Marcin Dubieniecki przed sądem. Kim jest jeden z byłych mężów Marty Kaczyńskiej?

Skąd się wzięła jego fortuna? Adwokat Marcin Dubieniecki twierdzi, że "z ciężkiej, uczciwej pracy", ale nie zamierza się tłumaczyć. Teraz jednak będzie musiał, bo przed krakowskim sądem właśnie rusza jego proces.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50 proc. taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Drugi były mąż Marty Kaczyńskiej jest oskarżony o kierowanie grupą przestępczą, wyłudzenie 14,5 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a także o pranie brudnych pieniędzy.

Marcin Oktawian Dubieniecki twierdzi, że cała sprawa przeciwko niemu to "wydmuszka", która powstała na zlecenie polityczne. Przekonuje, że 14 miesięcy w areszcie przesiedział za niewinność. Wszystko to powiedział Januszowi Schwertnerowi z Onetu w listopadzie 2016 r. - wkrótce po tym, jak po wpłaceniu 3 mln zł kaucji wyszedł na wolność.

Teraz 38-latek z Kwidzyna stanie na ławie oskarżonych. Od września 2015 r. nie może wykonywać zawodu adwokata. To wtedy, w związku z ciążącymi na nim zarzutami, zawiesiła go Okręgowa Rada Adwokacka w Gdańsku.

Narzeczony pod ochroną BOR

Opinia publiczna poznała Marcina Dubienieckiego jako narzeczonego, a potem drugiego męża Marty Kaczyńskiej, córki prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Medialne wzmianki o nim pojawiają się w 2007 roku. Limuzyna BOR zawiozła wówczas Marcina Dubienieckiego do prezydenckiego ośrodka wypoczynkowego w Juracie. "Nie rozumiem, dlaczego pan o to pyta. Nic panu nie powiem" - denerwował się Dubieniecki, gdy zapytał go o to jeden z dziennikarzy.

Pierwsze spotkanie z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego żoną, Marią Kaczyńską, do którego miało dojść w grudniu 2006 roku, Marcin Dubieniecki wspominał później w "Gali". Według jego relacji przebiegało ono bardzo serdecznie. "Jest jeszcze coś, panie prezydencie, co chciałbym panu zakomunikować. Pana córka jest w ciąży" - powiedział Dubieniecki. Po chwili milczenia Lech Kaczyński miał odpowiedzieć: ''Skończ z tym prezydentem. Jesteś naszym synem''.

W kwietniu Dubieniecki wziął ślub z ciężarną Martą Kaczyńską, która wkrótce urodziła. To było jej drugie dziecko.Tymczasem z rodzinnego horyzontu zniknął pierwszy mąż córki Lecha Kaczyńskiego, Piotr Smuniewski, którego cała Polska mogła zobaczyć na billboardach wyborczych przyszłego prezydenta z hasłem "Rodzina. Uczciwość. Przyszłość". Na sali sądowej okazało się bowiem, że ojcem jego dziecka - pierwszego dziecka Marty Kaczyńskiej, wcale nie jest on tylko... Marcin Dubieniecki.

21 kwietnia 2007 roku Dubieniecki oficjalnie wszedł do rodziny Kaczyńskich. Na ślubie nie pojawił się stryj Marty, Jarosław Kaczyński.

Oktawian z Kwidzyna

Marcin Oktawian Dubieniecki urodził się 1980 roku - jego ojcem jest adwokat Marek Dubieniecki, były funkcjonariusz SB i członek PZPR, a obecnie znany członek pomorskiego SLD. Jak pisze Barbara Sowa w "Dzienniku Gazecie Prawnej", matka Dubienieckiego, z wykształcenia ekonomistka, w latach osiemdziesiątych handlowała ubraniami w Turcji, potem prowadziła w Kwidzynie klub bilardowy, a wreszcie dołączyła do męża w kancelarii prawnej.

W liceum Dubieniecki wpadł w kłopoty. Sprawę opisywała w "Polityce" Bianka Mikołajewska, która rozmawiała z jego ojcem. "Jego kolega był zazdrosny o swoją byłą dziewczynę. Pojechali w kilku do jej nowego chłopaka. Postraszyli go. Chłopak poskarżył się w szkole. Marcina przy straszeniu nie było, robił tylko za kierowcę. Ale kłopoty mieli wszyscy uczestnicy" - relacjonował Marek Dubieniecki.

W 2006 roku syn dołączył do niego w kancelarii prawnej i zaczął aplikację. Ojciec zadbał, by Marcin nabrał doświadczenia - zlecił mu np. obsługę prawną Philipsa, a gdy koncern się wycofał, obsługę firmy Jabil Circut Poland, która przejęła fabrykę. "W kwietniu 2008 r. na otwarciu tej fabryki gościła Maria Kaczyńska, wówczas już teściowa Marcina. Nie znaleźliśmy informacji o żadnym innym zakładzie produkcyjnym, w którego otwarciu uczestniczyłaby pani prezydentowa" - pisała Bianka Mikołajewska.

Wspólnicy z inicjałem

Według Marka Dubienieckiego syn ma smykałkę do prawa gospodarczego. W maju 2009 roku Marcin założył spółkę z Adamem S., skazanym za wyłudzenia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Marcin Dubieniecki napisał wniosek o jego ułaskawienie - teść Lech Kaczyński ekspresowo ułaskawił jego partnera, choć Prokuratura Generalna była przeciw. W kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego ułaskawieniami zajmował się minister Andrzej Duda, obecny prezydent RP.

Sprawa ułaskawienia znajomego zięcia prezydenta wywołała dużo kontrowersji - Andrzej Duda zeznawał w tej sprawie w prokuraturze i złożył oświadczenie w Sejmie.

Tymczasem Marcin Dubieniecki ocierał się o kolejne niejasne interesy. "Ponad 12 milionów złotych wyłudzono z wrocławskiej Południowo-Zachodniej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej. Przeszło półtora miliona złotych stracił wrocławski Polbus (dawny PKS)" - pisała "Gazeta Wrocławska". Jaka była w tym rola zięcia Lecha Kaczyńskiego? Otóż w 2009 roku Marcin Dubieniecki jako adwokat spółki Egzekutor Europejski miał naciskać na komornika z Wielkopolski, by ten przelał 5 mln zł wyprowadzonych z wrocławskiego SKOK-u, w tym 750 tys. zł na konto bankowe kancelarii jego ojca.

Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza". Marcin Dubieniecki odcinał się od przekrętu - podkreślał, że w tej sprawie był tylko adwokatem, a potem świadkiem. Złożył pozew przeciwko gazecie, która potem ujawniła że dyrektorem spółki MD Invest Group zarejestrowanej przez Dubienieckiego jest Tomasz M., ps. "Matucha", skazany za kierowanie gangiem przemycającym alkohol i papierosy do Polski.

W roku 2011 Marcin Dubieniecki rzucił się w wir nowych aktywności - tym razem założył kancelarię prawną z Jackiem M., mężczyzną oskarżonym w tzw. aferze egipskiej. Chodziło o zakup gruntu pod Ambasadę Egiptu w Polsce.

Na publikacje o swoich przedsięwzięciach Dubieniecki reagował pozwami lub zapowiedziami złożenia pozwów. Stosował jednak również inne metody. "Jakby pan do mnie przyszedł do kancelarii i poprosił o komentarz, to dostałby pan w dziób", "niech się pan odp..." - powiedział w rozmowie telefonicznej z dziennikarzem "Dziennika Bałtyckiego", który poprosił go o wypowiedź. Nagranie z rozmowy trafiło do internetu. Przez jakiś czas wulgarne słowa Dubienieckiego można było odsłuchać na YouTube. Nagranie zniknęło z serwisu z powodu "podejrzenia naruszenia praw autorskich".

"Moje zdanie jest zdaniem Marty"

Od czasu ślubu z Martą Kaczyńską, Marcin Dubieniecki regularnie udzielał wywiadów kolorowym magazynom. Chwalił się swoimi umiejętnościami kulinarnymi, opowiadał o szczegółach rodzinnego życia. Jego relacja z prasą była burzliwa - pozował do sesji zdjęciowych w "Vivie" i "Gali", ale wpadał we wściekłość na widok fotoreporterów podczas wyjść z dziećmi czy jazdy kolejnym luksusowym autem.

Cezurą w medialnej karierze Marcina Dubienieckiego był wypadek lotniczy w Smoleńsku, w którym zginęło 96 osób, w tym jego teściowie Lech i Maria Kaczyńscy. W Polskę popłynęły zdjęcia Dubienieckiego, towarzyszącego na Okęciu Marcie Kaczyńskiej, podczas ceremonii przylotu trumien do Polski. Prasa pochyliła się nad tragedią prezydenckiej córki, która w jednym momencie straciła oboje rodziców, i przychylniejszym okiem spojrzała na Marcina Dubienieckiego, który zapewniał jej wsparcie.

I nie chodziło tylko o wsparcie emocjonalne. Mąż - adwokat został pełnomocnikiem Marty Kaczyńskiej w sprawie katastrofy smoleńskiej. Szybko stało się to kolejnym obszarem jego medialnej aktywności. W wywiadach Marcin Dubieniecki stawiał tezę, że w Smoleńsku nie doszło do wypadku lotniczego, lecz do zamachu. "Moje zdanie jest zdaniem Marty" - podkreślał Dubieniecki w TVN24.

Równolegle Marta Kaczyńska odebrała od ubezpieczyciela 3 mln zł za śmierć rodziców w wypadku. Polisa nie obejmowała zamachu.

Polityka po katastrofie

Kilka miesięcy po tragicznych wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 r. w prasie pojawiły się doniesienia o tym, że Marcin Dubieniecki zamierza rozpocząć karierę polityczną. Marta Kaczyńska obwieściła prasie, że podczas ich pierwszego spotkania Marcin Dubieniecki powiedział jej, że kiedyś zostanie premierem. W pierwszych miesiącach po wypadku lotniczym w Smoleńsku Marcin Dubieniecki chciał zacząć od fotela parlamentarzysty. Nie zamierzał związać się - jak ojciec - z SLD, tylko ugrupowaniem stryja swojej żony, Jarosława Kaczyńskiego.

"Jestem coraz bliżej myśli, aby zaangażować się w politykę. Jeszcze z nikim na ten temat nie rozmawiałem, ale znając poglądy śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mojego teścia, jest mi coraz bliżej do Prawa i Sprawiedliwości" - powiedział w wywiadzie dla "Polski The Times". W tym czasie przewodniczący PiS walczył o fotel prezydenta z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim (PO).

W lipcu 2010 r. do kancelarii Marka i Marcina Dubienieckich wkraczają funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Prasa spekuluje, że chodzi o sprawę wyprowadzenia milionów złotych z wrocławskiego SKOK-u. Do aresztowania Dubienieckiego jest jednak jeszcze daleko.

W sierpniu okazuje się, że decyzją Jarosława Kaczyńskiego Marcin Dubieniecki swoją karierę polityczną ma zacząć od startu w wyborach samorządowych. Jednak ambitne plany polityczne Dubienieckiego szybko spaliły na panewce. Wkrótce wyszedł na jaw konflikt między nim a posłanką Jolantą Szczypińską, szefową struktur PiS w okręgu gdyńsko-słupskim, w którym miałby startować.

Polityczka publicznie wyrażała swój sceptycyzm wobec jego kandydatury, a on równie publicznie jej odpowiedział. Napięcie szybko eskalowało. Ona oskarżała go o nienawiść, a on ją o "prowadzanie się z księdzem". Pod koniec miesiąca okazało się, że Dubieniecki nie wystartuje w wyborach samorządowych.

Rozpad małżeństwa z Martą Kaczyńską

W kwietniu 2011 roku media zaczynają donosić o rysach na związku Marcina Dubienieckiego z Martą Kaczyńską, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej pozowali do rodzinnych sesji zdjęciowych. Zarówno Dubieniecki, jak i Kaczyńska, są fotografowani bez obrączki, którą wcześniej cały czas mieli na palcu. To jednak tylko sygnał, który nie musi czegokolwiek znaczyć, bo kilka miesięcy później para kupuje apartament w Warszawie.

Rok później prasa już otwarcie spekuluje o rozpadzie małżeństwa Dubienieckiego i Kaczyńskiej. W grudniu 2013 roku adwokat składa pozew o rozwód, ale już w czerwcu 2014 składa wniosek o zawieszenie sprawy. Prasa rozpisuje się, że Dubieniecki związał się z byłą żoną Artura Boruca, Katarzyną, którą reprezentował podczas rozwodu.

23 sierpnia 2015 r. agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymują Marcina Dubienieckiego, Katarzynę M. i kilka innych osób. Zarzuty? Wspomniane już kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenie 14,5 mln zł z PFRON i pranie brudnych pieniędzy (niemal 8,5 mln zł).

Dubieniecki wychodzi z aresztu po 14 miesiącach w październiku 2016 roku za kaucją w wysokości 3 mln zł. Miesiąc później Marcin Dubieniecki i Marta Kaczyńska są już po rozwodzie. Zimą prasa donosi o tym, że Dubieniecki sprawił sobie nowe porsche, o wartości ponad 600 tys. zł - dwa poprzednie samochody tej samej marki zaanektowała prokuratura. Na pytanie, skąd ma pieniądze na luksusowe auto Marcin Dubieniecki odpowiada:  "Mam tyle aut, że mogę z nich korzystać tak jak chcę. To moja prywatna sprawa. A to porsche dostałem od bezdomnego, pana Mirosława z Warszawy. To podobno modne ostatnio".

Poseł Jarosław Kaczyński interweniuje

W programie "Czarno na Białym" w TVN 24 Dubieniecki oznajmia zaś, że interwencję w sprawie jego aresztowania podjął poseł Jarosław Kaczyński. "To nie ma żadnego znaczenia, że byliśmy rodziną. Ta decyzja o wystąpieniu w ramach wykonywania mandatu posła została podjęta z racji tego, że nasze pismo w tej sprawie było przekonywujące. To nie jest wykorzystywanie koneksji rodzinnych" - przekonuje Marcin Dubieniecki.

W kwietniu 2017 roku, niemal 10 lat po ślubie z Martą Kaczyńską, zawiera małżeństwo z byłą żoną Artura Boruca, Katarzyną M. W lipcu tego roku fotoreporterzy robią mu zdjęcie, gdy z nowym potomkiem w wózku spaceruje wokół tzw. schodów Kaczyńskiego - pomnika smoleńskiego, postawionego przez rząd PiS na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

Proces Marcina Dubienieckiego rozpoczął się dziś - 21 listopada. Grozi mu do 10 lat więzienia. On sam twierdzi, że jest ofiarą politycznej intrygi. Przed rozpoczęciem rozprawy, rozdał dziennikarzom oświadczenie, w którym przeczytać można "iż bezprecedensową jest sprawa, w której ofiarą polityki usiłuje się uczynić kogoś, kto politykiem nigdy nie był"

DOSTĘP PREMIUM