Netanjahu: Będziemy przyglądać się konsekwencjom wycofania się USA z Syrii

Będziemy analizować wyjście wojsk USA z Syrii - oświadczył w środę premier Izraela Benjamin Netanjahu. Wcześniej Biały Dom ogłosił, że już rozpoczęto wycofywanie amerykańskich oddziałów z tego ogarniętego od 2011 roku wojną kraju.

W oświadczeniu premier Izraela poinformował, że przez ostatnie dwa dni rozmawiał z amerykańskim prezydentem oraz Departamentem Stanu USA na temat opuszczenia przez amerykańskie wojska Syrii. "Wyrazili się jasno, że mają inne drogi wpływania na sytuację w regionie" - dodał.

"Będziemy przyglądać się harmonogramowi (wycofania się USA - PAP), jego realizacji i oczywiście konsekwencjom dla nas (...)" - przekazał Netanjahu.

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa oceniła z kolei, że "decyzja o wycofaniu wojsk USA z Syrii tworzy perspektywę politycznego uregulowania w Syryjskiej Republice Arabskiej".

W środę rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders oświadczyła, że Stany Zjednoczone rozpoczęły wycofywanie swoich oddziałów z Syrii. Ogłosiła, że samozwańczy kalifat Państwa Islamskiego (IS) został pokonany, a walka z nim weszła w nową fazę.

Zniknął "jedyny powód"

- Te zwycięstwa nad IS w Syrii nie sygnalizują końca światowej koalicji lub jej kampanii (przeciwko terroryzmowi). Rozpoczęliśmy wycofywanie oddziałów USA do domu, przechodząc do kolejnej fazy kampanii - mówiła Sanders.

Nieco ponad godzinę przed deklaracją rzeczniczki prezydent USA Donald Trump ocenił, że IS zostało pokonane w Syrii. Dodał, że ta organizacja terrorystyczna była "jedynym powodem" obecności wojskowej USA w tym kraju podczas jego prezydentury.

Przedstawiciel brytyjskiego ministerstwa obrony Tobias Ellwood napisał na Twitterze, że "mocno nie zgadza się" ze stanowiskiem Trumpa. "Państwo Islamskie przekształciło się w inne formy ekstremizmu i zagrożenie (ze strony IS) jest bardzo aktualne" - ocenił.

Kontrowersje budzi jednak głównie czas ogłoszenia decyzji władz w Waszyngtonie. Od kilku dni operacją wojskową na terytoriach na północy Syrii, kontrolowanych przez dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), grozi prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. W regionie tym stacjonują amerykańskie wojska, wspierając Kurdów, na których spoczywa znaczna część walki z dżihadystycznym IS.

Tureckie media informują o przybywaniu żołnierzy i dostawach uzbrojenia w pobliżu granicy z Syrią. Przedstawiciele władz kurdyjskich zapewniają z kolei, że są przygotowani do konfrontacji zbrojnej z Turcją.

To nie pierwszy raz, gdy Trump zapowiada wycofanie oddziałów USA z Syrii - wcześniej miało to miejsce m.in. w marcu 2018 roku. Powiedział wówczas, że Amerykanie "bardzo niedługo" opuszczą Syrię. Podkreślił, że bojownicy IS zostaną wkrótce całkowicie pokonani. "Niech teraz inni się tym zajmą" - dodał.

Dla Waszyngtonu SDF to główny sojusznik w walce z IS w Syrii. Ankara uznaje zaś należące do tego zbrojnego sojuszu YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony) za organizację terrorystyczną.

Opozycja mówi o porażce

Liderzy izraelskiej opozycji uznali w środę zapowiedź wycofania sił USA z Syrii za porażkę polityki zagranicznej izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. Izraelscy politycy uważają, że wzmocni to regionalną potęgę Iranu.

Zdaniem liderki lewicowej Unii Syjonistycznej Cippi Liwni deklaracja Trumpa mówiąca, że Państwo Islamskie (IS) jest jedynym powodem obecności militarnej USA w Syrii, pokazuje "niebezpieczne lekceważenie rosnącej obecności Iranu". Liwni dodała, że jest to "porażka polityczno-obronna" rządu Netanjahu.

Z kolei Jair Lapid, lider partii Jesz Atid, uznał wycofanie USA za porażkę polityki zagranicznej Izraela, która pozwoli na zwiększenie przez Iran swojej obecności w Syrii. Zdaniem Lapida zmniejsza to również zdolności przetargowe Izraela w stosunku do Rosji.

Inny deputowany Unii Syjonistycznej Meraw Michaeli nazwał wycofanie sił amerykańskich z Syrii "jedną z najważniejszych porażek" Netanjahu. Polityk stwierdził, że w ten sposób USA "zostawiły Izrael na łaskę Rosji i Iranu".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM