Jak mówić o polsko-ukraińskiej historii? "Zmienić punkt widzenia z narodowego na obywatelski"

Twórcy portalu ohistorie.eu, który powstał, by odkłamywać obecną narrację historyczną, z internetu przeszli też do "realu" i organizują spotkania. W Lublinie dyskutowali o Polakach i Ukraińcach w latach niemieckiej okupacji.

Twórcy portalu, który powstał kilka miesięcy temu, nie chcą być obojętni na "umoralnianie historii przez polityków na rzecz takiej, a nie innej pedagogiki narodowej". Są przeciwni używania historii instrumentalnie. A trudna historia polsko–ukraińska staje się dziś często przedmiotem sporów.

Wystarczy przywołać przykład dr. Grzegorza Kuprianowicza, który w Sahryniu na Lubelszczyźnie mówił o dokonanej tam zbrodni, z czego musiał się potem tłumaczyć w prokuraturze.

Wojewoda lubelski uznał bowiem, że mogło dojść do złamania prawa. Historyk mówił o faktach, czyli o tym, że z rąk żołnierzy AK i Batalionów Chłopskich w Sahryniu zginęło kilkuset Polaków narodowości ukraińskiej.

Prokuratura w jego słowach nie dopatrzyła się przestępstwa i sprawę umorzono, ale - zdaniem mniejszości ukraińskiej - cel został osiągnięty, bo społeczności ukraińskiej pokazano, że dziś w Polsce powinna ważyć słowa.

Relacje polsko-ukraińskie w czasie wojny były trudne, dochodziło do zbrodni, po obu stronach ginęli ludzie, często kobiety i dzieci. Badania na ten temat cały czas trwają. Chodzi o Sahryń i wiele innych wsi na Lubelszczyźnie, ale też oczywiście o Wołyń.

Jak mówić o wydarzeniach sprzed lat? Jak o nich dzisiaj pisać?

- Przede wszystkim trzeba mówić o tym otwarcie i zgodnie z faktami – mówił podczas spotkania dr Mariusz Zajączkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN, który stosunkami polsko-ukraińskimi w latach 1939-1947 zajmuje się od lat.

- Fakty są faktami, trzeba mówić o tym, co było dobre, ale i o tym, co było złe w relacjach polsko-ukraińskich. Ważne, by mówić o tym bez języka wykluczenia i bez dzielenia na "my" i "oni" - przekonywał badacz.

Historyk zaznaczył, że dziś są podejmowane próby przemilczania pewnych faktów, co nie powinno mieć miejsca. Zwrócił też uwagę, że w debatach tych, którzy nie są w tej sprawie kompetentni, pojawia się dzielenie na "Polaków" i "Ukraińców". - A trzeba pamiętać o tym, że tragedia, która miała miejsce, dotyczyła obywateli jednego państwa. Byli to obywatele II RP narodowości polskiej i narodowości ukraińskiej - tłumaczy dr Zajączkowski. 

"Skupmy się na mikrohistorii"

Profesor Igor Hałagida z Uniwersytetu Gdańskiego, także od lat specjalizujący się w tej tematyce, podkreślił, że od lat każda ze stron mówi wyłącznie o swoich ofiarach trudnej, wojennej historii. I dodaje, że nie widzi szans, by w najbliższym czasie można było wypracować wspólny polsko-ukraiński przekaz.

- Dlatego, moim zdaniem, historycy powinni skupić się na mikrohistorii, czyli na rzetelnym opisywaniu poszczególnych wydarzeń w poszczególnych wsiach i powiatach. Byłaby to mikrohistoria dla przyszłości – namawiał.

Dr Grzegorz Kuprianowicz, historyk z UMCS, podkreślał, że ważne byłoby też uświadomienie społeczeństwu, że każda ze stron inaczej patrzyła na rzeczywistość, w której przed laty funkcjonowała - inaczej patrzyli na to Polacy, inaczej Ukraińcy. - Ważne jest dostrzeżenie odmienności tej perspektywy - mówił.

W ocenie prof. Rafała Wnuka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, warto byłoby wszystkie te pomysły połączyć. Jak mówi, sama mikrohistoria to za mało: trzeba budować dużą, ciekawą, otwartą opowieść o historii. - Bez wielkiej narracji, dużej, dobrej, całościowej opowieści nie da się dotrzeć do przeciętnego słuchacza - stwierdził  prof. Wnuk.

Zwrócił uwagę na coś jeszcze - przy rozumieniu historii zawsze potrzebna jest empatia. - Ale jak długo będzie ona miała charakter narodowy, niewiele się zmieni. Powinniśmy próbować wprowadzić zmianę opowieści na punkt widzenia nie narodowy, ale obywatelski i punkt widzenia praw człowieka. Jak długo mówimy, że narody mają prawa, a nie - że ludzie mają prawa, tak długo będziemy plemionami - dowodził prof. Rafał Wnuk.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM