Nauczyciele protestują i idą na L4. "Są między młotem a kowadłem"

Ta akcja to powinien być dla resortu edukacji szczególny znak ostrzegawczy, bo pokazuje desperację nauczycieli - mówiła w Analizach TOK FM Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji.

Nauczyciele w całej Polsce protestują i biorą zwolnienia lekarskie. W ten sposób walczą o podwyżki i poprawę warunków pracy. Akcji nie organizują związki zawodowe, choć zarówno oświatowa Solidarność, jak i jak ZNP protest w pełni popierają.

- Protest ma związek ze skutkami reformy edukacji - podkreślała w programie Analizy Iga Kazimierczyk z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji. - Jedyna odpowiedź, jaką usłyszano z ministerstwa przez te całe trzy lata brzmiała: dyrektorzy muszą sobie z tym poradzić, jeśli coś nie wychodzi, to jest to wina nauczycieli, a po za tym muszą sobie z tym radzić samorządy. Jak długo można to jeszcze znosić? - pytała Kazimierczyk.

W jej opinii, nauczyciele są "między młotem a kowadłem". Muszą wdrażać wytyczne systemowe, często nielogiczne, a potem mierzą się z wygórowanymi oczekiwaniami rodziców i ich obawami o dzieci - tłumaczyła.

Jak dodawała, nauczyciele są też po prostu przemęczeni i dlatego chodzą na zwolnienia lekarskie. - Zimą przychodzimy do pracy przeziębieni, bo nie ma kto nas zastąpić - mówiła przedstawicielka Fundacji Przestrzeń dla Edukacji.

Kazimierczyk podkreślała, że może oddolna akcja zwróci wreszcie uwagę resortu edukacji. - Wcześniejsze protesty nauczycieli pani minister Zalewska zbywała, twierdziła, że są upolitycznione. Ta akcja to powinien być dla resortu szczególny znak ostrzegawczy, bo pokazuje desperację nauczycieli – oceniła ekspertka.

MEN zabiera głos

Resort edukacji w poniedziałek wieczorem wydał oświadczenie w sprawie akcji nauczycieli. - Z informacji przekazanych przez poszczególnych kuratorów oświaty wynika, że na ponad 39 tys. publicznych szkół, przedszkoli i placówek oświatowych 13 przedszkoli nie funkcjonowało z powodu nieobecności nauczycieli. Przypominamy, że zawieszenie zajęć w szkole lub placówce wymaga uprzedniej zgody organu prowadzącego oraz powiadomienia kuratora oświaty. W przypadku kilku z tych placówek takiego powiadomienia nie było. Dyrektor publicznego przedszkola nie może samowolnie odwołać zajęć bez względu na zaistniałe okoliczności. Przedszkole jest placówką nieferyjną, w której zajęcia odbywają się przez cały rok szkolny, z wyjątkiem przerw ustalonych przez organ prowadzący. W związku z tym kuratorzy oświaty w trybie pilnym wystąpili do organów prowadzących o wyjaśnienie tej sytuacji. Niedopuszczalne jest, aby rodzice byli zaskakiwani brakiem opieki nad ich dziećmi w dniu zajęć - napisało ministerstwo. 

- Ministerstwo Edukacji Narodowej zobowiązało kuratorów do dalszego monitorowania sytuacji. Jedno jest pewne: uczniowie muszą mieć w szkole zapewnione bezpieczeństwo i opiekę - czytamy w stanowisku resortu. 

ZNP decyduje

Związek Nauczycielstwa Polskiego we wtorek ma podjąć decyzję w sprawie strajku.  Należący do związku nauczyciele od połowy listopada brali udział w badaniu opinii na temat protestu. Internetowa ankieta pokazała, że najskuteczniejszą formą walki o podwyżki jest branie zwolnień lekarskich.

Protest nauczycieli to nie tylko kłopoty z organizacją lekcji, bo trzeba przeprowadzić próbne egzaminy dla ósmoklasistów oraz uczniów trzeciej klasy gimnazjów.

Jak informuje TOK FM, nie można wykluczyć, że do protestu mogą dołączyć pedagodzy przedszkolni. A to oznaczałoby kłopoty także dla rodziców młodszych dzieci.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

DOSTĘP PREMIUM