię, która jest dla społeczeństwa zagrożeniem, zależy od opozycji, czy przedstawi to jako coś innego, niż wszystko do tej pory - przekonywał.

Podobnego zdania jest Michał Kamiński z klubu poselskiego PSL-UED. W jego ocenie szansą PiS na złagodzenie wizerunkowych szkód całej sytuacji jest przedstawienie jej, jako kolejnej odsłony konfliktu z PO.

- Ta wojna trwa, jedni strzelają, drudzy strzelają, to jest taki serial, do którego wszyscy przywykli. Ta afera jest czymś więcej, niż zwykłym potknięciem władzy, które teraz opozycja może wydobyć - argumentował Kamiński.

Polityk posłużył się analogią do sytuacji na Ukrainie pod rządami Wiktora Janukowycza. - Władza doprowadza biznes do kryzysu, a potem przychodzi jej przedstawiciel i wykupuje go za 10% - przypomniał.

- Nałóżmy na to projekt, który jest teraz w ministerstwie sprawiedliwości, pozwalający organom władzy wywłaszczać nie tylko wielkie banki, ale też małe biznesy. Być może na poziomie powiatu, działacz PiS, któremu się w życiu nie powiodło, będzie chciał przejąć czyjś interes - sklep, stację benzynową, zakład przetwórstwa. Wystarczy, że będzie miał kolegów w urzędzie skarbowym, albo prokuraturze - ostrzegał Kamiński.

Przypomnijmy: We wtorek "Gazeta Wyborcza" opublikowała nagranie z rozmowy sprzed kilku miesięcy właściciela m.in. Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego z ówczesnym szefem KNF Markiem Chrzanowskim, który zaoferował biznesmenowi przychylność w zamian za zatrudnienie konkretnego prawnika, którego wynagrodzenie miało wynosić około 40 milionów złotych.

Wczoraj zaś adwokat Czarneckiego Roman Giertych zapowiedział, że w poniedziałek złoży w prokuraturze kolejne nagranie z udziałem Chrzanowskiego oraz innych członków KNFu.

Leszek Czarnecki ma w poniedziałek złożyć zeznania w prokuraturze w Katowicach.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM