"Musimy postawić tamę językowi nienawiści i rynsztoku". Prof. Urbanik o liście ws. słów wojewody lubelskiego

- Nie możemy przejść nad tym do porządku dziennego, bo te wypowiedzi staną się powszechne, przyzwyczaimy się do nich - uważa prof. Jakub Urbanik, prawnik, jeden z inicjatorów listu do rektora KUL w sprawie słów wojewody lubelskiego.

Wojewoda Przemysław Czarnek, prawnik, specjalista od prawa konstytucyjnego na KUL, w filmie opublikowanym w internecie apelował o zaprzestanie „promowania zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”.

Między innymi te słowa skłoniły prof. Jakuba Urbanika do przygotowania listu, pod którym podpisało się ponad tysiąc naukowców, w tym wielu prawników z całej Polski. To list z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec wojewody - doktora habilitowanego z Lublina - za delikt dyscyplinarny. Postępowanie już zostało wszczęte, a wojewoda zapewnia, że jest do dyspozycji rektora KUL.

Panie profesorze, to pan wpadł na pomysł napisania listu otwartego do rektora KUL. Co było podstawowym impulsem działania?

Prof. Jakub Urbanik, prawnik, Uniwersytet Warszawski: Uznałem, że jest to sytuacja, w której po raz kolejny w przestrzeni publicznej używa się słów noszących znamiona mowy nienawiści i deprecjonuje się grupę społeczną, należącą do naszego społeczeństwa. Tak jakby rzucało się te słowa lekko i bez żadnych konsekwencji, dlatego postanowiliśmy coś z tym zrobić. To nie był zresztą pierwszy raz, bo razem z prof. Marcinem Filipowiczem, także jednym z inicjatorów listu, przygotowaliśmy podobny w sprawie Krystyny Pawłowicz. Posłanka PiS po samobójstwie chłopca spod Łodzi posłużyła się podobnymi wyrażeniami. Tamten list przyniósł skutek: udało się doprowadzić do tego, że pani Pawłowicz już nie jest profesorem Wyższej Szkoły Administracji w Ostrołęce.

Czyli to, w pewnym sensie, kontynuacja waszych działań.

Tak, pomyśleliśmy, że nie należy odpuszczać. W takich sytuacjach musimy stosować zasadę "Zero tolerancji". Dlatego wysłaliśmy do Jego Magnificencji Rektora KUL zawiadomienie o możliwości popełnienia deliktu dyscyplinarnego.

Polegającego na?

Na naruszeniu godności zawodu nauczyciela akademickiego przez sprzeniewierzenie się przysiędze doktorskiej. Jako nauczyciele akademiccy jesteśmy zobowiązani służyć tej przysiędze całym naszym życiem. To znaczy dążyć do poznawania prawdy, nie wypowiadać się w zakresach, w których nie jesteśmy ekspertami czy ekspertkami i traktować z szacunkiem pozostałych członków naszej społeczności.

W swoim liście bardzo dokładnie punktujecie swoje zarzuty wobec wojewody - prawnika.

Dr hab. Przemysław Czarnek uczy studentów prawa konstytucyjnego, pisał, że interesuje się m.in. wolnościami obywatelskimi. A wolność zgromadzeń, wolność do wyrażania swoich poglądów jest kamieniem węgielnym budowy społeczeństwa demokratycznego. W związku z tym pan Czarnek nie tylko przeczy prawdzie naukowej, nazywając osoby LGBT zboczeńcami czy dewiantami, ale również, w dziedzinie, w której powinien być ekspertem, tak naprawdę nawołuje do łamania konstytucji. W kolejnych swoich wypowiedziach lekceważy postanowienie niezawisłego sądu, więc tym bardziej jest to sytuacja, w której mamy do czynienia z zachowaniem, które jest szkodliwe i nie przystaje nauczycielowi akademickiemu. I o tym też pisaliśmy do księdza profesora Antoniego Dembińskiego, rektora KUL.

Rektor, podobnie jak pan, zajmuje się prawem rzymskim.

Tak, znamy się z księdzem rektorem naukowo, dlatego dodałem swój osobisty list. Wszyscy prawnicy, zajmujący się prawem rzymskim, znamy pseudo-definicję o tym, że prawo to umiejętność stosowania tego, co dobre i słuszne. I mamy nadzieję, że wszczęcie postępowania dyscyplinarnego doprowadzi do pokazania, co jest dobre i słuszne. Komisja dyscyplinarna pozwala granice "dobrego" i "słusznego" zakreślić. Jestem przekonany, że pokaże naganność tych wypowiedzi.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy problemie prawdy naukowej, na który zwracacie państwo uwagę w swoim liście.

Wypowiedź wojewody zadaje kłam dwóm prawdom naukowym. Z jednej strony nazwanie osób LGBT "zboczeńcami" nie odpowiada powszechnie przyjętym, medycznym poglądom naukowym na ten temat.

A z drugiej strony, prawda naukowa o prawie konstytucyjnym mówi, czym jest prawo do zgromadzeń, co to jest wolność zgromadzeń, co to jest wolność prezentowania własnych poglądów, co to jest zasada równości i jak z tych praw można korzystać. Wypowiedzi doktora habilitowanego o tym, że ten marsz nie powinien się odbyć, wezwania do tego, by go zabronić - przeczyły dyscyplinie, w której sam wykłada.

Chcieliście pokazać, że jest pewna granica wolności słowa?

Myślę, że nie musimy chcieć tego pokazywać. Wydaje mi się, że w demokratycznej społeczności jest przyjęta oczywista granica wolności wypowiedzi - jest nią godność drugiego człowieka. Odwołując się do wartości, które są na sztandarach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, chodzi o godność bliźniego. Na pewno chcielibyśmy, aby orzeczenie Komisji Dyscyplinarnej pokazało, że nauczyciel akademicki nie może pewnych poglądów i w pewien sposób głosić. Nie można twierdzić, że to wypowiedzi prywatne. Film na YouTube jest wypowiedzią publiczną, wypowiedź w telewizji czy w radiu jest wypowiedzią publiczną, kazanie też jest wypowiedzią publiczną.

Czego się pan spodziewa po postępowaniu dyscyplinarnym na KUL?

Uznajemy, że prawo jest narzędziem, które ma służyć zachowaniu spokoju społecznego. Kto, jak nie my - prawnicy ma wskazywać na użycie prawa? Jaka będzie decyzja Komisji Dyscyplinarnej? Nie wiem, nie chcę tego uprzedzać. Ale oczywiście liczymy na to, że zostanie stwierdzone naruszenie. Ewentualna kara jest rzeczą drugorzędną, najważniejsze jest samo stwierdzenie faktu. Musimy postawić tamę językowi nienawiści i rynsztoku; temu, co obserwujemy od kilkunastu miesięcy: przybywa wypowiedzi publicznych o charakterze homofobicznym - również z ust władzy państwowej. Nie możemy przejść nad tym do porządku dziennego, bo te wypowiedzi staną się powszechne, przyzwyczaimy się do nich. A na to nie możemy pozwolić.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM