Mosbacher tłumaczy się z błędów w liście do Morawieckiego. "Jestem zażenowana"

Nie ma wytłumaczenia dla moich literówek w liście do premiera Mateusza Morawieckiego; jestem tym zażenowana - powiedziała ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher w wywiadzie zapowiadanym przez tygodnik "Do Rzeczy".

W poniedziałek tygodnik "Do Rzeczy" informował, że ambasador USA w Polsce przesłała na ręce premiera Morawieckiego list komentujący śledztwo ws. środowisk neonazistowskich w Polsce oraz materiału telewizji TVN na ten temat. 

List został opublikowany przez dziennikarzy na Twitterze. Było w nim kilka literówek, a samo pismo wywołało burzę w polskiej polityce. 

- Byłoby nieprofesjonalne z mojej strony komentować dyplomatyczną korespondencję. Wyjdę jednak nieco z mojej roli i powiem wprost. (...) Nie ma wytłumaczenia dla moich literówek. Pisownia jest chaotyczna, jestem tym zażenowana. Nie da się tego bronić - zaznaczyła ambasador cytowana w internetowej zapowiedzi wywiadu, który ma się ukazać w najbliższym wydaniu tygodnika.

Jak dodała "jestem tym zawstydzona i nie mogę tego wyrazić bardziej wprost niż teraz. W końcu to moja odpowiedzialność". "To jest bardzo ważna sprawa dla mnie" - oceniła.

Zapytana, czy jeśli "Donald Trump może być krytyczny wobec krajowych mediów, dlaczego np. minister Joachim Brudziński nie może robić tego samego w stosunku do stacji TVN", Mosbacher odpowiedziała: "O mój Boże, to chyba sedno naszej debaty i nieporozumienia".

- On ma absolutnie prawo powiedzieć, co mu się podoba, i wyrażać krytyczną postawę. To wolność słowa. Mogę się nie zgadzać z tym, co pan o mnie mówi, ale będę walczyć o pana prawo do wyrażania swojej opinii, tyle że, jak wcześniej powiedziałam, ono działa również wobec mnie. Ja też mogę wyrazić swoje zdanie. Wolność słowa nie dotyczy jednej firmy, nie jest subiektywna – to nienaruszalna wartość - podkreśliła ambasador cytowana na stronie internetowej "Do Rzeczy".

Jak kontynuowała, jeśli "stajesz w obronie wolności słowa lub wolności prasy, to dotyczy to wszystkich mediów w równym stopniu". - To prawda, dbam o amerykańskie interesy, ale robię to w tej samej przestrzeni swobodnej debaty co każda inna osoba czy każdy polityk w Polsce  - zaznaczyła.

DOSTĘP PREMIUM