Sonda InSight już wysyła zdjęcia z Marsa. A kiedy na Czerwonej Planecie stanie człowiek?

- Misja załogowa na Marsa to koszt ok. 50 miliardów dolarów. To tyle ile Putin wydał na Igrzyska w Soczi - mówił w TOK FM Piotr Cieśliński, kierownik działu naukowego "Gazety Wyborczej". Na razie na Marsie wylądował lądownik InSight.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>> 

Do lądowania doszło w poniedziałek ok. godz. 20:40 czasu środkowoeuropejskiego. Zaraz potem lądownik InSight przesłał pierwsze zdjęcie. Na fotografii widać linię horyzontu Czerwonej Planety. Obraz był jednak niewyraźny, z powodu obecnego na soczewce kamery filtra ochronnego.

Kolejna fotografia wykonana przez InSight była już zdecydowanie wyraźniejsza.

Tylko Polacy mogli tego dokonać

Choć to misja amerykańska z udziałem Niemiec i Francji, to swój wkład ma także Polska. Polska firma Astronika, we współpracy z kilkunastoma innymi ośrodkami badawczymi i przedsiębiorstwami, wykonała mechanizm penetratora gruntu, będącego elementem urządzenia Kret HP3.

- To pierwsze kompletne polskie urządzenie, które wysłano w kosmos. Tylko Polacy byli zdolni je wyprodukować! Niemiecka agencja kosmiczna sobie z tym nie poradziła – podkreślił Piotr Cieśliński, kierownik działu naukowego "Gazety Wyborczej". Jak dodał, dzięki Kret HP3, po raz pierwszy człowiek wwierci się tak głęboko w powierzchnię obcej planety.

Urządzenie ma badać temperaturę wewnątrz Marsa i przepływ ciepła.- To bardzo ważne, ponieważ może pomóc odpowiedzieć na pytanie: Czy we wnętrzu Marsa drzemie jeszcze ciepło – tłumaczył dziennikarz "GW".

Kiedy czas na ludzi?

Lądowanie sondy InSight to ósme udane posadzenie urządzenia na powierzchni Marsa. Do tej pory tylko Amerykanom udało się tam wylądować, a ponad połowa prób kończyła się fiaskiem.

Czy ludzie są już gotowi na przeprowadzanie załogowej misji na Marsa? - Obecne szacunki mówią, że taki lot kosztowałby 50 miliardów dolarów. To mniej więcej tyle, ile Władimir Putin wydał na organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi - wyjaśniał dziennikarz w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Cieśliński dodał, że Mars to najbliższy przyczółek, gdzie człowiek mógłby znaleźć drugi dom. - Jednak jest tam bardzo rzadka atmosfera, niska temperatura, cały czas trzeba byłoby chodzić w specjalnych skafandrach – mówił.

Aby Mars nadawał się do życia, trzeba go poddać procesowi terraformacji, czyli upodobnić jego klimat do tego, jaki panuje na Ziemi. - Jeśli udałoby się stopić marsjańskie czapy polarne, to może uwięziony w nich dwutlenek węgla dostałby się znów do atmosfery planety. Jednak nie wiadomo, czy jest go na tyle dużo, by mógł na stałe wpłynąć na zagęszczenie atmosfery i podniesienie temperatury na Marsie – wyjaśniał dziennikarz "Wyborczej".

Mimo tych przeciwności, załogowa misja na Marsa to tylko kwestia czasu. - Powinniśmy potraktować ją jako poligon doświadczalny. Statystyka jest prosta, w końcu jakaś planetoida uderzy w Ziemię – przekonywał Cieśliński.

W jego opinii rozpoczęcie przygotowań do takiej misji to kwestia decyzji politycznej. - Którą zapewne musi podjąć prezydent USA – zaznaczał dziennikarz.

Wczoraj powierzchnię Marsa osiągnął lądownik InSight. Koszt tylko tej misji kosmicznej to 2,5 miliarda dolarów. W dobie kryzysów humanitarnych w Syrii i Jemenie, epidemii cholery w Somalii czas postawić pytanie; Po co latamy w kosmos? Na Mikrofon TOK FM zaprasza Paweł Sulik

DOSTĘP PREMIUM