Najpierw do siebie strzelali, a potem wymieniali się podarkami. Tak żołnierze pojednali się w Boże Narodzenie 1914 r.

- Francuzi i Niemcy wymieniali się gazetami, pomagali sobie zabrać z pola bitwy ciała kolegów. Widząc, co się dzieje, niektórzy dowódcy zastanawiali się, jak nad tym zapanować - opowiadał historyk, dr Przemysław Piotr Damski.
Zobacz wideo

Pod koniec pierwszego roku walk I wojny światowej, w grudniu 1914 roku na froncie zachodnim doszło do tzw. rozejmu bożonarodzeniowego. Żołnierze wojsk niemieckich i alianckich wstrzymali walki. Niemieccy szeregowi zawieszali lampki na drzewach choinkowych wzdłuż okopów, śpiewano kolędy. Obie walczące strony zgodziły się na wspólne zebranie i pogrzebanie ciał tych, którzy zginęli.

Jak tłumaczył gość Radia TOK FM, dr Przemysław Piotr Damski - historyk z Akademii Finansów i Biznesu Vistula - w 1914 roku front wojenny uwięził żołnierzy w okopach.

- Musimy sobie zdawać sprawę, kim byli ci żołnierze. W wielu przypadkach nie byli to wykwalifikowani wojskowi, dla których wojna była sposobem na życie. To byli często bardzo młodzi ludzie, którzy przyjechali bronić swojego kraju. Chcieli też przeżyć przygodę. Nie pamiętali Europy pogrążonej w walkach. I początkowo wszyscy myśleli, że ta wojna będzie bardziej cywilizowana, a była najtragiczniejszą w dziejach ówczesnej Europy - tłumaczył historyk.

Żołnierze znaleźli się na froncie naprzeciwko siebie w grudniu 1914 r., w okresie świąt Bożego Narodzenia. Z dala od swoich rodzin, zetknęli się z cierpieniem na niewyobrażalną dotychczas skalę. Czuli się zastraszeni, osamotnieni. W grudniu 1914 roku na froncie pojawili się też nowi rekruci.

- Ludzie, którzy przyszli wtedy na front, byli jeszcze skłonni zobaczyć po drugiej stronie człowieka, a nie wroga. Tak często podkreślany antagonizm francusko-niemiecki nie był w społeczeństwie wcale taki powszechny. Gdy zabito arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, nikt nie myślał, że wybuchnie wojna. I nikt nie miał czasu na mobilizowanie całego społeczeństwa, aby nienawidziło wroga. Ta niechęć pojawia się dopiero w 1916 roku razem z rozwojem propagandy wojennej. W 1914 roku jej nie ma - tłumaczył gość Radia TOK FM.

Młody Charles de Gaulle o "fraternizacji z wrogiem"

Jak opowiadał dr Przemysław Piotr Damski w rozmowie z Radiem TOK FM, 7 grudnia 1914 roku Charles de Gaulle pisał do swojej matki, że jest świadkiem "fraternizacji" niektórych żołnierzy z wrogiem.

- Czasem wywoływała to sytuacja, czasem w czasie deszczu w okopach było tyle wody, że żołnierze z nich wyskakiwali, by nie tkwić w zimnie po pas. I zwyczajnie zaczynali ze sobą rozmawiać, przeklinając wspólny los. Jak pisał de Gaulle, w pierwszych dniach grudnia na wielu odcinkach frontu podpisywano nieformalny rozejm, podczas którego Francuzi i Niemcy wymieniali się gazetami, pomagali sobie zabrać z pola bitwy ciała kolegów. Widząc, co się dzieje, niektórzy dowódcy zastanawiali się, jak nad tym zapanować - opowiadał Damski.

Aż w końcu przyszła Wigilia...

- Niemcy mieli okopy blisko lasu. Niektórzy z nich stwierdzili, że chcą się poczuć jak w domu. I poszli do lasu, porąbali drzewa, zwiesili świeczki na choinkach, przyozdobili je tym, co mieli pod ręką. Ukazał się szpaler oświetlonych choinek, a Niemcy zaczęli śpiewać - mówił historyk.

Wiele takich momentów kończyło się wspólną biesiadą między okopami, wzdłuż linii frontu. Żołnierze opuścili posterunki, wymienili się drobnymi podarunkami, na pasie ziemi niczyjej rozegrano nawet mecz piłki nożnej, który wygrali Niemcy. Oficjalnie rozejm zakończył się zaraz po świętach.

Jak było na froncie wschodnim?

Jak tłumaczył dr Damski, rozejmy na froncie wschodnim pojawiały się, lecz nie były tak częste, jak na zachodnim, i ma to swoje ważne powody.

- Front wschodni jest zupełnie inny niż zachodni. Przede wszystkim podejście Niemców do Francuzów czy Brytyjczyków jest zupełnie inne, niż Austriaków do Rosjan i do żołnierzy rosyjskich. Front zachodni to była wojna wśród swoich, wojna w ramach tej samej cywilizacji. Natomiast wojna na froncie wschodnim to jest przede wszystkim wojna cywilizacji zachodniej przeciwko wschodniej. W literaturze przedwojennej Rosja i jej tereny opisywane są jako obszar na poły dziki, zajmowany przez Słowian, czasem nawet barbarzyński - opowiadał historyk.

"Zmobilizowano społeczeństwo, aby nienawidzić wspólnego wroga"

Do takiej spontanicznej akcji, jaka przydarzyła się na froncie w 1914 roku, nie mogło już później dojść, ze względu na całościową akcję propagandową.

- Całe społeczeństwa zostały zmobilizowane do tego, by nienawidzić siebie nawzajem. Nawet literatura popularna i sensacyjna mówiła o spisku niemieckim. Sytuacja dla wszystkich zrobiła się trudna, doszła do tego grypa hiszpanka, która zaczynała dziesiątkować ludzi - nie tylko tych, którzy walczyli na froncie, także zwykłych obywateli. W tych trudnych okolicznościach ludzie zaczęli się masowo nienawidzić - powiedział historyk.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji! Dowiesz się:

  • W jakich dwóch europejskich miastach odsłonięto pomniki upamiętniające wydarzenia świąteczne z grudnia 1914 roku?
  • Który naród zaszczepił w Czechach zamiłowanie do śpiewania?
  • Ilu Polaków walczyło w armiach zaborców?
  • Czym był słynny akt z 5 listopada 1916 roku?
  • Dlaczego Paderewski był "Beatlesem swoich czasów"?

DOSTĘP PREMIUM