Pracownicy sądu w Świdniku nie będą mieli wolnego w Wigilię. Mają żal do dyrekcji

Podczas gdy jedni będą się już szykować w domach do Wigilii, oni dopiero skończą pracę. Mowa o pracownikach Sądu Rejonowego Lublin Zachód z siedzibą w Świdniku, którzy mają pracować do godz. 15.30

 - W innych sądach udało się ten dzień odpracować, u nas oczywiście nie - powiedzieli nam pracownicy, wskazując też na inne trudności we współpracy z dyrektor administracyjną sądu.

Wigilia jako normalny dzień pracy, do godziny 15.30 - tak ma być w tym roku w Sądzie Rejonowym w podlubelskim Świdniku. Nie odpracowano tego dnia wcześniej, chociaż pracownikom na tym zależało, bo spora część z nich dojeżdża do pracy z Lublina. - Była taka propozycja, dyrekcja nie wyraziła na to zgody - mówi Krzysztof Oleksik, szef Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości w sądzie w Świdniku.

W wielu innych sądach odpracowanie było możliwe - do pracy nie przyjdą m.in. pracownicy sądów rejonowych w Lublinie, Człuchowie, Ostrowcu Świętokrzyskim, Pszczynie czy z sądów okręgowych w Lublinie i Gdańsku. Mają wolne, bo pracowali w jedną z wcześniejszych sobót.

Zapytaliśmy świdnicki sąd, dlaczego nie można było tego inaczej rozwiązać i pójść na rękę pracownikom. - Z uwagi na fakt, że w bieżącym roku 24 grudnia wypada w poniedziałek, a więc dzień, w którym godziny urzędowania sądu są wydłużone do godz. 18.00, prezes sądu i dyrektor wydali stosowne zarządzenie o skróceniu godzin urzędowania do godz. 15.30 - przekazała nam za pośrednictwem rzecznika prasowego dyrektor sądu, Sylwia Choroszyńska-Zezula.

Brak prospołecznego podejścia

- U nas w sądzie jest to większości spraw, takie typowo urzędnicze podejście. Zamiast piec ciasta i szykować się do świąt, będziemy siedzieć w pracy - mówi nam jedna z pracownic.  Inni podkreślają, że nie chodzi im tylko o Wigilię, bo w wielu innych sprawach stanowisko pani dyrektor jest jednoznaczne i zasadnicze, nie można z nim polemizować. – Brakuje prospołecznego podejścia. Jest sztywne trzymanie się przepisów - mówi Oleksik.

Jak słyszymy, przykładem takiego podejścia jest kwestia wyjść w czasie pracy. Pracownicy opowiadają, że gdy np. dostaną telefon ze szkoły swojego dziecka, że syn czy córka miała wypadek, trzeba napisać podanie do pani dyrektor, pójść z nim do niej po akceptację, potem wpisać się do specjalnej „kontrolki” i dopiero można wyjść. Potem trzeba się też rozliczyć z godziny powrotu i z tego, czy się te godziny odpracowało. – Są na to rozporządzenia wewnętrzne. Wszystko jest oczywiście zgodne z przepisami, ale jedna kontrolka, druga kontrolka, zgoda, wniosek – dużo biurokracji. Brakuje serca i wyjścia trochę do ludzi – mówi szef związkowców.

Co na to dyrekcja? „Reglamentowanie i kontrola wyjść prywatnych w czasie godzin pracy służy zapewnieniu organizacji pracy i realizuje prawo nadzoru pracodawcy nad pracownikiem w czasie pracy” – napisała pani dyrektor. I dalej: „Czas pracy to czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy i w którym pracownik ma realizować swoje czynności służbowe”.

Część pracowników twierdzi, że dyrekcja, by sprawdzić, czy godziny wyjść i powrotów się zgadzają, sprawdza monitoring.– W rozmowach między ludźmi słyszy się, że  były wzywane osoby, były sporządzane jakieś tam listy, że przykładowo osoba miała wyjść o 15.30, a wyszła minutę wcześniej. Cały sąd jest monitorowany – mówi nam jeden z pracowników. – Przeznaczenie monitoringu jest zupełnie inne – zapewnia Sylwia Choroszyńska–Zezula.

Brak zrozumienia

- Z jednej strony jako związkowcy potrafimy się z panią dyrektor dogadać, ale w części spraw – cały czas czujemy spojrzenie z góry, oddech na plecach i brak zrozumienia. Przepis przepisem, ale zawsze potrzebne jest ludzkie podejście – tłumaczy K. Oleksik. – Gdy ktoś jest w nerwach, bo dostaje telefon, że ktoś mu zmarł i musi szybko wyjść z sądu, to nie powinno być to na zasadzie, że trzeba napisać wniosek, poinformować, wpisać się gdzieś tam. Trochę życiowego podejścia powinno jednak być – tłumaczy Krzysztof Oleksik.

Dostaliśmy również informację, że pani dyrektor chciała, by protokolantami byli informatycy. - Nie zgodzili się - słyszymy od pracowników. Dyr. Choroszyńska-Zezula podkreśla, że każdy urzędnik sądowy może protokołować. - Kierowanie do pilnych czynności, w szczególności takich jak sporządzenie protokołu, w razie niezbędnej potrzeby, dotyczyć będzie wszystkich pracowników, niezależnie od tego, w której komórce organizacyjnej pełnią swoje obowiązki – podkreśliła w udzielonej nam odpowiedzi pani dyrektor.

Wszystkie odpowiedzi dostaliśmy na piśmie. Pani dyrektor nie zgodziła się na rozmowę do mikrofonu. Chciała mieć na to zgodę prezesa, ale ten miał odmówić.

DOSTĘP PREMIUM