Radny PiS przeciwny festiwalowi o Ukrainie. Pisze o "nadrzędnej wartości naszej kultury"

"W efekcie zniszczenia naszej kultury, na to miejsce wejdzie inna kultura. Niekoniecznie wyższa" - przekonuje w swojej interpelacji radny Stanisław Brzozowski.

Radny wystosował pismo do prezydenta Lublina, w którym zarzuca mu, że niesłusznie wspiera kulturę naszego sąsiada. Chodzi o organizowany już od 11 lat festiwal „Ukraina w centrum Lublina”, czyli cykl koncertów, wystaw, debat. Za organizację odpowiada Fundacja Kultury Duchowej Pogranicza i Parafia Greckokatolicka w Lublinie.

Wspieranie naszej rodzimej kultury powinno być szczególnym obowiązkiem patriotycznym każdego Polaka, a szczególnie tych, którzy instytucjonalnie związani są z kulturą(…). Powinniśmy mieć świadomość nadrzędnej wartości naszej kultury i cywilizacji. W przeciwnym razie staniemy się zupełnie bezbronni, a w ostatecznym rozrachunku musimy sobie zdawać sprawę, że w efekcie zniszczenia naszej kultury na to miejsce wejdzie inna kultura. Niekoniecznie wyższa

– pisze w interpelacji do prezydenta Lublina radny Stanisław Brzozowski. I apeluje o bardziej wnikliwe analizowanie, jakie inicjatywy kulturalne miasto decyduje się wspierać finansowo „jeśli nie chcemy obudzić się za jakiś czas w niechcianej i nieprzyjaznej rzeczywistości”.


Radny ma pretensje również do nazwy „Ukraina w centrum Lublina”. - Co to znaczy? Czy centrum Lublina należy do Ukrainy? Czy cała Ukraina przyjechała do centrum Lublina? Trudno to zrozumieć - krytykuje.

Chodzi o to, żeby poznać sąsiadów

- Nie widzę sprzeczności w tym, żeby być polskim patriotą i jednocześnie prezentować kulturę najbliższych sąsiadów – komentuje ksiądz Stefan Batruch. Jak dodaje, przez 11 lat nie spotkał się z negatywnym odbiorem festiwalu i krytycznymi uwagami na jego temat. - Wprost przeciwnie. Spotykałem się tylko z pozytywnymi reakcjami ze strony mieszkańców Lublina i uczestników festiwalu. Niektórzy po raz pierwszy mogli poznać kulturę najbliższych sąsiadów - dodaje Batruch.

Tłumaczy, że festiwal ma na celu aktywizowanie młodzieży, a w tym roku zaangażowało się ponad 50 wolontariuszy. - To młodzi ludzie z Ukrainy, ale także z Polski. Zamysł jest taki, by prezentować nowe zjawiska w kulturze ukraińskiej: muzyków, fotografów, aktorów – tłumaczy duchowny.

Czy apel radnego spotka się z poparciem miejskich urzędników?

- Absolutnie nie – odpowiada dyr. Michał Karapuda z wydziału kultury. Jak podkreśla, Lublin to miasto wielokulturowe, w którym Ukraińcy są od wielu lat. - Mamy próbę wplątania wydarzenia kulturalnego do celów bieżącej polityki. A takie działania nie powinny mieć miejsca i my się na nie zgadzamy - mówi dyrektor. I dodaje, że festiwal „Ukraina w centrum Lublina” jest w mieście od dawna i w nim pozostanie. Z dofinansowaniem rzędu kilkunastu tysięcy złotych.

- Mamy świadomość trudnej polsko - ukraińskiej historii i niejednokrotnie o tym rozmawiamy. Ale rozmawiamy też o wspólnym dziedzictwie obu narodów. Mieszanie wydarzeń kulturalnych do bieżącej polityki uważam za skrajnie nieodpowiedzialne i naganne, niestety w ostatnim czasie dość częste - dodaje Michał Karapuda.

W jego ocenie nie można traktować organizacji ukraińskiego festiwalu jako braku poszanowania dla polskiej kultury i tradycji. - Trudno mi to nawet komentować – mówi dyrektor wydziału kultury.

Kontrowersyjny radny

Ostatnia edycja festiwalu odbyła się pod koniec listopada. Radny Stanisław Brzozowski dał się już wcześniej poznać jako osoba o kontrowersyjnych poglądach. Kilka miesięcy temu pisząc o rządach PO-PSL przekonywał, że „Kures...wo i złodziejstwo popłacało, bić kur...y i złodziei!”.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM