Żywy karp w torbie foliowej bez wody - czy to jest karalne? Przepisy nie są jednoznaczne

Przepisy dość wyraźnie mówią o tym, w jakich warunkach żywe karpie mogą przechowywać handlowcy. Ale o tym, co dzieje się z rybami już sprzedanymi, ustawodawca nie napisał wprost. Zdaniem ekspertów, można o to pytać sąd.

Klub Gaja od wielu lat prowadzi kampanię "Jeszcze żywy karp", której celem jest zmiana postaw społecznych i przyzwyczajeń konsumentów tak, by ograniczyć cierpienie żywych karpi. Czy to się udaje?

- Trudno mówić o sukcesie, bo ten problem dawno już powinien być skończony. Z jednej strony spada ilość sprzedawanego karpia żywego, o czym mówią hodowcy i handlowcy. Zmiany postaw jak najbardziej są - przyznaje Jacek Bożek, założyciel i szef Klubu Gaja.

Jednak jego zdaniem, to wciąż za mało. - Od dziesiątków lat mówię, że pakowanie żywego karpia do foliowego woreczka jest po prostu zbrodnią, głupotą i nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. I mówią o tym już wszyscy: ekolodzy, hodowcy, sprzedawcy. A my dalej to robimy! Albo jest kłopot z nami konsumentami, że nie jesteśmy w stanie dopuścić do siebie, że żywe stworzenie nie powinno być tak traktowane, albo coś jest nie tak z nami obywatelami, że prawo, które chroni tego karpia, jest przez nas nieprzestrzegane - powiedział Bożek.

- Kłopotem może być to, że wciąż dopuszcza się do sprzedaży żywe karpie. Bo tak, jak przepisy jednoznacznie traktują kwestię przewozu i przetrzymywania żywych ryb w punkcie sprzedaży, tak nie określają sprawy transportu tych ryb przez konsumenta do domu. Przenoszenie karpia bez wody nie jest w tym wypadku sprzeczne z prawem - tłumaczył, dr Krzysztof Jażdżewski, dziś były już zastępca Głównego Lekarza Weterynarii (w chwili nagrania programu pozostawał na stanowisku).

Do sądu za karpia w worku foliowym?

Jak tłumaczył dalej Jażdżewski, kwestię transportowania karpia przez konsumenta do domu w zasadzie powinny rozstrzygać sądy.

- Można bowiem powiedzieć, że nie wynika to jasno z ustawy. Ona reguluje tylko kwestie do momentu sprzedaży detalicznej. Co się dzieje po sprzedaży - tego ustawodawca nie uregulował na tyle wyraźnie, żebyśmy mogli stwierdzić, iż każdy taki przypadek jest złamaniem prawa - tłumaczył Jażdżewski.

Jednak ocena stopnia cierpienia zwierzęcia jest niezwykle trudna.- Trzeba udowodnić, że stres, jakiemu poddane jest zwierzę, jest na tyle duży, że zagraża jego zdrowiu i życiu. Nie ma jasności, na jakich parametrach będziemy to cierpienie zwierzęcia oceniać - tłumaczył weterynarz. Dodał, że jeśli zmienią się przepisy i będzie w nich wyraźnie zaznaczone, że najlepiej byłoby sprzedawać każdą rybę "w formie ubitej", to problem się skończy.

- Skoro jednak nie ma wyraźnego przepisu, Główny Lekarz Weterynarii stara się, poprzez wydanie wytycznych, wskazać sposoby, które najmniej wpływają na jego cierpienie - zapewniał dr Krzysztof Jażdżewski.

Z tą opinią nie zgodziła się mec. Karolina Kuszlewicz, adwokat specjalizująca się w prawnej ochronie zwierząt. Jak powiedziała, ustawa nosi tytuł "O ochronie praw zwierząt" i to powinno wyznaczać kierunek interpretacji przepisów.

- Jeśli nawet w ocenie Głównego Lekarza Weterynarii istnieją niejasności, to należałoby interpretować je zgodnie z kierunkiem ustawy, czyli podnoszeniem standardów ochrony zwierząt, a nie ich zmniejszaniem - zauważyła prawniczka.

Jej zdaniem przepisy ustawy o ochronie praw zwierząt jak najbardziej regulują kwestię transportu karpia i dają podstawę do stwierdzenia, że ryba niesiona przez konsumenta nie może być bez wody. - Da się to ustalić na podstawie nie art. 6, ustęp 2, punkt 18, który dedykowany jest tylko sprzedawcom - ale na podstawie art. 6, ustęp 2, punkt 6 i 10. Ten ostatni mówi o tym, że transport zwierząt i ich przenoszenie w sposób powodujący zbędne cierpienie i stres jest znęcaniem się nad zwierzętami - podsumowała.

Zmiana nie jest łatwa, gdy wciąż handluje się żywym karpiem

Coraz więcej osób rzeczywiście rezygnuje z zakupu żywego karpia na święta. Świadomość rośnie, jednak o zmianę byłoby z pewnością łatwiej, gdyby po prostu zakazano sprzedaży żywej ryby.  

- Nie jesteśmy zwolennikami obecnego procederu - powiedział dr Jażdżewski. - Oczywiście z punktu widzenia prawnego pani mecenas pewnie ma rację - czytajmy ducha ustawy. My też tak robimy. Jednak jeśli mielibyśmy w miarę jasny przepis w tej kwestii, byłoby nam łatwiej operować, chociażby wytycznymi - powiedział dr Jażdżewski.

Czy rzeczywiście nic nie da się zrobić? Według mec. Kuszlewicz sprawa ma się trochę inaczej. Wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii są "zbyt przychylne sprzedawcom", którzy nie interesują się zbytnio tym, w co pakują karpia i jak konsument go przewozi.

- Handlowcy powinni myśleć, że interpretacja ustawy idzie w kierunku gwarantującym szeroką ochronę zwierzętom. A mamy sprzedawców, którzy w sytuacjach podejrzenia znęcania się mówią: sprzedawaliśmy zgodnie z wytycznymi. Sądy biorą to pod uwagę i ograniczają odpowiedzialność sprzedawców. To w bardzo dużym stopniu wpływa na zmniejszenie siły ustawy i lekceważenie jej przez sprzedawców - powiedziała.

Jak zauważył Jacek Bożek, hodowcy i właściciele dużych sieci spożywczych powiedzieli mu wprost: będą sprzedawać żywego karpia, dopóki mogą, bo tak jest taniej.

- To takie typowo polskie: zostawmy, jak jest, to tylko jeden tydzień przed świętami. Jeżeli poszlibyśmy krok dalej i zakazali handlu żywym karpiem, handlowcy dostosowaliby się szybciej, niż nam się wydaje, bo to jest dla nich biznes. Powinniśmy podnosić standardy ochrony zwierząt, a tego nie robimy - zauważył szef Klub Gaja.

Czy kupujesz na święta żywego karpia?

DOSTĘP PREMIUM