"To list napisany w tonacji "America First"'. Co wypada, a co nie wypada ambasadorowi?

Po liście Georgette Mosbacher do premiera w TOK FM sprawdzamy, co ambasadorowi robić wypada, a od czego jednak powinien się powstrzymać.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50 proc. taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Daniel Passent funkcję ambasadora RP w Chile pełnił przez 5 lat. Stanisław Ciosek z był polskim ambasadorem najpierw w ZSSR, a następnie w Rosji. Służbę pełnił do 1996 roku. 

- Patrzę na ten list z różnych punktów widzenia. Pierwszy to intencje. Co nią kierowało? Wolność słowa, wolność dyskusji w Polsce. To uważam za szlachetne i nie budzi to moich wątpliwości. Druga rzecz to forma. Jak się patrzy na kopię tego listu, to włosy dęba stają: mówi do premiera ministrze, są literówki. To tak jakby nie było w tak wielkiej ambasadzie korektora czy tłumacza - stwierdził Daniel Passent. 

Dodał, że warto również zwrócić uwagę na ton listu, który jest familiarny, co w dyplomacji jest niestosowne. 

- To jest napisane task jakby wielkie mocarstwo napisało do państwa satelickiego. Nie jak partner do partnera - mówił publicysta "Polityki", były ambasador w Chile. 

To faux pas, kiedy ambasador pisze do premiera

Daniel Passent podkreślił, że partnerem dla ambasadora nie jest premier, ale minister spraw zagranicznych.

- Pisanie przez ambasadora do premiera to faux pas. Były dobre intencje, ale zostały pogrzebane - tłumaczył Daniel Passent.

Stanisław Ciosek zgodził się, że list był napisany niechlujnie i nie powinno się  w ten sposób postępować. - Ale też dzielę to na dwie części: formę i treść. Treść jest ważna. Amerykanie w taki nieudolny sposób jednak wyrażają troskę - stwierdził były ambasador w Rosji. 

- Czy to rzeczywiście troska? Czy też troską jest funkcjonowanie firmy, która została wykupiona przez Amerykanów? - pytał gospodarz audycji  Jakub Janiszewski. List, przypomnijmy, broni dziennikarzy stacji TVN, której właścicielem jest amerykański koncern medialny Discovery.

- Podstawą funkcjonowania Stanów jest biznes prywatny. Nie widzę tutaj dysonansu i problemu. Pani ambasador broni swojego państwa i biznesu. Biznes jest częścią funkcjonowania całego świata - odpowiedział Stanisław Ciosek. 

Zgodził się z tym Daniel Passent. O odwołał się do swojego doświadczenia, z czasów pracy w dyplomacji.  - Ciągle otrzymywałem z Warszawy popychanie, żeby polska dyplomacja była bardziej konkretna i ekonomiczna - zaznaczył. 

Podkreślił też, że listu Georgette Mosbacher "nie można sprowadzać wyłącznie do biznesu". - USA są liderem wolnego świata, ostoją demokracji. Tutaj (w liście - red.) są załatwiane dwie sprawy jednocześnie: biznesu i wolności słowa. Bez względu na to czy chodzi o biznes, to Stany bronią wolności słowa i pod tym względem na pewno są naszym sojusznikiem - mówił Passent. 

List napisany w tonacji "America First"

Zdaniem Stanisław Cioska forma, w jakiej został napisany list odpowiada nowej metodzie prowadzenia polityki amerykańskiej - czyli twittowej. - List powinien być bardziej wyważony w treści - zaznaczył. 

- To jest już list napisany w tonacji America First. Napisany już przez ambasadora Donalda Trumpa. America First tutaj została zastosowana do nas. W dyplomacji trudno oddzielić formę od treści. Tutaj forma napisania tego od razu mówi, kto do kogo pisze - podkreślił Passent, przypominając hasło, którym amerykański prezydent określił prowadzoną przez swoją administrację politykę. 

Georgette Mosbacher została mianowana ambasadorem przez Donalda Trumpa. Polska jest pierwszą placówką dyplomatyczną, którą objęła. Wcześniej zajmowała się głównie biznesem. Jest działaczką partii republikańskiej. W 2016 r. została nominowana przez amerykański Senat do Amerykańskiej Komisji Doradczej ds. Dyplomacji Publicznej.

List może nie wyjść na dobre TVN? 

Goście Jakuba Janiszewskiego zwrócili uwagę również na, odwrotne od zamierzonych, efekty, które list amerykańskiej ambasador może wywołać. 

- Wydaje mi się też że ten list wywołuje kontrproduktywny efekt, czyniąc TVN stację bardziej amerykańską niż ona jest. To działa na rzecz krytyków tej telewizji w Polsce. Rwetes jaki podniesiono na skutek niezręczności pani ambasador, powoduje, że teraz wszyscy będą mówić, że to amerykańska telewizja. To jest na rękę prawicowym, rządzącym, siłom w Polsce - stwierdził Passent. 

- Pani ambasador przysłużyła się tutaj złej sprawie - podsumował Stanisław Ciosek. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • jakie są subtelniejsze metody załatwiania takich spraw?
  • co miał na myśli ten, kto to upublicznił?
  • czy reakcja polskiego rządu była prawidłowa?

DOSTĘP PREMIUM