Nauczycielska "Solidarność" chce odwołania Anny Zalewskiej. Szefa MEN odpowiada

Związkowcy z oświatowej "Solidarności" zarzucają Annie Zalewskiego, minister edukacji narodowej, hipokryzję i brak podwyżek. Szefowa MEN odniosła się do tych zarzutów.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>> 

Wśród grzechów szefowej MEN związkowcy wymienili głównie sprawy finansowe. - Brak znaczących podwyżek, brak zmian systemu finansowania oświaty, wzrost biurokracji i brak rzetelnego dialogu minister Anny Zalewskiej ze związkami – wymieniał Lesław Ordon, przewodniczący śląskiej oświatowej "Solidarności".

Związkowcy domagają się odwołania minister Zalewskiej i w tej sprawie napisali też do premiera. W styczniu mają pokazać dane, które ich zdaniem mają obnażyć zakłamanie pani minister. Jeśli sytuacja się nie zmieni, związkowcy grożą strajkiem. - W kwietniu i maju, bo to okres egzaminów i matur – mówił Ordon.

Do protestu w czasie najważniejszych egzaminów i matur szykują się też członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego.

"To grzechy z maja"

Do zarzutów "S" odniosła się sama Zalewska. -To są grzechy z maja. Sporo się wydarzyło od maja. Po pierwsze nie ma już regulaminów i nie ma tych szczegółowych kryteriów, a pracujemy nad zapisami, które będą satysfakcjonować związkowców – komentowała szefowa MEN.

Zapowiedziała też powołanie zespołu, który przeanalizuje przepisy pod kątem biurokracji i zmniejszenia jej. - To nie są zdarzenia, które mogą się zadziać w ciągu jednego tygodnia. Mam nadzieję, że te rekomendacje będą już gotowe w pierwszym semestrze - powiedziała.

Mówiąc o podwyżkach przypomniała, że ostatnia podwyżka za rządów PO-PSL była w 2012 r. - To było 3,8 proc. wypłacane z pieniędzy samorządowców - powiedziała. Zaznaczyła, że obecnie "odpowiedzialnie subwencja oświatowa rośnie, jak nigdy jeszcze nie rosła - 4 mld zł w ciągu roku i dziewięciu miesięcy". Jak mówiła w związku z tym nauczyciele dostali podwyżkę w kwietniu tego roku, a następną dostaną w styczniu. Podkreśliła, że łącznie te dwie podwyżki - kwietniowa i styczniowa dają wzrost wynagrodzeń nauczycieli o 10,35 proc. "To są już spore pieniądze" - oceniła. Przypomniała, że na styczeń 2020 r. zaplanowano kolejną podwyżkę - łącznie te trzy podwyżki mają dać wzrost wynagrodzeń o 15,8 proc.

DOSTĘP PREMIUM