Michał Kamiński o polityce zagranicznej PiS: Za co się nie wezmą, to robią obciach

- Za co się nie wezmą, to dostają bęcki. Ich elektorat jest faszerowany patriotyczną viagrą - mówił w "Poranku" Radia TOK FM Michał Kamiński z PSL-UED, komentując sprawę listu ambasador Mosbacher do premiera.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej.  Sprawdź szczegóły >>>

Rząd odciął się od sprawy listu, który ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher wysłała do premiera Mateusza Morawieckiego. 

Michał Kamiński z klubu poselskiego PSL-UED, komentując sprawę w "Poranku" Radia TOK FM, stwierdził, że polscy ambasadorowie również występowali w obronie wolności słowa na Białorusi czy Kubie. Podkreślił, że choć niezręczne (w liście była literówka w nazwisku premiera), działania dyplomatki amerykańskiej były słuszne. 

Jego zdaniem błąd w pisowni pokazuje, że "pod rządami Prawa i Sprawiedliwości Polska jest po prostu nieszanowana przez swoich najbliższych sojuszników". - Ten list jest oznaką braku szacunku. To pokazuje, do jakiego stanu wizerunkowego ta radosna ekipa, przezacne grono wybitnych fachowców pod nazwą Prawo i Sprawiedliwość doprowadziło naszą umiłowaną ojczyznę  - podkreślił Kamiński. 

Za co PiS się nie weźmie, to robi obciach?

Gość TOK FM przypomniał, że były ambasador Polski w USA Ryszard Schnepf mówił w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM, że list musiał wyciec z kancelarii premiera. 

- Uczestniczyłem w niełatwych rozmowach z ambasadorem USA, co najmniej kilkukrotnie w sprawach niezwykłej wagi i delikatnych. I nigdy nic z tego nie wyciekło.  Tutaj to wyciekło, ponieważ najwyraźniej było to na rękę komuś w otoczeniu pana premiera, ponieważ to jest w oczywisty sposób prztyczek w jego głównego rywala, ministra sprawiedliwości - stwierdził gość Karoliny Lewickiej. 

Zdaniem Michała Kamińskiego ujawnienie listu jest bardzo niewygodne dla obozu władzy. Zaznaczył, że bawi go zakładanie, że wszystkie działania PiS to "jakiś genialny plan". 

- Ta sprawa jest dla nich niewygodna, bo obnaża, że za co się nie wezmą w szeroko rozumianej polityce zagranicznej, to robią obciach - mówił polityk, wymieniając m.in. ustawę o IPN, nowelizacje ustawy o SN oraz próby repolonizacji mediów.

- Za co się nie wezmą, to dostają bęcki. Ich elektorat jest faszerowany patriotyczną viagrą, która bez przerwy każe wszędzie widzieć walkę o ojczyznę. Nagle się okazuje, że ten nadęty, triumfalistyczny, polski pseudo-patriotyzm co chwilę zderza się z brutalną rzeczywistością i ci goście, którzy chcieliby być tacy wielcy, okazują się tacy malutcy - podkreślał.  

Nikt nie pójdzie na wojnę w sprawie Ukrainy?

Czy wprowadzenie stanu wojennego jest grą Petra Poroszenki? Sondaże czasem nie dają mu nawet szansy na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich zaplanowanych na marzec 2019 roku. 

- To prawda, on ma trudną sytuację sondażową. Ten aspekt na pewno ma jakieś znaczenie i nie oszukujmy się, że nie - mówił gość TOK FM, zaznaczając jednak, że sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że obecnie "Rosjanie po raz pierwszy występują pod własną flagą".

- Do tej pory taktyka rosyjska była taktyką totalnej wojny propagandowej i hybrydowej na terytorium Ukrainy. Dzisiaj po raz pierwszy siły zbrojne Federacji Rosyjskiej pod własną banderą zaatakowały okręty ukraińskie - ocenił Michał Kamiński. 

Dodał, że należy pamiętać, że jest to konsekwencją dokonanej wcześniej przez Rosjan aneksji Krymu. 

- Nie dziwię się Poroszence. To być może mu pomoże, ale może też zaszkodzić w wyborach. Sytuacja jest dynamiczna - stwierdził. 

Według polityka reakcja Stanów Zjednoczonych na poziomie werbalnym była zdecydowana, ale jak zaznaczył, "oczekiwanie, że ktokolwiek pójdzie na wojnę w sprawie Ukrainy, jest nierealistyczne". 

Prowadząca zapytała więc, czy zatem wzywanie przez Ukrainę krajów NATO, by wysłały swoje okręty na Morze Azowskie, jest realne.

- Zobaczymy. Chcę przypomnieć, że Amerykanie w warunkach kryzysu w tamtym rejonie świata potrafili wysyłać swoje okręty wojenne. Od wysłania okrętów do realnej wojny jest jeszcze w sumie dość daleka droga. Wydaje mi się, że taka manifestacja siły byłaby potrzebna, ponieważ jedyny język, który Władimir Władimirowicz rozumie, to jest język siły. On tak został wychowany. To jest KGB-ista i on rozumie tylko pięści i pałkę. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • o dwumiesięcznym areszcie dla Marka Ch.;

Rosjanie chcą zrobić z Morzem Azowskim to, co zrobili z Cieśniną Pilawską

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM