Znów niespokojnie we Francji. Policja starła się z "żółtymi kamizelkami"

W sobotę w Paryżu, gdzie trwa protest członków ruchu "żółtych kamizelek", zatrzymano 80 osób - poinformowała policja. Doszło do starć demonstrantów z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa; rannych zostało co najmniej 10 osób.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>> 

Do pierwszych incydentów na Polach Elizejskich we francuskiej stolicy doszło około godziny 9 rano. Manifestanci usiłowali sforsować kordon policji, na co członkowie sił bezpieczeństwa odpowiedzieli gazem łzawiącej.

Jak poinformował rzecznik paryskiej policji, w mieście dokonano na razie 80 zatrzymań; niektóre mają związek z nielegalnym posiadaniem broni. 

Wśród 10 rannych osób jest trzech policjantów i siedmiu protestujących.

Przebywający na placu przy Łuku Triumfalnym manifestanci - niektórzy zamaskowani i z kapturami na głowach - rozproszyli się po okolicznych uliczkach. W niektórych miejscach podpalono kosze na śmieci.

"Żółte kamizelki" od dwóch tygodni protestują i blokują drogi w całym kraju, wyrażając swój sprzeciw wobec podwyżek podatków od paliwa. Ta decyzja władz jest częścią polityki na rzecz ochrony środowiska rządu prezydenta Emmanuela Macrona.

Francuski minister spraw wewnętrznych udał się w sobotę na Pola Elizejskie, by podziękować za mobilizację siłom bezpieczeństwa. Podkreślił konieczność "ustrukturyzowania" ruchu "żółtych kamizelek". - Obecnie w sporze musimy zaakceptować dialog, jakieś reguły - mówił Castaner. - Nie ma porządku publicznego bez reguł ani woli do dialogu". Skrytykował tych, którzy "domagają się spotkania z rządem, a potem odmawiają negocjacji".

Jak podkreślił minister, prezydent Macron i premier Edouard Philippe "właśnie po to zaprosili manifestantów" do rozmowy, głównie do udziału w trzymiesięcznych konsultacjach, by "wysłuchać gniewu" mieszkańców. - Ale nie się ustrukturyzują, zorganizują, abyśmy mogli dać im odpowiedzi - dodał Castaner.

Jak zauważa agencja Reutera, władze obawiają się, że pod spontaniczny protest podłączą się członkowie ruchów skrajnych.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

DOSTĘP PREMIUM